Grundig Box 650 professional – część 2

Wczoraj rozpocząłem moją krótką przygodę z Grundig HIFI Box 650 Professional i wyciskam je jak cytrynę, robię mniej więcej to co ekipy F1 robią na trzech treningach przed Grand Prix. Czyli krótkie przejazdy, długie przejazdy, opony miękkie, średnie, twarde, skrzydło takie, skrzydło owakie… Tak samo ja skaczę i przepinam kable w Grundigach aby dowiedzieć się o nich maksymalnie wszystko.

Grundig V7000 + Box 650 prof

Od godziny mam je połączone z Grundigiem V7000 i nasuwają mi się dwie myśli do głowy.

Czytaj dalej →

Grundig Box 650 professional – część 1

Dwa lata temu miałem przez długi czas większe pudła Grundiga tej serii czyli 1500a professional. Wizualnym wyróżnikiem tych kolumn (całej serii) jest głośnik basowy z nałożonym „śmigłem”. Niektórzy mówią na to „gwiazda mercedesa”. Po ponad 45 latach od premiery wciąż wyglądają szałowo, robią wrażenie – tak jak w nazwie – kolumn profesjonalnych.

1500aprof stały bardzo długi czas na głównym miejscu mojego salonu. Z nimi odkrywałem kolejne wzmacniacze, najpierw te z „listy Grega”, a potem kolejne i kolejne. W końcu ustąpiły miejsca anglikom. Niemiecki wzmacniacze + angielskie kolumny to moje ulubione połączenie. Praktycznie do dziś.

Grundig Box 650 professional trafiły do mnie na kilka dni. Potrzebowałem wyposażyć znajomego w kolumny nie wyższe niż 386 mm. Mają stać na półce i półka ma dokładnie taką wysokość, ani milimetra więcej. Musiałem wyeliminować sporo ciekawych pomysłów, ale kiedy wpisałem w google frazę „Grundig Box 650 height” i wyskoczyło 385 mm – pomyślałem, że to przeznaczenie. Kolejny krok to wizyta na platformie sprzedażowej, telefon do czytelnika (pozdrawiam!) i po dwóch dniach odebrałem paczkę.

Czytaj dalej →

My Journey into Vintage… Röhrenverstärker

 Lampa! Lampa! Posłuchaj lampy! Tylko lampa! Dobra lampa to jest to!

 

Przez lata człowiek stykał się z takimi opiniami. Spora część rozmów o audio kończyła się w taki sposób, że jeden z rozmówców nagle zaczął mówić coś w stylu: „uuuuu, a taka i taka lampa to uuuuu, człowieku uuuu, inny świat„. I przez te całe lata nie do końca wiedziałem, czy więcej w tym fanatyzmu, bucowatości czy faktycznie świat lamp stoi na wysokiej platformie, z której spojrzenia w dół, na tranzystorowców, jak spojrzenia szlachty na tłuszczę, są całkiem uzasadnione. 

Czytaj dalej →

Grundig V7000 – The Future Now!

To wpis historyczny. Poprzedni z serii historycznych zakończył się kupnem Celestion Ditton 15.

* * *

Aby móc się rozwijać trzeba nieustannie kwestionować swoich mistrzów. Jednym z nich przez krótką chwilę mojej ścieżki przez vintage audio był Greg znany jako twórca GAT czyli Greg Audio Tuning. Wiodącą marką, jaką brał na warsztat jest marka Grundig. Na grupie wyznawców Grundiga na FB można znaleźć „święty papirus’, czyli plik pdf, w którym Greg opiniuje przesłuchane przez siebie sprzęty z uniwersum Grundiga i marek dookoła, zbliżonych charakterem do Grundigów z przełomu 70/80. Jest to baza wzmacniaczy, kolumn i źródeł oraz rekomendowanych zestawów. Raz na jakiś czas „święty papirus” jest aktualizowany i wtedy dodane do niego pozycje dostają boosta +100% ceny na OLX.

Poznałem kilka osób, które zapatrzone w „święty papirus” tworzyły zestawy 1:1 według wzorca. Praktycznie każdy z nich, kiedy rozmowa przełamała pierwsze lody i nabierała prywatności wypowiadał zdanie, którego przekaz mniej więcej brzmiał tak: „fajnie grają te zestawy Grega, ale są takie techniczne, takie niemieckie, takie… bez ducha, bez ciepła…„.

