Paradise – (CPK session no. 10)

Jakby zapytał się Was znajomy znajomego:

Hej, podobno znasz się na hifi, chciałbym coś kupić do słuchania, bo ostatnio jak mi się zepsuła miniwieża to słucham tylko z telewizora.

Co wtedy odpowiadacie?

We mnie budzi się niespełniony lekarz. I wcale nie chodzi o to, żeby z uśmiechem na twarzy szukać rozwiązań audiofilskich problemów. Chodzi o reakcje, gdy „pacjent” przychodzi przygotowany i przeanalizowany przez dr. Google, z całą listą Yamah i Pioneerów z linkami do Media Eksperta.

Ja wtedy odpowiadam, jak każdy lekarz:

Idź, spierdalaj w Media Expercie sobie kup

Ale po po chwili sobie uświadamiam, że nie jestem lekarzem z NFZ i nie mogę tak mówić do znajomych. I czasem to nawet powinienem zadzwonić do „pacjenta” i porozmawiać, czego lubi słuchać, jakich gatunków, czy głośno czy cicho…

I wtedy, moją pierwszą myślą jest:

Kup Tannoy Mercury M1 i jakiegoś NADa

Anagramem słowa NAD jest DNA, i właśnie tam jest to brzmienie we mnie. Jestem przesiąknięty brytyjską szkołą dźwięku i każdy kto chce zacząć, wejść w ten temat, jest przeze mnie właśnie tam kierowany. Argumentuję to również tak: jak Ci nie podjedzie, to NADa bardzo łatwo odsprzedać, tak samo Tannoy M1. W szczególności wersję czarną – „Shadow”.

Czytaj dalej →

Tannoy Mercury M1 – Days of Future Passed

Tannoy Mercury M1 (oraz cała seria M) to podręcznikowy przykład produktu, który znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Ich „legendarność” nie wynika z kosmicznej technologii, a z genialnego stosunku jakości do ceny.

Wspominałem o tych kolumnach kilkukrotnie na tym blogu. Teraz poświęcam im osobny wpis, bo zdecydowanie na to zasługują. Zarówno ze względu na to jaką pozycję miały i mają na rynku, oraz dlatego, że ponad 20 lat temu były to pierwsze kolumny, które dały mi moment wytchnienia, moment zwolnienia w wertowaniu wątków na portalu audiostereo.

Czytaj dalej →

Awake

Tannoy Mercury M3, NAD C 350

Przebudziłem się po 10 latach sprzętowej hibernacji. Nie miałem ani grama sentymentu do Xentii i Cambridge Audio. Ale tym razem podszedłem do tematu trochę inaczej niż do tej pory. Zamiast spędzać tygodnie na forum audiostereo tylko po to aby i tak podejmować randomowe decyzje, po prostu otworzyłem Allegro albo OLX, sięgnąłem pamięcią do czasów kiedy naprawdę bardzo dobre wrażenie zrobiły na mnie małe Tannoye M1 i wyszukałem w bardzo ładnym stanie M3 w Toruniu. Wsiadłem do auta i po prostu po nie pojechałem. Po trzech godzinach miałem je już u siebie w domu. 

Tego samego dnia zacząłem rozglądać się za wzmacniaczem. Niedaleko mnie wypatrzyłem NADa C350. Po kolejnej godzinie był również u mnie w domu. Kupowałem go od postawnego kucharza, który korzystał z niego w swojej domowej siłowni. Przechodząc przez otwartą kuchnię w której stało kilkanaście różnej wielkości noży przechodziły mnie myśli, czy czasem NAD C350 nie był tylko przynętą na łakomego audiofila i skończę oskórowany… albo nawet gorzej.

Kiedy podłączyłem ten zestaw u siebie poczułem ogromną ulgę. Po prostu ulgę, że mam już za sobą ten etap kiedy wszystkie inne rzeczy były na wyższym priorytecie niż zmiana systemu audio. Nie wydałem kroci, raczej zmieściłem się w 1,5 tys PLN. Grało to o niebo lepiej niż 5x droższy sprzęt, z którym męczyłem się poprzednie 10 lat. Tannoy + NAD zawsze był dobrym połączeniem i mając taką bazę mogłem teraz na spokojnie otworzyć forum audiostereo i zacząć szukać kierunku do postawienia kolejnego kroku. 

Niestety nie mam ładnych zdjęć z tej konfiguracji. Nie byłem wtedy jeszcze fanatykiem „hifiporn” i nie wysyłałem do znajomych zdjęć nowych pudełek 🙂 Natomiast znalazłem zdjęcia: zakryte kolekcją U2, wzmaka na stoliku oraz Tannoyek zrobione kilka miesięcy później, kiedy ustępowały miejsca spełnieniu jednego z moich marzeń… ale o tym następnym razem.

