I niczym Dustin Hoffman z córką Pani Robinson w ostatniej scenie Absolwetna odjechałem z moimi Infinity Renaissance 90 i Electrocompanietem ECI5 autobusem w siną dal, aby wieść długie i szczęśliwe życie…
Obroniłem się przed próbą wrogiego przejęcia tych kolumn, dzwoniąc do kupującego godzinę przed planowanym spotkaniem, że niestety nie mogę ich sprzedać. Powiedziałem całą prawdę, że podpiąłem je pod ECI5 i zagrały lepiej niż Avanti. Te ostatnie sprzedałem dość szybko, bo to naprawdę były bardzo dobre kolumny, ale ja już w tym czasie zaczynałem żyć miłością do vintage, o czym jeszcze sam do końca nie wiedziałem, ale moje potrzeby akustyczne ewoluowały. W międzyczasie dostałem info z salonu hifi, że dotarła do nich spora partia kolumn Audio Physic i zapraszają mnie na odsłuchy. Głupio było mi odmówić, z drugiej strony ciągle zastanawiałem się, że może inny model np. Classic 35 nie zagra lepiej? Ale nic mnie już nie zaskoczyło z tych cenowo dostępnych kolumn. Classic 35 zagrał zwyczajnie, Avanti dużo lepiej, ale bez tego czaru i wypełnienia, jakie dały mi Infinity ale Audio Physic Codex …. zrzucił kapcie, a te wylądowały chyba dopiero za Pruszczem Gdańskim.
A zagrało to z elektroniką od T+A grająca w klasie D. Usiadłem na fotelu i puszczony został mi utwór, który wydawało mi się, że znam… Depeche Mode – Freelove. Po 15 sekundach wstępu tracę pewność, czy to jest ten utwór czy jakiś mix. Z każdą kolejną sekundą dochodzę do wniosku, że na 110% jest to jakiś DJ-ski mix tego kawałka z podkręconym każdym pasmem, wydobytym na wierzch rytmem etc. I nawet myślę sobie, że ten mix na tym sprzęcie brzmi dużo lepiej niż oryginał, co więcej dużo lepiej niż w wielkiej sali koncertowej, bo moc ta sama, ale nagłośnienie lepsze 🙂
Pytam się właściciela przybytku jaka to jest wersja, a on zdziwiony patrzy na mnie i nie wie o co go pytam. Po czym wręcza mi zwykły regularny album Exciter i mówi, że właśnie go słuchamy. Utwór nr 7 a nie żaden mix. Moje kapcie właśnie zrobiły parabolę (w poziomie) nad Pruszczem Gdańskim, śmignęły nad Rotmanką i odleciały w stronę Straszyna.
Gdy otrząsnąłem się z wrażenia i dotarłem do domu zrozumiałem, że słuchałem najlepszej konfiguracji sprzętowej w życiu. A najsmutniejsze było to, że łączny jej koszt (T+A oraz Codex) to cena grubo ponad 100.000 PLN.
Ale z drugiej strony jest też coś pozytywnego. Dopiero Audio Physic Codex za ponad 50.000 PLN bezapelacyjnie rozjechały to czego na co dzień doświadczam w domu z Infinity Renaissance 90. A czytając na forach co piszą starzy amerykanie – Infinity bardzo lubią drogie amerykańskie wzmacniacze i wtedy dopiero rozwijają skrzydła na poważnie.
Są takie momenty, kiedy słuchając ich razem z moim ECI5 doświadczam takiego szczęścia, że nie chce mi się wierzyć aby mogły zagrać jeszcze lepiej i naprawdę zapominam się w muzyce, myślę o tym jakie winyle sobie kupić zamiast biegać i przepinać kable. Ale wspominam też doświadczenie z Codexem i wiem, że limit jest dużo dalej…
Inny aspekt jest taki, że skrajnie audiofilskie zestawy są bardzo angażujące. Nie da się po prostu puścić na nich muzyki z radia, muzyki w tle do rozmowy, czy gotowania obiadu. Nawet słuchając ich z pozycji fotela czujesz się jak na koncercie i musisz słuchasz – nie możesz nic innego robić. Jeśli zaczniesz grzebać w komórce to wpadasz w dysonans. Audiofilska muzyka zaczyna przeszkadzać Ci surfować. Zaczynasz traktować słuchanie jak wizytę w kinie. Zmusza Cie do koncentracji i w efekcie męczy po więcej niż jednym seansie.
