
Wiele wpisów, które tutaj zamieszczam mają swój początek, swój szkic, w rozmowach z Kamilem, który jest zazwyczaj powiernikiem mojego pierwszego wrażenia. I również Kamilowi napisałem parę godzin temu, że gdybym miał wiele żyć (do zmarnowania) to w jednym z nich otworzyłbym sklep z vintage audio obok istniejącego już sklepu z nowym audio i napisał na szyldzie: „tutaj wydasz 10% kwoty co obok i zesrasz się z wrażenia„. Po chwili zastanowienia niekoniecznie chciałbym prowadzić biznes, gdzie klienci srają, niezależnie od tego czy z wrażenia czy z niezadowolenia, no ale słowo się rzekło.
W tym sklepie na pewno stałby Telefunken Opus Studio 2650. Dla niepoznaki postawiłbym go kąciku kawowym. Częstowałbym klientów kawą albo herbatą jeśli wpadliby po 17:00 i proponował ciasteczko do napoju. Wskazywał ręką na chlebak i mówił, że proszę się częstować.

Proszę pociągnąć klapkę do góry….
Niespodzianka!!

Historia moich chlebaków
Ta historia nie jest za długa. Półtora roku temu miałem okazję kupić model 2380 (nie jestem tego na 100% pewny, ale ze zdjęć, które się zachowały wygląda na 2380). Nawet go kupiłem, ale mogłem go odwieźć jeśli coś będzie nie tak. Spiąłem go w domu i radio grało ledwo co, bardzo cicho i niesymetrycznie, a z wejścia magnetofonowego dobiegała cisza. Nie kosztował dużo, ale nie zdecydowałem się aby szukać mu serwisu. Zrobił natomiast na mnie spore wrażenie wizualne.
Mój drugi chlebak to tytułowy Telefunken Opus Studio 2650. Jest podobnie jak SABA Studio I – również hybrydą. Radio na lampach, a końcówka mocy na tranzystorach germanowych. Kupiłem go bez większego namysłu, po prostu trafiłem w odpowiednim momencie na odpowiednią ofertę i w miarę szybko podjąłem decyzję.
Dotarł zasadniczo cały. Bez trwałych uszkodzeń. Jedno drewienko do mocowania tylnej ścianki się jedynie urwało, ale trzy krople wikolu zrobiły robotę. Lampy siedziały na miejscu. Pokrętła regulacji basów i sopranów całkowicie zapieczone. Balans łapał dziwnie i nie za każdym razem tak samo. Volume trzeszczał niemiłosiernie. Ale generalnie…. GRAŁ!
Pierwsze wrażenie
Pierwsze wrażenie złapałem zaraz po przejściu z SABY 8080. O niej pisałem tutaj. SABA grała gęsto, ciężko, masywnie… Opus 2650 za to zagrał…. jak Telefunken! Tak samo jak w wielu modelach SABY sygnatura dźwięku jest do siebie podobna, tak samo można powiedzieć o Telefunkenach. Pierwsze skojarzenie to klasyczne V201/V201a. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem V201a to mówiłem dokładnie to samo: jaka przestrzeń! jaka separacja dźwięków! ile powietrza!
Opus 2650 gra bardzo eterycznie, zwiewnie. SABA jest ciężka, mroczna, jak ten wielokrotnie przeze mnie wspominany ocean nocą. Zaś Telefunken jak spojrzenie na gwiaździste niebo. Nie masz pojęcia ile lat świetlnych dzieli jedną kropkę od drugiej. Są zawieszone w przestrzeni, każda świeci wyraźnie, ale każda ma też nieograniczoną swobodę.
Telefunken Opus 2650 gra takim stylem, jak gra się muzykę filmową: przestrzeń, wypełnienie i dynamika. Niezależnie czy gra fragmenty ciszej czy głośniej – odbierasz je z taką samą przyjemnością. I w muzyce filmowej Opus 2650 spisuje się znakomicie. Włączasz soundtrack Ennio Morricone do filmu Misja i zapominasz o przełączaniu czegokolwiek. Mam wrażenie, że dopiero teraz, na Opusie 2560 spiętym z Celestion Ditton 44, zagrana dość głośno – Misja wybrzmiała tak jak powinna, tak jak odebrałem tę muzykę w kinie dziesiątki lat temu.
Kolejny album: Sufjan Stevens – Carrie & Lowell. Nie skłamię jeśli powiem że ostatni raz słuchałem go 10 lat temu i nie podobał mi się tak bardzo jak Michigan, czy Illinoise. Tym razem wszedł cały bez najmniejszej próby skipowania, tak jakby dźwięki gitary Sufjana były stworzone pod te eteryczne przestrzenią, ale głębokie barwą brzmienie Opusa.

