Wiele wpisów, które tutaj zamieszczam mają swój początek, swój szkic, w rozmowach z Kamilem, który jest zazwyczaj powiernikiem mojego pierwszego wrażenia. I również Kamilowi napisałem parę godzin temu, że gdybym miał wiele żyć (do zmarnowania) to w jednym z nich otworzyłbym sklep z vintage audio obok istniejącego już sklepu z nowym audio i napisał na szyldzie: „tutaj wydasz 10% kwoty co obok i zesrasz się z wrażenia„. Po chwili zastanowienia niekoniecznie chciałbym prowadzić biznes, gdzie klienci srają, niezależnie od tego czy z wrażenia czy z niezadowolenia, no ale słowo się rzekło.
W tym sklepie na pewno stałby Telefunken Opus Studio 2650. Dla niepoznaki postawiłbym go kąciku kawowym. Częstowałbym klientów kawą albo herbatą jeśli wpadliby po 17:00 i proponował ciasteczko do napoju. Wskazywał ręką na chlebak i mówił, że proszę się częstować.
Kiedy opadł pył (pszczeli pyłek) po pierwszej fascynacji kolumnami Telefunken SB 86 zacząłem postrzegać w nich pewne wady życia codziennego. Oczywiście z kolumnami jest jak z żoną. Dla jednych wady są zaletami i odwrotnie. Kwestia upodobań. Na szczęście w przypadku kolumn można sobie pozwolić na posiadanie haremu, gdzie każda para prezentuje inne walory, ale też inne wady.
SB 86 po kilku tygodniach zaczęły mnie lekko irytować swoją jasnością, ostrością, tendencją do cykania, nachalnością wysokich tonów. Wzmacniacze grające jasno i neutralnie miały z SB 86 spory problem. Jeśli za jasnością szła cienizna i suchość (nazywana często graniem naturalnym) to była totalna porażka.
Rób recap, Panie…
Jak robić recap, to na grubo. Za namową Kamila oraz po kilku rozmowach z prezesem Milfexa wydałem niecałe 200 zł na takie oto grubasy.
Postanowiłem wymienić tylko kondensatory odpowiedzialne za filtr górnoprzepustowy, czyli napędzenie głośników wysoko i średniotonowego. Trochę z oszczędności, trochę z powodu takiego, że to właśnie góra pasma najbardziej mi przeszkadzała.
Jedna z wyrytych w kamieniu prawd mówi o tym, że stare łączymy ze starym, a nowe z nowym. A jeszcze lepiej, aby szukać im towarzystwa wśród swojej marki. Jeśli chcemy kogoś wprowadzić w świat vintage, trzeba pożyczyć takiej osobie cały zestaw. Sam wzmacniacz z lat 60-tych podpięty pod nowoczesne kolumny zagra najczęściej mocarnym dołem i bardzo nieliniowym, przekolorowanym dźwiękiem. Zupełnie jakby zaliczyć wizytę w muzycznym cyrku. W drugą stronę – stare kolumny spięte z nowoczesnymi piecami zagrają najczęściej sucho i bez polotu. To jest oczywiście spore uogólnienie, ale w większości się zgadza.
Wiele osób po takiej próbie wejścia w stare sprzęty poprzez przetestowanie samych kolumn albo samego pieca odrzuca vintage na lata, albo na zawsze, w najlepszym wypadku – do czasu najbliższej wizyty u znajomego, który ma poparowane wszystko tak jak trzeba.
Kilka miesięcy temu pożyczyłem jednemu z moich znajomych Elaca 2100T, model tuż po serwisie, poustawiany wzorcowo. I co? No i wielkie rozczarowanie! Podłączony do drogich, nowoczesnych kolumn grał jak rumiany, wesoły kloszard na bankiecie w ambasadzie. Robił zadymę, ale nie trzymał stylu, został więc z ambasady wyproszony.