Dochodzimy znów do wniosku, który pada tutaj regularnie. Audiofil zawsze znajdzie powód do frustracji. A frustracja motywuje go poszukiwań i dalszej gonitwy. I nawet kiedy myślisz, że właśnie nastał koniec, bo nic lepszego w tej cenie nie znajdziesz, a droższe jest za drogie … to i tak pojawi się ciekawość aby zacząć montować coś na boku. Montować zestawy równoległe.
Nigdy nie przestałem marzyć o Audio Physicach. Zaglądałem parę razy w tygodniu na aukcje, czy nie pojawiły się jakieś Scorpiony. Miałem wrażenie, że coś straciłem, że nie mam tak precyzyjnej stereofonii, że te legendarne wstęgi wcale nie grają lepiej niż tweetery w moich ex-Sitarach. Przymierzałem się nawet do nowych Avanti, z salonu, miały pojawić się w Gdańsku za parę tygodni. W teorii wszystko miało się zgadzać. Miały grać jak Audio Physic, a do tego dodatkowy głośnik basowy (ukryty w środku konstrukcji) miał swobodnie wypełnić mój salon niskim rejestrem.
No i nastał pewien grudniowy wieczór, tuż przed snem zerknąłem na aukcje i… pojawiły się!! Audio Physic Avanti – dokładne taka wersja, jaką sobie wymarzyłem – czarne szkło. Godzina 23:00 ale piszę do gościa, że je rezerwuję do rana i czy rano można przyjechać je zobaczyć / posłuchać? Umawiamy się na kontakt rano.
Godzina 7:05
Hej, gdzie jesteś? Pojechałeś po bułki? – pyta się mnie na czacie żona
Jestem tuż przed Łodzią i właśnie jadę do Sieradza – odpisałem
Minęły 3 minuty. Tyle, aby sprawdzić moje położenie. Dzwoni telefon.
TY NAPRAWDĘ JEDZIESZ DO SIERADZA?!?!?!?!
Tak, jechałem do Sieradza po Audio Physici Avanti. Obudziłem się o 4:00 rano i nie mogłem zasnąć. Wsiadłem w samochód i w ciemną grudniową noc ruszyłem na południe w stronę Sieradza…
Człowiek, od którego chciałem kupić Avanti urządzał swoje pomieszczenie odsłuchowe na poddaszu. Spotkałem się z takimi pomysłami nie pierwszy raz w życiu, ale nigdy nie udało mi się posłuchać dobrze zaaranżowanego pokoju odsłuchowego w pomieszczeniu składającego się głownie ze skosów. Tak było i tym razem. Jakikolwiek odsłuch mijał się z celem. Odbicia od ścian i sufitów były tak natarczywe, że wydawało się, że kolumny grają całkowicie niekontrolowanym basem. Zestawione były z Heglem H380 – czyli drogim i nie byle jakim wzmacniaczem. Niestety słuchając tego zestawu nie dało się wyciągnąć jakichkolwiek wniosków. Pozostało mi sprawdzić czy przetworniki są oryginalne, sprawne i czy kolumny są w nienagannym stanie wizualnym. Nie dopatrzyłem się jakichkolwiek wad.
Powód sprzedaży był dla mnie oczywisty – brzmienie zestawu sprzedającemu się nie podoba.
[Kilka tygodni później zapytałem się z ciekawości jakie zmiany zaszły w systemie. Kupił Harbethy… i ponownie wystawił je na sprzedaż. Niestety, ale na tym poddaszu nic nie ma prawa zagrać, o czym chyba wiedział, ale próbował zaklinać rzeczywistość]
Po symbolicznych negocjacjach dwie zapakowane w oryginalne pudła Audio Physic Avanti leżały w moim samochodzie a ja wracałem przeszczęśliwy do Gdańska. Kupiłem kolumny na całe życie. Kolumny, które mają wszystko, które będą grały jak Audio Physic, ale z racji wielkości i dodatkowych głośników basowych będą wypełniać moją przestrzeń i dodatkowo wyglądają jak milion dolarów.
