Mam do pszczół ogromny sentyment. Mój Tata pod koniec lat 80-tych postanowił wejść z przytupem w swoje hobby, które przez poprzednie lata traktował czysto teoretycznie – studiując od deski do deski wszystkie numery czasopisma „Pszczelarstwo”. Pewnej jesieni kupił 20 pszczelich rodzin zamieszkujących 10 uli-bliźniaków. Przez kolejny rok cała nasza rodzina stała się rodziną pszczelarzy.
Ponieważ poprzedni właściciel zabrał pszczołom cały miód musieliśmy je dokarmiać przez zimę. Potem przyszła wiosna i zabawa z szukaniem królowej, dzieleniem rojów, walką z pasożytami. Moim głównym nakryciem głowy był pszczelarski kapelusz z siatką, a główną zabawką – ręczny miech do odymiania pszczół. W ogrodzie stanęła ręczna wirówka do miodu. W całym domu wlały się ramki do zakładania plastrów miodu, kule wosku i inne pszczele atrybuty. A zamiast słodyczy dostawałem kawałek plastra z miodem, żebym wyssał słodycz z woskowych graniastosłupów o podstawie sześciokąta.
Po zakończeniu sezonu mieliśmy miodu dość do końca tysiąclecia. Ojciec zaś stwierdził, że to hobby przez ostatni rok pochłonęło 100% jego wolnego czasu i sprzedał pasiekę.
Czy Telefunken SB 86 zagra tak słodko jak miód z własnej pasieki?

„Słodycz” to słowo najczęściej powtarzał Kamil przez ostatnie miesiące opisując barwę SABA Automatic + Telefunken SB 86. Gdyby pochylić się nad słodyczą w kontekście akustyki, to tak naprawdę jaki dźwięk można uznać za słodki? Jasny jak letni bezchmurny poranek, z przewagą wysokich tonów, z doskonałym detalem? Czy może ciemniejszy, gęstszy, z przewagą odpowiednio zaokrąglonych niskich tonów? Tak naprawdę słodycz w akustyce ma bardzo szerokie pole do interpretacji…