Co Niemcy sobie myśleli?
Zastanawiam się, czy w 1965 roku, taki typowy zwykły Niemiec wchodzący do sklepu ze sprzętem HIFI w Monachium albo Dortmund dostawał od sprzedawcy taki semi-poetyki bełkot (jaki sam uprawiam), czy bazował na twardych faktach?
Z jednej strony Hans-sprzedawca mógł przecież opowiedzieć Guntherowi-klinetowi, o różnicach w barwie pomiędzy sprzętami SABY, TFK, Grundiga czy K+H. Jedne bardziej konturowe, jedne bardziej neutralne, jedne przestrzenne, jedne gęste… Nie spotkałem się w żadnych katalogach z próbą oceny brzmienia. Ale może prasa opiniotwórcza już to robiła?
Z drugiej strony, z pewnością oceniany był wygląd (to się do dziś nie zmieniło), poza tym moc, liczba wejść, programatory do stacji radiowych, filtry?

W ulotce pisali tak:
TELEFUNKEN – Jednostka sterująca Opus Studio 2650 z 2 głośnikami Hi-Fi
Najwyższe miejsce w programie jednostek sterujących TELEFUNKEN przypada urządzeniu sterującemu Opus Studio. Jego bezkompromisowa technika w pełni spełnia wysokie wymagania stawiane wzmacniaczom Hi-Fi i tunerom (urządzeniom do odbioru radiowego), zgodnie z projektem normy Hi-Fi DIN 45 500.
Moc muzyczna wynosi 2 × 25 watów.
Niezwykły jak na jednostkę sterującą jest wysoki komfort obsługi. Oprócz dużego zakresu regulacji tonów wysokich, niskich i balansu, Opus Studio wyróżnia się szczególnie dzięki następującym funkcjom:
filtr szumów,
filtr przydźwięków,
automatyka redukcji szumów,
przełącznik szerokości bazy stereo.Dalsze słowa są zbyteczne – dane techniczne mówią same za siebie.
Volume i balance przeczyściłem. Regulacje basu i wysokich tonów rozruszały się. Lampy docisnąłem. Obudowę przetarłem szmatką i olejem do blatów drewnianych. Gra i i wygląda naprawdę znakomicie.
W najbliższych dniach zepnę go z Telefunkenami SB 86. Pszczele ule poszły w ostatnich miesiącach pod ścianę w korytarzu i robią na imitację stylowych szafek. Tylko na każdym stanęły po trzy wzmacniacze i trzeba zrobić niemałe przemeblowanie 😉
Chlebak i ule… może to zabrzmieć ciekawie…

Lista sprzętu duża, pewnie będzie dłuższa znając życie. Może uchylić rąbek tajemnicy i wyłonic top 3 wzmacniacze bądź amplitunery bo z każdego wpisu wynika ze każdy warto w jakiejś X kwocie i ze kazdy gra inaczej bądź z innymi kolumnami oczywista sprawa ale odsuwając na bok kwestie funduszy i kolumn…
3 najlepsze to ?
Pozdrawiam
Heh 🙂 To jest matryca z wieloma wymiarami. Dokładnie tak jak piszesz. Jednym z parametrów jest kwota, ta zaś zależna jest od tego, czy dany sprzęt zyskał pewną sławę w drugim obrocie, oczywiście kolumny z jakimi ma grać, a za tym idzie pomieszczenie, w którym system będzie grał (mniejsze, większe). Idąc dalej – typ muzyki. Czy tylko „plumkanie” czy również metal. Kolejny parametr – osobiste upodobania. One są czasami krańcowo inne, a jest to podstawowy parametr – w jakiej kolejności plasujesz atuty dobrego dźwięku – czy jest to barwa, czy bardziej holografia?
Odpowiadając na pytanie: zamierzam w nowym roku zrobić krótkie podsumowanie co najbardziej zaskoczyło mnie in plus w sprzętach, które trafiły do mnie w 2025 roku.