Dotarłem do domu.
A w domu żona mówi:
– Nie nie nie! Teraz nie łaź mi z tymi kolumnami, tylko zamocuj choinkę.
No więc zamocowałem choinkę, odpiąłem Renaissancy, zrobiłem im zdjęcia i wstawiłem je w kąt za choinkę, podpiąłem Avanti do końcówek NADa i…. no grają. Ładnie grają. Takie 6/10 ale to na pewno przez choinkę, która zaburza audiofilską projekcję dźwięku. Jak choinka zniknie i jak znajdę lepszy wzmacniacz to będzie przepięknie.
Renaissancy wystawiłem na sprzedaż. Dość szybko trzy osoby ustawiły się w kolejkę aby je kupić. Ale przez to, że zbliżały się Święta Bożego Narodzenia każdy chciał się umówić po Świętach, a nawet w nowym roku. Mi to pasowało, bo nawet nie miałem jak ich wyciągnąć zza udekorowanej choinki.
Całe Święta poświęciłem się lekturze jaki wzmacniacz „na całe życie” kupić do moich „kolumn na całe życie”. Pomysłów przewinęło się milion, ale finalnie stanęło na marce Electrocompaniet. Po swój egzemplarz ECI 5 mk1 wybrałem się w Sylwestra do… Bydgoszczy. To miasto to prawdziwe zagłębie audiofili. Kiedykolwiek nie szukałem wymarzonego sprzętu – droga kierowała mnie do Bydgoszczy. Aleja dębowa prawem chroniona…
Nastał nowy rok, a ja miałem po raz kolejny stać się spełnionym audiofilem, którego zarówno uszy jak i oczy miały zostać całkowicie zaspokojone. Na lata. Kupiec zainteresowany moimi Infinity Renaissance 90 miał przyjechać następnego dnia, a małżonka pozwoliła mi zlikwidować choinkę przed Trzech Króli. Mieliśmy żyć długo i szczęśliwie nie dokonując żadnych większych zmian w torze audio.
Audio Physic Avanti + Electrocompaniet ECI5 mk1 zagrały znakomicie. Nigdy wcześniej nie słyszałem u siebie w salonie tak spójnie, tak poprawnie i tak głęboko grającego zestawu. ECI5 poprawił wszystko co przeszkadzało mi w NAD 2200, dźwięk stał się czytelniejszy.
Techniczna ekstaza.
Podpiąłem jeszcze na szybko Renaissance 90 aby sprawdzić czy nie zepsuły się przez dwa tygodnie stania za choinką i…
… tak zwyczajnie po ludzku zwątpiłem sam w siebie. Zwątpiłem w to co słyszę i to co chcę usłyszeć. Bo chciałem oczywiście usłyszeć, że grają, po kilku minutach odpiąć kable, wpiąć je ponownie w Avanti i słuchać tylko ich resztę wieczoru. Ale kiedy to zrobiłem i znów posłuchałem tego samego kawałka z Avanti to pomyślałem sobie:
– No nieeeee, no wydaje mi się….
I tak kilka razy. Za każdym razem kiedy wpinałem Renaissance 90 zaczynał z nich płynąć przepiękny, pełny dźwięk, który wypełniał każdy skrawek przestrzeni bo bokach, pomiędzy i za kolumnami. Takie totalne oderwanie się od kolumn. Tak jakby instrumenty były porozmieszczane na całej szerokości i wysokości ściany za kolumnami.
Kiedy wpinałem Avanti stereofonia była dalej genialna, ale nawet z zamkniętymi oczami nie szło oszukać mózgu, że jest ona produkowana przez dwie stojące kolumny. Znów wpinałem Ren90 i grała cała ściana na nimi.
Takie były wrażenia, ale mój mózg dalej nie potrafił tego przełożyć na woltę w decyzjach. Po prostu tak bardzo chciałem aby Avanti były spełnieniem moich marzeń, że uznałem te starcie za remisowe bez wskazania. A skoro remis, to trzeba wybrać ładniejsze, czyli Avanti.