 

Tennis

Tannoy Mercury M1, NAD 3020

Chciałem zacząć od tego, że kolejny mój zakup był bardzo ważny bo mam ten wzmacniacz do dziś, ale pomyślałem, że chybione zakupy są również bardzo ważne, bo uczą przyznawania się do porażki. 

A życie audiofila jest negatywem życia tenisisty. Aby dojść do finału trzeba przejść całą drabinkę porażek, po drugie nawet nie wiadomo ile rund nas czeka aby upragniony finał osiągnąć. Tenisista dochodząc do finału zupełnie odwrotnie – ma za sobą serię wygranych, a zwycięstwo w finale daje mu spełnienie, splendor i pieniądze. Audiofil ma serię przegranych, niespełnienie, ostracyzm społeczny i brak pieniędzy 🙂

 

Tym zakupem był NAD 3020. Pierwsza wersja. Taka naprawdę pierwsza, bez literek, z mniejszym poborem mocy. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. Ale jak wspomniałem, ten NAD przeżył ze mną 20 lat, kilka przeprowadzek i sprawdzałem go w wielu systemach. Jest trochę jak VW Golf 1, który kupiłem za grosze (niecałe 300 zł), stoi na półce w garażu, miejsca nie zajmuje, zyskuje na wartości i na tyle przyzwyczaiłem się, że go mam, że żal sprzedawać. 

Ale wtedy, w 2005 roku miał być spełnieniem na lata! Miałem nawet nikłą nadzieję, że Fenixy razem z nim powstaną z popiołów i zagrają. Niestety nic takiego się nie wydarzyło i natychmiast po kupnie NADa zacząłem grzebać na forum jakie inne kolumny mu dokupić.

Wygrzebałem dość cenną i w sumie słuszną jak na tamte lata informację, że są takie małe kolumienki jak Tannoy Mercury M1 i one dają czadu. To miał być nowe kolumny, bo wydawało mi się, że jeszcze są w sprzedaży. A sprzedawał je po prostu Media Markt. Wtedy część poświęcona HI-FI w dużych sklepach RTV miała swoją rację bytu. Były zamknięte salony odsłuchowe i grupa sprzedawców, która o HI-FI wiedziała mniej tyle co ja, czyli nic lub niewiele. A reklamy kin domowych wypełniały połowę czerwonych gazetek, które znajdowało się w skrzynkach pocztowych.

Objechałem większość sklepów w Trójmieście i wszędzie okazywało się, że spóźniłem się jakieś pół roku. Tannoy owszem są, ale wersja MX1 a wszędzie na forach pisali „tylko nie wersja MX! to już zupełnie inne granie!„. Zostało mi więc Allegro. Pamiętam, że ostatnie promocyjne ceny w Media Markcie za parę Tannoy Mercury M1 oscylowały w granicach 350 zł. Ale po zakończeniu ich sprzedaży ceny używanych zamiast spadać… zaczęły rosnąć, a raczej na lata zatrzymały się właśnie na granicy 350-400 zł. Nie było wyboru. Byłem już tak na nie nagrzany, że po prostu musiałem je kupić.

I w końcu dotarły. Jakiś miesiąc po NAD 3020 (nie pamiętam tego, ale zdjęcia na szczęście miały już time stampy). Spiąłem system i poczułem (po raz pierwszy od kiedy stałem się audiofilem) coś innego niż frustrację. Ten zestaw zagrał bardzo ładnie. Wręcz fenomenalnie ładnie. Wydawało mi się wtedy, że to jest finał. Pierwszy i zarazem ostatni wygrany mecz, że nic już nie muszę zmieniać. 

I przez kolejnych kilka miesięcy nic nie zmieniałem. Zacząłem cieszyć się ze słuchania płyt.

 

Patrząc na daty zdjęć widzę, że ten NAD 3020 + Tannoy M1 wywołał we mnie taką euforię, że kilka dni później postanowiliśmy kupić z moją przyszłą żoną wspólnie mieszkanie na kredyt, co było decyzją jak na tamte czasy bardziej wiążącą niż oświadczyny, ślub, trójka dzieci i pies 🙂 

Były to ostatnie sielskie chwile, kiedy mogliśmy po pracy wypić butelkę wina, posłuchać płyt, a jeśli poniosłą nas fantazja to o dowolnej godzinie dowolnego dnia wyskoczyć do Yesterdaya lub Rock Cafe. Kupowałem wtedy mnóstwo płyt z pogranicza soulu i R’n’B. W szczególności Shirley Bassey czy Gladys Knight. Był taki sklep z winylami na Piwnej, płyty kosztowały 5-10 zł. Za kilka dyszek miałem pół reklamówki płyt. Praktycznie same wydania USA. Stany średnie i dobre, czasem bardzo dobre. Sklep niestety się szybko zawinął, ale mi pozostało mnóstwo dobrych wspomnień z tamtych czasów.