Kiedyś prawie miałem Saby 840F. Nie pamiętam dokładnie genezy całej historii, ale znajomy miał je wieźć z Warszawy do Gdańska dla kogoś, kto nie do końca był pewny, czy je chce. Zapytałem więc, czy – jeśli jest taka opcja – mógłbym je kupić. Po kilku godzinach oddzwonił i zgodził się abym to ja je kupił. Cena była dość uczciwa: 1900 zł.
Znajomy kolumny przywiózł z WAW do siebie… i na tym właściwie sprawa się zatrzymała. Jakoś nie mógł ich dowieźć do mnie, a kiedy próbowałem się umówić na odbiór, zaczęły się dziwne, nietypowe wykręty: że musi coś robić w ogródku, że jedzie na zakupy, że jest w nagle służbowo w Bydgoszczy, że ma jeszcze jakieś sprawy do załatwienia.. itd.. itp..
Temat się rozmył i dopiero po roku zrozumiałem, co tam naprawdę zaszło.
To był dość długi odwyk. Odłożyłem moje codzienne przepinanie kable na dwa tygodnie. Rodzina, Święta, inne rzeczy na głowie. Słuchałem tylko Wigilijnej audycji Tomka Beksińskiego. Odtworzona w IIIPR po dwudziestu siedmiu latach. „9 monolitów” – 9 najważniejszych utworów muzycznych wg Tomka. Słuchałem leżąc w łóżku i próbując nie zasnąć – ze słuchawkami na uszach – tak jak cztery i trzy dekady temu…
Dziś w końcu zgiąłem kręgosłup i podpiąłem dwie pary kolumn:
Celestion Ditton 15
SABA IIA
do pierwszego z brzegu wzmacniacza, który ma wyjścia na dwie pary. Trafiło na SABA Ultra HIFI 9240.
Celestion Ditton 15 kupiłem ponownie kilka miesięcy temu w pakiecie z dwiema innymi parami kolumn, po części po to aby uzyskać lepszą cenę za całość, ale przede wszystkim dlatego, że są to dla mnie bardzo ważne kolumny i swego czasu otworzyły mi oczy na brytyjskie brzmienie tak szeroko, że prawie gałki wypadły mi z oczodołów. Powtarzam to w prywatnych rozmowach i powtórzę to tutaj: wg mnie każdy, kto wchodzi w świat vintage zwyczajnie powinien posłuchać tych kolumn i wyrobić sobie o nich własne zdanie.
Wiadomo – można iść dalej, więcej i drożej, Ditton 25, 44, 66 – ale te 15-tki to jest w 100% brytyjski charakter za niewielkie pieniądze (poniżej 1000 zł). Dwudrożne, ale z dopalaczem – membraną bierną. Uwielbiam je.
SABA IIA to moja środa popielcowa. Pokuta, refleksja i nawrócenie. Przez długie miesiące odrzucałem sugestie dobrych dusz, aby wejść głębiej w kolumny SABA. Ale nie wszystkie! Sam sparzyłem się w przeszłości kupując przypadkowe. To mnie na jakiś czas ostudziło w miłości do SABY i uczyniło niewiernym Tomaszem. SABA IIA są podobne wielkością do Dittonów 15 i grają fraktalami wirującego piękna. Uwielbiam je.
SABA 9240 to amplituner młodszy niż łączone z nim kolumny, ale grający bardzo lekko, przestrzennie i przezroczyście.
Efekt połączenia tej trójki mamy tutaj:
I tak jak przed chwilą odpisałem Kamilowi w komentarzu pod ww filmem na YT, to brzmienie jest odmienne, gdy spojrzysz na nie z punktu widzenia audiofilskiego niuansu, analityki, która definiuje Twój refleks. Ale jako „normalny człowiek” gdy siądziesz i zaczniesz słuchać…. to obie włócznie, Saba IIA i Ditton 15, pod różnymi kątami, inną trajektorią, uderzą w ten sam punkt – pod lewą częścią klatki piersiowej.
Kilka tygodni temu opisałem wzmacniacz SABA VS-100. O tutaj. Wspomniałem wtedy, że w sumie polowałem na VS 80, który jest starszy i bardziej „generyczny”. VS 80 to lata 71-74, zaś VS 100 to jego następca po liftingu z lat 74-77.
Jednak dla postronnego obserwatora Kleinanzeigen zarówno VS-80 jak i VS-100 wyglądają tak samo.