Przyszły właściciel Infinity miał przyjechać po nie około 14:00. Na szczęście nie wybierał się po nie specjalnie z Olsztyna, ale zabierał bądź odwoził kogoś na lotnisko i miał je wziąć przy okazji. Około południa odwiedził mnie mój znajomy, Marcin, który mocno kibicował moim audiofilskim poszukiwaniom ale często potrafił ustrzelić mnie jakimś zdrowym osądem.
Podłączyłem mu Infinity i potem Avanti. Posłuchał, spojrzał na mnie i zarzucił delikatną sugestią
– Ale przecież te Infinity grają znacznie lepiej…
Wtedy do mnie dotarło z całą siłą, że byłem o mały krok od popełnienie jednego z największych audiofilskich głupstw życia. Kur%$% ja pier$%^$#!!! Przecież ja kocham te Infinity! Jeszcze nie jest za późno!!
Po przeczytaniu kilkudziesięciu recenzji Infinity Renaissance 90 byłem już tak nagrzany, że nawet majowe słońce na Żuławach paliło jak w lipcu na Rodos. Tam właśnie zaprowadziła mnie nawigacja – w sam środek delty Wisły. Zaparkowałem obok przedwojennego dworku z czerwonej cegły przerobionego na gospodarstwo. Na tym płaskim jak stół kawałku planety widać było w oddali traktory jeżdżące po żyznych madach rzecznych. A jeszcze dalej nieskończoność.
Właściciel był z początku bardzo powściągliwy i miałem wrażenie, że jakiegoś powodu traktował mnie jak intruza, który przyjechał posłuchać, pooglądać i nie koniecznie coś kupić. A oglądać było co, bo w każdym pokoju, na stryszku, w komórce oraz piwnicy pochowane były prawdziwe skarby ze znaczkami najznamienitszych marek ze świata vintage audio.
Na stole nakrytym serwetką wyglądającą jak z Koniakowa stał Accuphase bodajże E-405. Do niego podłączone Renaissance 90. Delikatnie zdjąłem maskownice, włączyłem jakieś swoje audiofilskie plumkanie i zająłem się sprawdzaniem sprawności wszystkich ośmiu głośników na pokładzie.
Generalnie kupując używany sprzęt nie nastawiam się na ocenę czy jego brzmienie mi się podoba czy nie. Sprawdzam czy jest oryginalny, sprawny i generalnie zgodny z opisem. Inne pomieszczenie, inne wzmacniacze, ograniczony czas. To nie sprzyja wyrabianiu sobie zdania o sprzęcie. Jeżeli testy – to tylko u siebie w domu, ze swoim sprzętem towarzyszącym, czyli w praktyce – taki sprzęt trzeba kupić i wtedy można robić z nim co chcemy.
Do Infinity nie miałem żadnych zastrzeżeń. Nie potrzebowałem dużo czasu. Po 10 minutach mówię proste słowa:
-Są OK, biorę
– No ale jak… SERIO?
Pan był najwyraźniej zaskoczony moją decyzją. Jakby nagle zaczęło mu być ich żal. No ale pieniądze wylądowały na lakierowanym na wysoki połysk stole nakrytym koronką i ciężko było się już komukolwiek wycofać.
Podszedłem do pierwszej z nich i chwyciłem aby zanieść ją do auta, ale … tak jak przysiadłem tak w przysiadzie zostałem. Nie spodziewałem się 40 kg. Chwyciliśmy więc ją z dwóch stron i na dwa kursy zapakowaliśmy do auta.
W tym momencie Pan się trochę otworzył. Zaprowadził mnie na stryszek i pokazał dwie pary Infinity Kappa 9 i Infinity Kappa 8. To były prawdziwe kolosy! Podłączył pierwszą z brzegu końcówkę mocy, preamp i CD i puscił mi swoją muzykę. Italo Disco! I prawdę mówiąc zagrało to głośniej, lepiej, pełniej niż na niejednym koncercie na jakim byłem. Pomyślałem nawet przez chwile, że fajnie by było kiedyś mieć takie Kappy 9…
Dotarłem do domu. Przy pomocy sąsiada wniosłem Renaissancy do domu. Spinam je z Emotivą A2 (250 Watów przy 4 Ohmach) siadam i… hmmm… rozczarowanie? Grają tak jakby wróciły po nocce w fabryce, a żona kazała im kopać ogródek. Kompletnie bez entuzjazmu.
