To już ostatnia część sagi o skrzyniach do IMF TLS 50 znalezionych na gdańskiej Olszynce.
W poprzednich częściach:

Za namową znajomych kupiłem parę IMF TLS 50 Mk2a, choć ich stan był opłakany. Kolumny były wielokrotnie przerabiane, a z oryginalnego wyposażenia zachował się tylko jeden głośnik niskotonowy i dwa supertweetery Coles, z których oba okazały się uszkodzone.
Największe zaskoczenie czekało mnie po otwarciu obudów. Oryginalna zwrotnica praktycznie nie istniała – przewody były po prostu poskręcane i owinięte taśmą izolacyjną, a większość fabrycznych elementów została usunięta (została tylko regulacja siły średniotonowca). Mimo tego postanowiłem podjąć wyzwanie, odnaleźć brakujące części i przywrócić tym kolumnom dawną świetność. Żona nie podzielała mojego entuzjazmu wobec tego zakupu.
Cały wpis: https://chasingahifighost.pl/imf-tls-50-mk2-a-some-kind-of-monster/

Po zakupie IMF TLS 50 obsesyjnie szukałem informacji i odpowiednich głośników do ich odbudowy. Marka IMF nie ma dziś dużej społeczności, dlatego zdobycie rzetelnej wiedzy okazało się trudniejsze, niż przypuszczałem. Zdecydowałem się kupić inne, mniejsze IMFy z myślą o wykorzystaniu przetworników do renowacji większych TLS-ów. Po uruchomieniu kolumn spotkało mnie jednak ogromne zaskoczenie – mimo niewielkich rozmiarów zagrały znacznie lepiej, niż się spodziewałem. Zamiast dawców części odkryłem pełnoprawne, wyjątkowo udane kolumny. W tym momencie stało się jasne, że ich rozbieranie byłoby zwyczajnie niewłaściwe.
Cały wpis: https://chasingahifighost.pl/imf-super-compact-brain-salad-surgery/

Po wielu miesiącach kompletowania części i zdobywania wiedzy w końcu mogłem rozpocząć właściwą odbudowę moich IMF TLS 50. Udało mi się zdobyć brakujące oryginalne przetworniki, odtworzyć zwrotnice i przywrócić kolumny do konfiguracji możliwie najbliższej fabrycznej. Cały proces wymagał wielu poszukiwań, konsultacji z innymi pasjonatami i sporej dawki cierpliwości.
Cały wpis: https://chasingahifighost.pl/imf-tls-50-part-iii-resurrection/

Po ostatecznym montażu i podłączeniu IMF-ów do wzmacniacza brzmienie okazało się nierówne z powodu zachwianego balansu. Szczegółowe testy i przekładanie głośników wykazały, że jeden z tweeterów gra ciszej, mimo poprawnej rezystancji (7,8 Ω). Po rozebraniu przetwornika okazało się, że kopułka jest zablokowana przez nieznany fluid. Głośniki trafiły do serwisu…
Cały wpis: https://chasingahifighost.pl/imf-tls-50-part-iv/
Ostatnie elementy układanki
Wczoraj przywiozłem oba tweetery do domu. Tajemniczy fluid, który nie pozwalał rozebrać jednego z nich był jakąś stopioną kroplą kleju, która również delikatnie blokowała cewkę. Po dokładnym oczyszczeniu i złożeniu tweeter zagrał w sposób fabryczny, a co najważniejsze – oba zagrały równo… identycznie.
Spiąłem ze sobą zaciski, dokręciłem śruby i …. dopadła mnie jakaś nostalgia. Projekt zakończony. Można się rozejść… Nie było takiego „wow”, gdy z kompletnej ciszy wyłaniają się dźwięki anielskiego chóru. Cały ten proces dużo bardziej przypominał ożywianie organizmu złożonego z różnych elementów. Zaczynając tę sagę wspomniałem do doktorze Frankensteinie, ale nie sądziłem, że droga do ożywienia moich IMF TLS 50 będzie miała w sobie dużo z tego horroru/powieści. Nie było „wow” bo fragmenty ich brzmienia znałem z pracy nad zwrotnicą, w trakcie montażu. Głośniki grały i pojedynczo i razem, czasem na stole, ale i zamontowane. Frankenstein nie ożył w jednej chwili – on już wcześniej ruszał rękami i nogami, nawet wstał z łóżka i zaczął chodzić ale zataczał się jak kulawy.


Ale wczoraj wieczorem mój Frankenstein wstał i w końcu zaczął iść prosto przed siebie, dumnie, żołnierskim pewnym krokiem. Kanał lewy, kanał prawy, kanał lewy, kanał prawy. Środek idealnie na środku. Każdy przetwornik działa, wszystkie pary grają identycznie. Mogę wreszcie zacząć słuchać i mieć swoje pierwsze przemyślenia…