Jeżeli Greg kiedykolwiek poczuł misję, aby jego apostołowie mogli pójść ze sprzętem za 1000-1500 zł (kolumny, wzmacniacz, źródło) kupionym na eBayu do salonu HIFI i poprosić o testy tego zestawu vs nowego zestawu za 20k pln … to mu się udało. Jest na necie do znalezienia kilka opisów takich „pranków” gdzie ktoś brał np. Sanyo JA 220 oraz Grundig Box 650a (wyglądające razem jak szemrane towarzystwo z rynku z Berlina Zachodniego) i szedł do salonu audio i ten zestaw faktycznie grał lepiej niż zestawy dla dandysów ze średnio wypchaną kieszenią, bo 20k wydane w salonie audio to zdecydowanie bieda. Ja w to wierzę. Słuchałem takich i takich zestawów.

ALE

Ja nie szukam zestawów konkurujących z technicznym, biednym, audiofilskim brzmieniem za 20k. Nie po to schodziłem z drogi wyścigu zbrojeń i wyścigu portfela aby znów na niej stanąć, ale w innym uniformie. Zakwestionowałem mistrza i za sugestią jednego z jego ex-apostołów, Kamila z Pszowa zacząłem robić to co przez chwilę było sztandarem naszej nowej audioreligii:

„łącz germańskie piece z angielskimi skrzynkami”

Dlatego właśnie upolowałem Celestion Ditton 15. Ale wciąż miałem niedokończone porachunki ze wzmacniaczami Grundiga. R500 był ledwie przystawką. Sanyo JA 220 i 222 (to konstrukcje bliźniacze do Grundiga V1700, będące takimi samymi legendami) były szokująco ciekawe, niemiłosiernie liniowe i poprawne. V7200 to już była petarda. Ale na końcu tej drogi był jeszcze jeden germański wojownik przebrany w cyberpunkowe wdzianko. 

Grundig V7000

Pierwszego wylicytowałem na niemieckim eBay. Za całkiem sporą kwotę, niecałych 700 zł z przesyłką. Licytowałem jak małpa banany. Po prostu chciałem go kupić. Jego opis to tiptop 100% sprawny. I taki był… przez pierwszy dzień. 

Podpinałem go na przemian do Grundig Box 1500a Professional, czyli dedykowanych mu kolumn oraz do Celestion Ditton 15, czyli wg nowej audioreligii. Siedziałem na fotelu i mówiłem do siebie prostymi słowami … „tak tak tak… nie wierzę… nie wierzę…. tak…„. Przejechał mnie Panzerkampfwagen VI Tiger a chwilę później przeleciał nade mną Messerschmitt BF 109.

Grundig V7000 został wypuszczony na rynek w 1983 roku. Wygląd dokładnie oddaje modę tamtych czasów. Połączenie plastiku i metalu. Suwaki zamiast pokręteł. Pewnie wtedy wydawał się szczytem mody, yuppie i „american psycho„. Dziś to raczej skarpetki naciągnięte na jeansy, ale liczy się dusza, prawda? 

A zagrał w sposób tak gęsty, tak pełny i co jest jego największą cechą – z każdych, nawet średniej wielkości kolumn potrafił wydobyć gigantyczny, ale całkowicie kontrolowany, szybki bas. Zamknięta konstrukcja boxów 1500aprof byłą największym przyjacielem basisty i stopy perkusisty. Ale najwięcej działo się w muzyce, której ani Grundig V7000 ani boxy 1500a prof, ani tym bardziej Ditton 15 nie byli w stanie przewidzieć – w muzyce elektronicznej… która dopiero miała się na świecie pojawić za kilka lat. 

The Future Now!