Na szczęście byłem na to mentalnie przygotowany. Wpisując w google hasło „jaki wzmacniacz do Renaissance 90?” można wyczytać przede wszystkim jedną rzecz, której parafraza może brzmieć tak:
„Dobry wzmacniacz do Infinity Renaissance 90 to taki, na który Cię niestety nie stać”
Gdy zacząłem czytać jakie sprzęty ludzie w USA połączają do tych kolumn to jednocześnie je kochałem, bo wiedziałem, że mam prawdziwy skarb, który może dać mi bardzo dużo jak odpowiednio się postaram. Ale z drugiej strony nienawidziłem, bo zaglądałem do portfela i na chłodno dochodziło do mnie, że nigdy nie będzie nie znać na takie zestaw wzmacniaczy aby zadowolić te dwie 40-kilogramowe panny.
Czemu zestaw wzmacniaczy? Bo podobno najlepiej je połączyć w bi-ampingu z lampą na górze pasma i mocnym tranzystorem do zasilenia wooferów Watkinsa z podwójną cewką. A jeszcze lepiej po parze takich końcówek na każdy kanał 🙂
Po paru dniach dotarła do mnie końcówka Atoll AM 100. 140 Watów przy 4 Ohmach. Nigdy to tej pory nie zwracałem większej uwagi na moc wzmacniacza, bo wszystkie kolumny, które miałem były łatwe w miarę do napędzenia, no i nie słuchałem głośno.
Jako preampa użyłem Emotivę PT1, na górę pasma wrzuciłem Atolla AM 100 a na dół Emotivę A2.
Grało to jako tako średnio. Względem Audio Physic Sitara dupy nie urywało. Miało momenty, kiedy przestrzeń za kolumnami wypełniała się w znacznym stopniu, ale miałem wrażenie, że nijak się to granie ma opisów, które czytałem.
Punktem przełomowym była pewna impreza u mnie w domu, która w zupełnie niespodziewany i niekontrolowany sposób przerodziła się w imprezę taneczną. Ktoś co chwila podbiegał do preampa i podkręcał gałkę. W którymś momencie w Emotivie zadziałał wyłącznik termiczny. Kiedy poszedłem zobaczyć co się stało, Atoll był również tak gorący, że można było na nim usmażyć jajecznicę. Wtedy zrozumiałem, że one nie grały nawet częściowo z taką mocą jak na Żuławach przy Italo Disco i obie moje końcówki są po prostu za słabe do tych „trumien”.
Kilka dni później wypatrzyłem dwie końcówki NAD 2200. 400 Watów na kanał przy podpięciu dwóch monobloków robiło wrażenie na papierze. To nie były zwykłe końcówki, których jedyną zaletą jest moc. W podjęciu decyzji do ich kupna zmotywowała mnie ankieta, która akurat pojawiła się na forum NADa z pytaniem o najlepszą końcówkę NADa w historii firmy. 2200 zajęła drugie miejsce z mnóstwem komplementów w uzasadnieniu.
Postanowiłem oprzeć swój docelowy system o dwa monobloki 2200 na każdą kolumnę. Kilka dni później system już stał u mnie i …. nie brzmiał najlepiej. Była moc, było wypełnienie przestrzeni, ale na górze pasma działo się coś niedobrego. Dźwięk jakby się kompresował. Brak my było gładkości. Rozwiązanie tego problemu spadło na mnie niczym jabłko na głowę Newtona. W ramach randomowych testów spiąłem końcówki bezpośrednio z CD przez wyjście z regulowanym poziomem. I WOW! Kompresja góry zniknęła! Następnie jako pre podłączyłem NADa 3020 i było już zupełnie fantastycznie.
Trzy dni później miałem już dokupiony preamp NAD 1240.