Nie dałem za wygraną i przy następnym spotkaniu wcisnąłem mu naprawdę tani, ale bardzo dobrze grający zestaw: Telefunken Concerto 101 oraz Telefunken L250. Cena łączna zakupu – bez większego starania poniżej 1000 zł. Wcześniej miałem spięty u siebie przez dwa wieczory i poza tym, że Concerto 101 wygląda absolutnie szałowo – to grało to bardzo bardzo przyzwoicie. Można powiedzieć – jeden z lepszych zestawów poniżej 1000 zł. Nie tylko pokazujący kierunek grania Telefunkena na przełomie lat 60/70 – ale będący już całkiem daleko na ścieżce, na której kilka kroków dalej stoi V250, V201, Opus, czy kolumny SB 86.
W ostatnią sobotę dostaję wiadomość. Nie jestem do końca pewny jej interpretacji, ale kolejna jest już mocno dosadna.
Porównanie brzmienia kolumn Telefunken SB 86 vs Sonab OA-5 type 2. Jako wzmocnienie: Tandberg Huldra 10. Ustawienia amplitunera identyczne. Nagrałem dwie ścieżki dźwiękowe, zsynchronizowałem i raz wyciszam jedną, a raz drugą.
Pytanie zagadka: co wspólnego piosenka z filmu ma z grupą The Alan Parsons Project?
Mało o tych kolumnach jest w internecie rzeczy na 100% pewnych. Każda informacja z googla, czy binga (pokazuje trochę inny pakiet wyników) jest raczej opinią lub przypuszczeniem na temat tych kolumn i nie zawsze te informacje, a nawet dane z oficjalnych katalogów się zgadzają.
Poniżej porcja faktów i przypuszczeń, które udało mi się znaleźć lub osobiście sprawdzić
Rozmiar i waga
wysokość z nóżkami: 79,6 cm (w katalogach zaokrąglana do 80 cm)
wysokość bez nóżek: 60 cm
szerokość 44 cm
głębokość 36 cm
waga: 27 kg – tyle waży jedna kolumna – osobiście ważona.
Mam do pszczół ogromny sentyment. Mój Tata pod koniec lat 80-tych postanowił wejść z przytupem w swoje hobby, które przez poprzednie lata traktował czysto teoretycznie – studiując od deski do deski wszystkie numery czasopisma „Pszczelarstwo”. Pewnej jesieni kupił 20 pszczelich rodzin zamieszkujących 10 uli-bliźniaków. Przez kolejny rok cała nasza rodzina stała się rodziną pszczelarzy.
Ponieważ poprzedni właściciel zabrał pszczołom cały miód musieliśmy je dokarmiać przez zimę. Potem przyszła wiosna i zabawa z szukaniem królowej, dzieleniem rojów, walką z pasożytami. Moim głównym nakryciem głowy był pszczelarski kapelusz z siatką, a główną zabawką – ręczny miech do odymiania pszczół. W ogrodzie stanęła ręczna wirówka do miodu. W całym domu wlały się ramki do zakładania plastrów miodu, kule wosku i inne pszczele atrybuty. A zamiast słodyczy dostawałem kawałek plastra z miodem, żebym wyssał słodycz z woskowych graniastosłupów o podstawie sześciokąta.
Po zakończeniu sezonu mieliśmy miodu dość do końca tysiąclecia. Ojciec zaś stwierdził, że to hobby przez ostatni rok pochłonęło 100% jego wolnego czasu i sprzedał pasiekę.
Czy Telefunken SB 86 zagra tak słodko jak miód z własnej pasieki?
„Słodycz” to słowo najczęściej powtarzał Kamil przez ostatnie miesiące opisując barwę SABA Automatic + Telefunken SB 86. Gdyby pochylić się nad słodyczą w kontekście akustyki, to tak naprawdę jaki dźwięk można uznać za słodki? Jasny jak letni bezchmurny poranek, z przewagą wysokich tonów, z doskonałym detalem? Czy może ciemniejszy, gęstszy, z przewagą odpowiednio zaokrąglonych niskich tonów? Tak naprawdę słodycz w akustyce ma bardzo szerokie pole do interpretacji…
Kamil i Dawid „programowali” mnie na Telefunken SB 86 już od dawna… Razem z SABA Studio I Automatic podobno tworzą duet perfekcyjny. Ma je Kamil… ma je Dawid… żaden z nich nie chce oddać, ani mi ani nikomu… coś więc musi być na rzeczy poważnego i grubego.