Połączenie Grundig V7000 i Celestion Ditton 15 jest ze mną do dzisiaj. Określam je jako zestaw idealny do elektroniki. Na niczym innym nie potrafi tak zagrać Daft Punk czy Yello. Membrany bierne Dittonów pracują jak widlasta V8-ka w sportowym BMW. Ale nie jest to wyżyłowana moc jak w japońskich ścigaczach. W tej całej swojej grubości i potędze jest to wciąż dźwięk bardzo liniowy z poszanowaniem każdej części pasma. Można powiedzieć, że to dźwięk audiofilski, z ekstra pierdolnięciem na dole 🙂

Ale czemu parę akapitów wyżej napisałem, że był taki tylko przez pierwszy dzień?

Bo ten tip-top wzmacniacz opisany przez sprzedającego po jednym dniu wystrzelił mi bezpiecznik termiczny na jednym kanale. Nie powinienem się do tego przyznawać, bo mój serwisant mnie za to zrównał z ziemią, ale … przylutowałem ramię bezpiecznika termicznego normalną cyną i … słuchałem dalej. I ta cyna po kolejnych godzinach już tak łatwo się nie poddała, jak ta specjalna, która „ma puszczać” po przekroczeniu pewnej temperatury. Bezpiecznik termiczny to po prostu „sprężynka” która ma puścić kiedy temperatura roztopi cynę, wtedy mechanicznie sprężynka rozpina obwód. Po zlutowaniu bezpiecznika normalna cyną puściło kolejne najsłabsze ogniowe. W przypadku mojego V7000 – najbliższy rezystor w obwodzie po prostu się spalił..

Zawiozłem go do serwisu ze łzami w oczach. Przez ten jeden dzień był spełnieniem moich marzeń… a teraz nawet nie wiem czy będzie żył….

Co jest najlepsze na potencjalną żałobę po najlepszym wzmacniaczu świata? Odpowiedź: zakupy na eBay… Podkręciłem się trochę za mocno i zacząłem licytować wysoko dwa kolejne V7000. Po kilku dniach okazało się, że wygrałem…. oba… dodatkowo z serwisu wrócił mój pierwszy. Zostałem więc w krótkim czasie szczęśliwym posiadaczem jednojajowych trojaczków V7000. 

na zdjęciu tylko dwa, bo trzeci jeszcze był w serwisie

Mam je wszystkie do dziś. Choć jednego wystawiłem na sprzedaż po cenie kupna, to takich fanatyków takich jak ja chyba za wielu nie ma. Trochę mnie do dziwi, bo Grundig V7000 to bezapelacyjnie najlepszy wzmacniacz Grundiga jaki miałem okazję posłuchać.  Gdyby sprzedać go lepiej marketingowo – miałby potencjał aby stać się legendą na miarę NAD 3020.

Grundig V7200 + 1500a Prof – Partners in Crime

Partnerzy w zbrodni nad audiofilskim mitem świata. 

Masz iść do salonu audio i wydać kupę kasy. To jest narracja, która ma sens, jeśli chcesz pójść bezpieczną ścieżką. Używany sprzęt jest tańszy, czasem znacznie, ale jest też druga strona – bywa niesprawny, bądź częściowo niesprawny, albo naprawiany jest sznurkiem. Nidy nie masz pewności, czy słyszysz to, co masz usłyszeć. Bywa też czasem po prostu stary i elektrolity zwyczajnie nie trzymają parametrów. 

Ale zamiast iść do salonu audio i zaryzykować wydanie kupy kasy na sprzęt, który podoba Ci się w laboratoryjnych warunkach, można zaryzykować wydanie ułamka tej samej kasy na sprzęt, który oczywiście może okazać się miną – ale jeśli wszystko się uda – dokona zbrodni doskonałej na Twojej potrzebie wydania kasy na nowe audio. 

* * *

Na podstawkach w moim salonie, tuż obok majestatycznych Infinity R90 stanęły Grundigi 1500a professional, dla znajomych po prostu 1500aprof. Słuchałem ich z rekomendowanym przez znawców Sanyo JA220. Grało fajnie, ale… te Grundigi miały zbyt zgranulowaną górę pasma i ilekroć wyciągałem z garażu Sonus Fabery Concerto Domus (wiem, że to nie ta liga, ale Sonusy nie były moje, a jedynie przechowywane podczas remontu domu kolegi) to czułem, że referencja górnego pasma jest jednak odległa (na korzyść Sonusów). 