W tej konfiguracji na jakiś czas zwolniłem… NAD grał po ciemnej stronie mocy. Zyskałem dociążenie dołu i wypełnienie przestrzeni muzyką, ale straciłem trochę delikatności i ulotności na górze. Wtedy obwiniałem do ten efekt R90, oswajałem się powoli z myślą, że nie można mieć wszystkiego i rozstanie z Audio Physicami coś mi dało, że też coś zabrało. Do Renaissanców miałem trochę miłości, ale też miałem żal, że w pewnych aspektach nie potrafią utkać tak emocjonalnej góry jak Sitary. Zyskiwał na pewno środek pasma. Ten grał z pełną swobodą, głęboko.
Nigdy wcześniej Kind of Blue nie brzmiało w pełny sposób. Something in the Way – Nirvany niosło w sobie cały arsenał Cobainowskiego bólu. Ale już Daft Punk lepiej sprawdzał się na szybszych i bardziej detalicznych Audio Physikach. Bardziej detalicznych niz R90 z końcówkami NAD 2200. Coś za coś…
W tej konfiguracji wytrzymałem do Świąt Bożego Narodzenia. Trochę kochając moje Infinity, a trochę nienawidząc.
A tuż po Świętach byłem o milimetry od największej audiofilskiej głupoty życia.
Kilka lat temu, będąc na etapie poszukiwania dużych kolumn do dużego pokoju wpadłem na pewien wpis w wątku Klub Infinity Classics na audiostereo. Wpis jest z 2007 roku i odnosi się do prywatnego maila, który user o nicku dartman otrzymał kilka lat wcześniej od pewnego Niemca, który dawno temu pracował w salonie HIFI. Opisuje on nie tylko kolumny Infinity Renaissance 90, ale też zahacza o sposoby działania rynku audio (aktualne do dziś?) oraz o gusta audiofilskie kreowane przez marketing i sprzedaż.
Wpis jest długi, oryginał po angielsku w linku powyżej, strona 9, trzeba zrolować do 3/4. Ten opis zrobił na mnie takie wrażenie, jakbym zobaczył Kolosa z Rodos. W pewnym sensie on zmienił moje życie. A nawet powiem więcej – wciąż zmienia, na każdym razem jak go czytam zauważam inne przemyślenia.
Poniżej moje, wspomagane translatorem, tłumaczenie:
Posiadałem
wszystkie trzy kolumny Infinity: Renaissnace90
/ Sigma / Epsilon, więc podzielę się z Wami moimi
osobistymi wrażeniami, mam nadzieję, że to Wam trochę pomoże!
Myślę, że Renaissnace90 to z pewnością
jedne z najbardziej niedocenianych głośników w historii! Te
głośniki to prawdziwe piękności, elegancki kształt, pięknie
wygrawerowane logo Infinity i regulowany trzeci kolec… Zakochałem
się w ich wyglądzie i dźwięku od pierwszego usłyszenia.
Mimo wszystko Renaissnace90 jest dalekie od
typowego brzmienia Infinity, zwłaszcza Kappa!
Dlatego wielu miłośnikom Infinity nie spodobała się seria Renaissnace tak bardzo, jak Kappa 8 /
9 Dlaczego? Cóż, ponieważ nie ma typowego ciężkiego basu!
Ale nie ma co do tego wątpliwości, Renaissnace90
wyróżnia się neutralnością, ma głębokie obrazowanie stereo,
jakiego nie ma żadna z serii Kappa! Po prostu słuchaj tych
głośników w zaciemnionym pokoju, przy dobrze nagranym nagraniu
muzyki klasycznej. Poczujesz, że muzycy są z Tobą w tym samym
pomieszczeniu. Nie ma dźwięku lewy – środkowy – prawy, jak w
wielu innych głośnikach! Aby w pełni cieszyć się pięknem tych
wyjątkowych kolumn, potrzebny jest tylko naprawdę mocny,
a jednocześnie wyrafinowany wzmacniacz. Porównywałem je w ten
sposób nawet do naprawdę drogiego JM LAB GRANDE UTOPIA !!! I
wierzcie mi, jeśli chodzi o wyrafinowanie, Renaissnace90
wyraźnie wyróżniał się na tle innych – brzmiał nie tylko dla
moich uszu, ale dla wszystkich znajomych, którzy mieli okazję go
słuchać, znacznie bardziej swobodnie i neutralnie.