Ten wzmacniacz występował w dwóch wariantach kolorystycznych:
obudowa w kolorze orzechu + czarny front
obudowa biała + front w kolorze metalicznej ciemnej zieleni.
Jeżeli chodzi o różnice wizualne – była zasadniczo tylko jedna – inny kształt nakładek na suwaki.
Kiedy pochwaliłem się chłopakom ze Śląska, że dotarła do mnie VS-100 i gra w stylu K+H, Olek nie wytrzymał ciśnienia 🙂 i kupił VS-80. Olek kupił jeszcze milion innych sprzętów, ale to osoba historia. Po jakimś czasie ustaliliśmy, że na początku Olek wyśle mi swoją VS 80 i ja zestawię ją ze swoją VS 100 a potem obie powędrują na Śląsk i tam chłopaki pobawią się w test A/B.
Patrząc na tabelę serii 8XXX, SABA 8090 byłą ostatnią „dużą” SABĄ z tej serii, jaka powstała w głowach inżynierów a następnie na taśmach montażowych w Szwarcwaldzie. To były lata 1975-1977. Płynnie zastąpiła ona model 8100 (który wszedł na rynek dwa lata wcześniej) i nominalnie była przez dwa lata najwyższym modelem serii 8XXX. Jednak seria 8XXX czyli seria „Studio” oddała w tym samym czasie rolę flagowej serii SABY dla serii Ultra HiFi czyli 9XXX.
Ten taktyczny ruch marketingowy można porównać do sytuacji, w której Toyota zaczyna reklamować Corollę jako swój flagowy – najwyższy w rozwoju model auta tylko dlatego, że wycofała z produkcji Avensis i Camry. Jednak dla specjalnych klientów – za kotarą dzielącą salon na pół – można kupić Lexusa, czyli markę premium przedsiębiorstwa Toyota Motor Corporation.
Tak więc można bez technicznego cienia kłamstwa powiedzieć, że SABA 8090 była flagowcem serii 8XXX w latach 76/77.
Można również nie mijając się z prawdą powiedzieć, że SABA 8090 to drugi od dołu model serii 8XXX.
Tak właśnie brzmi pełna nazwa tej dumnej jednostki sterującej: SABA Ultra Hifi professional 9240 Electronic. To podstawowa wersja tego amplitunera, bez żadnych dodatkowych literek.
Jeżeli spotkacie wersję z dodatkową literką „S”, różnić się będzie ona od podstawowej wersji dodatkowymi przyciskami do zapamiętywania stacji radiowych. 9240 – tego nie ma.
Lekkim modyfikacją była SABA 9241 Digital: posiada cyfrowy wyświetlacz częstotliwości obok skali analogowej. Było to traktowane jako ulepszenie technologiczne w tamtych czasach.
Kilka tygodni temu zagłębiłem się w amplitunery SABA serii 8XXX. To były pierwsze jednostki wypuszczone na rynek w 1970 roku, które rozpoczynały nową erę – 100% krzemową, nowoczesną, spójną z trendami – ale jednocześnie grająca bajecznie. Seria SABA 9XXX zaczęła pojawiać się w katalogach kilka lat później. Jako seria z wyższym numerem na początku łańcucha nazwy stała w pewnym sensie automatycznie wyżej, niż seria 8XXX.
SABA 8XXX to seria Hi-Fi. W złotych czasach Hi-Fi (lata 60. i 70. XX wieku), w Niemczech ustanowiono specjalną normę DIN 45500. Był to dokument, który określał minimalne parametry techniczne, jakie musiały spełnić urządzenia elektroakustyczne (np. moc wyjściową, poziom zniekształceń harmonicznych, zakres przenoszonych częstotliwości), aby mogły być legalnie oznaczone symbolem Hi-Fi.