Z drugiej strony, kiedy zamknięte skrzynki 1500aprof miały ogarnąć krótki i szybki bas, to te 6 razy droższe Sonusy zachowywały się jak włoski napastnik sfaulowany na połowie przeciwnika. Typowy mecz Niemcy – Włochy w latach 90-tych ubiegłego stulecia.

Połączenie japońskiego wzmacniacza i niemieckich kolumn miało swoje zalety, ale z perspektywy brakowało w tym brzmieniu romantyzmu i poezji. 

Co można zrobić kiedy w japońsko-niemieckim połączeniu czegoś brakuje? Odpowiedź jest oczywista, ale zanim na nią wpadłem postanowiłem dodać jeszcze więcej czegoś niemieckiego i japońskiego!

SONY TA-1630

Ten Sony jest mały. Zazwyczaj, kiedy chcemy określić charakter kogoś małego, mówimy, że to mały diabeł, albo mały, ale wariat. W tym przypadku było zupełnie inaczej. Ten mały SONY TA-1630 był aniołem dla 1500aprof. Po tygodniach słuchania detalicznego, żołnierskiego dźwięku nagle ten drobny samuraj zaczął śpiewać zwiewne haiku na cześć germańskich skrzynek:

1500aprof choć wyglądają jakby 

projektowali je w luftwaffe

z drobnym samurajem 

delikatnie trzęsą bambusową podstawką 

na kable


Po tygodniach ukojenia sprzedałem tego Sony znajomemu z osiedla obok, od którego kilka miesięcy wcześniej odkupiłem Luxmana (o tym innym razem). Wcześniej miał Grundiga V7000. Ale sprzedał go zanim zdążyłem zaproponować ewentualną wymianę. 

Grundig V7200

Grundig V7200 to jeszcze nie jest V7000, ale jest jego 95%-tową namiastką. Nie warto go przesyłać pocztą ani innym kurierem. Łamie się straszliwie. Dwa razy złamał się nadany do mnie i niestety raz również złamał się nadany przede mnie, choć myślałem, że zapakowałem go jak na wojnę. Wysyłany przez allegro ze smartem – udało się odzyskać kasę, tak samo przez OLX jaki i przez InPost – jestem żywym przykładem, że oddali 100% kasy za zniszczenie Grundiga. Jedyny raz kiedy się nie udało, to kiedy kupowałem go z eBay.

Deutsche Post: „nieeeee, to nie my, proszę spierdalać, to DHL Poland go uszkodziło”

DHL Poland: „nieeee, to nie my, proszę spierdalać, do Deutsche Post go uszkodziło”

Pytam więc: A czy wy czasem nie jesteście tą samą firmą!?

DP oraz DHL: Być może tak, ale teraz z tą reklamacją proszę spierdalać!

Podkreślę raz jeszcze, ja naprawdę jestem wojownikiem, który udowodnił prawdę i wygrał z allegro, olx i inpostem (być może te trzy wspomniane firmy po prostu grały uczciwie) ale mając takie same argumenty przegrałem z DHL i Deutsche Post.

* * *

Kiedy, finally, mój trzeci egzemplarz V7200 dotarł w całości:

– Wow, woooow, o kuuuuuu, wow. JAKI TO MA BAAAASSS!


Wielokrotnie w życiu zachwycałem się przestrzenią, sceną, coraz częściej barwą, ale mając w domu nawet tak wielkie skrzynki jak Infinity R90 nigdy do tej pory nie zostałem tak popieszczony niskimi pasmami. Być może brzmi to jak podniety kierowców BMW z subami pod tylną półką, ale każda muzyka ma pełne prawo poczuć wibracje w najniższych rejestrach. Fundament basowy V7200 w żaden sposób nie naruszał średnicy i góry pasma. To nie było pójście na łatwiznę i podkręcenie barwy. To była przemyślana filozofia cyberpunkowego Grundiga z początku lat 80-tych, aby zaspokoić gusta wszystkich:

  • pospolitej młodzieży dając im soczyste i gęste basy
  • rodzącego się wśród świata yuppie środowiska audiofilskiego – dając im genialny wzmacniacz
  • księgowych – upychając tak dobrą elektronikę w tanie i tandetne pół-plastikowe pudełko   

 

Grundig V7200 + 1500a professional stali się partnerami w zbrodni. Tytułowym przestępstwem było zaprezentowanie brzmienia, za które w salonie audio trzeba było zapłacić 10-krotność. I absolutnie nie było to ostatnie przestępstwo jakiego dokonał ten duet. 