Miałem też droższą Infinity IRS Omega
(znacznie gorszą!!!!) i jeszcze droższą IRS Sigma (prawie taki sam dźwięk, tylko cięższy bas – ale Renaissnace 90 wydawał mi się bardziej neutralny!!) + znacznie
droższy IRS Epsilon (brzmi trochę lepiej, ale już
kosztuje kilka razy więcej! + potrzebne dodatkowe wzmacniacze),
potem słuchałem też starszego Infinity RS1B
(w normalnych pomieszczeniach do 25-30 metrów kwadratowych nie jest
znacząco lepszy od Renaissnace90), legendarny IRS Betato naprawdę jedyna INFINITY,
pod każdym względem lepszy, ale jednocześnie nie zapominaj, ile
BETA kosztowała! IRS V też prawdopodobnie będzie lepszy –
chociaż nigdy ich nie testowałem, niestety!
Dlatego właśnie najbardziej uwielbiam Renaissnace90,
są pod każdym względem wyjątkowe. Odkąd jestem ich posiadaczem
(już ponad 10 lat!) miałem okazję przesłuchać i posiadać kilka
bardzo drogich głośników, które były testowane w wielu
międzynarodowych magazynach HIGH-END, często przez każdego
opisywane jako znacznie lepsze. A chcesz znać moje zdanie? Zawsze
wracałam do Renaissnace90.
Żeby najlepiej opisać brzmienie tych głośników, wiesz, co
odkryłem? Większość ludzi (odważę się powiedzieć, że ponad
90%) czuje się bardziej komfortowo, odbierając muzykę z przodu,
przed kolumnami. Renaissnace90 jest tego
całkowitym przeciwieństwem: ich scena dźwiękowa zaczyna się
dokładnie tam, gdzie ustawione są głośniki i sięga daleko poza
głośnik. Widziałem, że wiele osób było tym zirytowanych.
Zabawne, ponieważ wyjątkowy sposób, w jaki te głośniki ożywiają
muzykę, jest dokładnie tym, co zawsze mnie fascynowało w Renaissnace90. Ich lustrzane obrazowanie
pozwala wejść w głąb nagrań, wyjątkowe podejście – nie
słyszałem, żeby wiele głośników nawet się do tego zbliżyło,
a pracowałem latami w sklepie ze sprzętem HighEnd. Miałem więc
wiele okazji do słuchania wielu różnych rzeczy, a ponieważ zawsze
jestem ciekawy, sprawdziłem także wszystko, co nowe, co pojawiło
się we wszystkich znanych mi sklepach z najwyższej półki!
Jednym z problemów jest to, że ludzie starają się szybko
zrobić wrażenie, a ludzie lubią być przytłoczeni = uderzając
1000 szczegółami w tym samym czasie, jaśniej brzmiący głośnik
zawsze przytłoczy ludzi i zrobi na nich większe wrażenie.
I tak tu, w Niemczech, „zepsuto” tym głośnikom PR. Większość
sklepów miała anty-kampanię. Ponieważ głośniki były sprzedane
przez dystrybutora w Europie (Harman-Kardon) za tanio (takie jest
moje zdanie – te głośniki były ZNACZNIE za tanie!), więc sklepy
obawiały się, że sprzedawane marki niemieckie i inne ucierpią na
ich reputacji. Cóż, ludzie mogą pytać. dlaczego ten głośnik
jest o wiele lepszy od niemieckiego produktu w tej samej cenie?
Dlatego sprzedawcy zawsze porównywali je, a następnie zwracali
uwagę (nieświadomym) klientom, że „inni” głośniki mają:
więcej górnego pasma
więcej basu
muzyka jest znacznie bardziej bezpośrednia
Więc ludzie byli w pewnym sensie „oszukiwani” tymi trikami
sprzedawców. Poza tym jeśli Renaissnace90 nie
zostanie dobrany do odpowiedniej elektroniki, to w ogóle nie ujawni
swojego potencjału!