Miesiąc temu pojawiły się w Niemczech… ale na tyle daleko, że wyprawa autem pod granicę ze Szwajcarią byłaby niewytłumaczalna przed żoną. Dodałem do ulubionych i czekałem co przyniesie los. Po miesiącu na Kleinanezeigen (bez opcji wysyłki) pojawiły się – dokładnie te same – na eBay. Tym razem już z możliwością wysyłki za … 350 zł. Trzeba było zagęszczać ruchy. Poczułem na karku oddech innych potencjalnych kupców.
Tylko, że właśnie wyjeżdżałem na wakacje i nie bardzo kto miałby je odebrać gdybym wykonał zwyczajne „kup teraz”. Napisałem więc do sprzedającego, co on na to, że wyślę mu 200€ teraz, zdejmie ofertę z eBaya a resztę za 2 tygodnie. Pan Platzek przystał na to…. tym samym osiągnąłem tzw. „point of no return”.
Konwencja tytułów wpisów prowadzi do piosenki zaśpiewanej a capella przez Janis Joplin, ale gdyby rozwinąć ten tytuł o kilka symboli, to byłby zdecydowanie Mercedes Benz W109 300 SEL. Przełom jak 60/70. Najlepsze lata zarówno niemieckiej motoryzacji jak i niemieckiego HIFI.
fot: https://rmsothebys.com
Tak jak ten mercedes był jednym z absolutnie topowych modeli tej marki w tamtych czasach, tak samo Opus hifi 301 był na szycie amplitunerów Telefunken z przełomu 60/70.
Po delikatnej podprogowej sugestii Dawida spiąłem TFK L250 z hybrydową SABĄ Studio 1. Ostatnio coraz więcej trafia to mnie sprzętu w kolorze białym. W latach 60/70 była taka moda, że poza klasycznym drewnem zaczęto fabrycznie malować sprzęty na biało. Ta sama moda wróciła jakieś 10 lat temu i także sporo względnie nowego sprzętu jest w tym kolorze. Ale aktualnie (AD 2025) biel jako wykończenie drewna jest w defensywie. I chyba właśnie z tego powodu w mojej kolekcji jest tego białego sprzętu coraz więcej. Absolutnie nie chodzi mi o to, że celowo płynę pod prąd aktualnym stylom… płynę z prądem portfela. Dzisiaj jak coś jest białe = jest tańsze 🙂 A gra taka samo jak drewniane czy czarne.
– Gdzie bym był dziś gdybym szybciej był w tym miejscu?
Przez prawie 10 lat uczestniczyłem w terenowych biegach długodystansowych, gdzie trasa wiła się dookoła i w poprzek, czasem – wbrew regulaminowi i etyce – można było przeskoczyć szlak i oszukać kilkanaście kilometrów. Nigdy tego nie robiłem… Ale czy takie same reguły obowiązują w sporcie jakim jest eksploracja vintage audio? Czy trzeba trzymać się ścieżki, czy można czasem na skróty? I czy droga na skróty będzie tylko jednowymiarową przewagą? Czy da nam zwycięstwo w całym tourze?
Analogia do świata poszukiwaczy vintage audio jest taka: czy kupując bardzo dobrze kolumny ale kompletnie niedobrane do wzmacniacza (lub odwrotnie), nie mając świadomości z jakiego powodu to nie gra – nie skończymy na manowcach, nie wypadniemy z zakrętu i kolejne miesiące spędzimy na bezrozumnym otrzepywaniu się kurzu i zastanawianiu się co było złe: tory czy podwozie? Przewaga, którą uzyskamy będzie tylko pozorna, bo zbliżenie się do mety nie uczyni z nas lepszego biegacza?
– Gdzie bym był dziś gdybym już rok temu kupił tytułowe kolumny TKF L250 – zastanawiam się na głos…