Równolegle z rozwojem rynku norma ta bardzo szybko zaczęła być przekraczana, nawet przez sprzęty z tzw. średniej półki. Dlatego producenci starali się w jakiś inny sposób wyróżnić swoje topowe produkty. Każdy miał na to swój sposób… SABA poszła w kierunku…
SABA Ultra HiFi czyli seria 9XXX
Kupiłem pierwszy amplituner serii 9XXX, ale zanim poświęcę mu osobny wpis, naśladując serię 8XXX poniżej zamieszczam tabelkę, gdzie zbieram wszystkie modele serii 9XXX przeglądając katalogi sprzedażowe SABY z drugiej połowy lat 70-tych i układając je na osi czasu:
rok 1976 – w katalogu po raz pierwszy pojawiają się modele serii z 9-tką z przodu, czyli Ultra-HiFI 9080, 9100, 9120 – zasada to sama to czy serii 8XXX, czyli trzy ostatnie cyfry to suma mocy muzycznej wszystkich kanałów. Jednocześnie na rynku funkcjonuje jeszcze 8070 – czyli plastikowy entry level, ciekawy 8090 (resztki magazynowe), oraz kwadrofoniczny 8200
rok 1977 – pojawia się najbardziej klasyczny amplituner serii 9XXX czyli 9240
rok 1978 – wygaszanie serii 8XXX i wprowadzanie tańszych pozycji z serii „ultra hifi”
rok 1979 – wersja 9240 otrzymuje model 9240S czyli z sześcioma slotami na zaprogramowanie stacji radiowych
rok 1980 – łabędzi śpiew serii 9XXX i powolny schyłek marki SABA po przejęciu przez markę Thompson.
Moje ostatnie tygodnie są jak podróż łódką przez mokradła Florydy. Z tą różnicą, że meandruję głównie po Kleinezeigen szukając amplitunerów SABA serii 8xxx.
Am gona giw him a cziken Widzisz jak je?
Zdradzę mały sekret: nawet jak Niemiec zarzeka się, że nie wysyła, to statystycznie co drugi wyśle. Trzeba tylko odpowiednio zarzucić przynętę. Nigdy nie pytam, czy wyślę do Polski, ale czy wyśle do miasta Danzig. W ten sposób udało mi się namówić jednego z Jurgenów na wysłanie amplitunera SABA 8120.
Rozpakowując paczkę byłem przekonany, że SABA 8120 to jest ten sam rozmiar to SABA 8080 i trochę się zdziwiłem kiedy stawiając ją na mojej piramidzie-sab oba końce wystawały znad 8080.
Dla SABY w latach 60/70 produkcja wzmacniaczy takich jak SABA VS 100 to była całkowita nisza. Jeżeli wierzyć katalogom z tamtych czasów cała siła produkcji szła w kierunku jednostek sterujących zwanych dźwięcznym słowem „Steuergerät„. Jednostka centralna, jednostka sterująca to nic innego jak amplituner, czyli wzmacniacz i radio w jednej skrzynce, do której można podłączyć z jednej strony gramofon i szpulowca, a z drugiej – kolumny.
Rok 1975. SABA HiFi Studio 8070. Mój drugi amplituner SABY z ósemka z przodu – czyli ciąg dalszy serii Studio 8XXX. Tabela, którą sobie sam zrobiłem z oznaczeniem amplitunerów tej serii na linii czasu pomaga mi jednym spojrzeniem odnaleźć się szybko w tym uniwersum.
Rok plastiku
Tak więc rok 1975 był rokiem plastiku. Przynajmniej tak przedstawia go SABA 8070.
Od premiery opisywanego wcześniej modelu 8080 minęło 5 lat. W pewnością były to lata, kiedy kiedy księgowi podwinęli rękawy i zabrali się ostro do pracy. Model 8070 z daleka wygląda nawet porządnie, jest kilka centymetrów mniejszy od 8080, posiada zaokrąglone rogi i generalnie nic nie zwiastuje konstrukcyjnych dróg na skróty poprzez excelowe tabele kosztów. Kiedy się do niego zbliżamy okazuje się, że obudowa to nie szlachetne drewno, ale najbardziej podły wyrób drewnopodobny – plastik + folia imitująca kolor i fakturę orzechu. Można powiedzieć – znak czasów, a nawet znak postępu. Ale skoro plastik w 1975 roku to postęp, to skąd okleina imitująca drewno?
Przeglądałem ogłoszenia na portalu naszych zachodnich sąsiadów i wpadło mi przed oczy jedno za śmieszne pieniądze: 20 euro. SABA 8080 – opis był krótki – stan wizualny jak na zdjęciach, nie włącza się… Amplituner wyglądał jakby stał na strychu większość swojego życia, z czego część jako podstawa pod inne cięższe przedmioty. Skrzynia była porysowana, dwa żeberka wyłamane. Ale na plus świadczyło to, że był wizualnie kompletny. Nic mnie tak nie zraża do kupna jak brak gałek, albo założone inne, nie z tego modelu. Ale tutaj wszystko było ori. Zapytałem więc o przesyłkę do Polski i ku mojemu zdziwieniu Gunther się zgodził. Koszt wysyłki był co prawda wyższy niż koszt amplitunera, ale trzeba było iść za ciosem.