Choć może to zabrzmieć smutno, myślę, że Renaissnace 90 ze swoim raczej niestereotypowym sposobem prezentowania
muzyki nie miałby obecnie szans na rynku. Może zyskałby estymę
tylko wśród prawdziwych melomanów, a ilu ludzi można nazwać dziś
prawdziwymi melomanami? Mówię Ci: niewielu! Z setek osób, które
spotkałem podczas swojej pracy, poznałem może 10-15 osób, które
naprawdę rozumieją, co znaczy angażująca prezentacja muzyczna.
Smutne, prawda? Ludzie nie ufają swoim uszom, raczej czytają
czasopisma i ślepo wierzą w każdy sprytny marketingowy chwyt,
który jest tam umieszczany w celach czysto sprzedażowych, albo, co
gorsza, ufają pracownikowi sklepu, który chce sprzedać to, na czym
zarabia najwięcej! Daj spokój, w ten sposób nie można nic kupić.
Wiele osób nawet nie wie, jak brzmi instrument odłączony od
prądu, więc jak mogliby porównać to, czego słuchają w sklepie,
z prawdziwymi dźwiękami?
Naszym problemem jest więc to, że przy odrobinie dobrego
marketingu, reklam w odpowiednich miejscach i kilku odpowiednio
przeprowadzonym testów, z łatwością możesz sprzedać WSZYSTKO!
Problem w tym, że ludzie nawet nie rozpoznają podróbki!
Dlatego też melomani nie przywiązywali dużej uwagi do serii Renaissance, bo seria Renaissance nie była zbyt
popularna + co gorsza, zaburzyło to oczekiwania ludzi, wszyscy znali
Infinity jako kolumny głośne, efektowne, duże… ale nikt nigdy
nie kojarzył delikatnego dźwięku z Infinity.
I jeśli aż do teraz nie wyraziłem się wystarczająco jasno.
nie tylko uważam, że Omega i Sigma nie są tak
wyrafinowane, ale oczywiście mają większą ilością basu, to
wszystko. Denerwowało mnie to, że pomimo dodatkowego głośnika
wysokotonowego z tyłu, scena dźwiękowa jest mniejsza niż w
przypadku Renaissance 90. Jest dużo bardziej do przodu i nie tak głęboko
– ale może tego właśnie chcieli klienci? Ja na pewno nie! Sigma
bardziej przypomina muzyczną prezentację Renaissnace90
niż Omega, choć ma też głośnik wysokotonowy z tyłu –
ale to Emit, jestem pewien, że dlatego!
Jeszcze jedna rzecz Powinieneś wiedzieć, że planarne
przetworniki dla tonów wysokich i średnich EMIT/EMIM zostały
zaprojektowane tak, aby były napędzane przez wzmocnienie lampowe, a
głośniki niskotonowe przez wzmocnienie półprzewodnikowe.
Większe OMEGA/SIGMA wymagają większego wzmocnienia i wcale nie
grają lepiej! Mają tylko więcej basu, ale to coś, czego nie
będziesz potrzebować, uwierz mi! Do Epsilona potrzebne będą
dodatkowe wzmacniacze, bo inaczej ich nie użyjesz + najgorsze jest
to, że jak dodasz kolejny wzmacniacz to prawdopodobnie stracisz
spójność dźwięku!
A jednak „serce” niesamowitej sceny dźwiękowej i
wyrafinowanie, to przetworniki planarne EMIT (wysokie tony) + EMIM
(średnie) są dokładnie takie same w Renaissnace90,
podobnie jak SIGMA, OMEGA, EPSILON!
Po co więc wydawać więcej, skoro ten głośnik idealnie pasuje
do wymagań Twojego pokoju? Możesz słuchać Renaissnace 90 tak głośno, jak to możliwe w swoim pokoju
odsłuchowym. Nie będziesz potrzebować dodatkowej mocy basu innych
większych kolumn Infinity Więc w zasadzie zapłacisz 3 do 4 razy
więcej za ten sam głośnik, z większym zapasem mocy i większą
ilością basu, pomyśl tylko o tym! + Będziesz także potrzebował
innego wzmacniacza, co dodatkowo podnosi cenę! Za więcej basu
zapłacisz 3000-4000-5000 euro!