Mówi się, że jeśli rozsmakujemy się w brzmieniu V7200 to naturalną kontynuacją jest V7000 jako ten, który robi to samo, ale jednocześnie jeszcze bardziej i jeszcze szlachetniej. 

To był mój kolejny krok. Ale zanim go wykonałem wydarzyło się coś, co zrzuciło z podstawek 1500aprof…

cdn

In search of the lost chord

Tym tytułowym zaginionym akordem, było „brzmienie Grundiga”. Poświęciłem miesiące poszukiwań aby zrozumieć, że ono nie istnieje. Bo to czego szukałem, to brzmienie GAT Audio – czyli bardzo mały wycinek z całej palety różnych brzmień Grundigów na przestrzeni lat. Wycinek, który bardzo przypadł do gustu słynnemu w grundigowych kręgach Panu Grzegorzowi, prowadzącemu grupy w social mediach właśnie o nazwach Grundig Hifi Poland i podobnych. GAT to rozwinięcie od Grzegorz Audio Tuning, albo Grundig Audio Tuning, lub trochę od jednego a trochę od drugiego. Ideą grupy jest generalnie to, że Pan Grzegorz paruje zestawy z szeroko pojmowanej grupy Grundiga (CD + wzmak + kolumny) i odpowiednio je opiniuje a czasem tuninguje. Takich rekomendowanych zestawów jest kilkadziesiąt a poziom rekomendacji każdego z nich jest wyrażany ilością kciuków w górę oraz przelicznikiem ceny do jakości. 

Oczywiście jest to idealny gotowiec dla wszystkich handlarzy na OLX i Allegro i zestawy z topki list śrubują ceny. Zasięg listy jest raczej krajowy, więc w PL tworzy się podciśnienie, które sprawia, że wiele tych sprzętów trafia do nas zza Odry, gdzie można kupić je po prostu taniej. 

Moje pierwsze strzały były losowe. W wspomnianym wcześniej wpisie kupiłem kolumny Grundig 312 i amplituner RTV360. Wtedy jeszcze nie byłem w pełni świadomy, że to sprzęt na tranzystorach germanowych i ma zarówno swoje wady i jak mnóstwo zalet. Chwilę później w sposób losowy (po prostu pojawiły się na niemieckim ebay w dobrej cenie) kupiłem Grundig Hi-Fi Box 416. Tym razem rekomendacją do ich kupna był Reduktor Szumu mówiący w jednym z odcinków, że praktycznie wszystkie Grundigi z zaokrąglonymi brzegami mają coś cudownego w brzmieniu.

 

  

Dobra cena 416-tek szybko okazała się zwykłą ceną, bo musiałem wymienić skruszałe zawieszenia głośników basowych. Ale dzięki temu uzyskałem poprawnie grające kolumny. Dokupiłem jeszcze jeden z podstawowych amplitunerów Grundiga z lat 80 czyli R500 i spiąłem to razem.

 

 

Efekt…. nieciekawy. Nawet spore rozczarowanie. Moje ulubione referencyjne kolumny Tannoy M1 spięte z byle jakim wzmakiem zagrały lepiej. Brzmienie było po prostu zbyt jasne, zbyt płaskie, bez głębi…

Równolegle kupiłem wzmacniacz Grundig V7200 ale…. przyszedł w częściach. Rozbijanie przez kurierów czterocyfrowej wersji V to klasyka zasługująca na osobny wpis. Te wzmacniacze są bardzo ciężkie, a większość ich ciężaru opiera się na plastikowym froncie i dosłownie kilku plastikowych bolcach. Jeśli nie wytrzymają bolce – kolejne do wyłamania są elementy drukowane. Śmierć następuje po jednym solidnym rzucie paczką. 

Mój pierwszy rozbity V7200 opóźnił moją eksplorację GAT Audio o kilka miesięcy.

Równolegle z UK kupiłem Sanyo Ja 220. Znów, po wliczeniu w cenę kosztów importu czyli wysyłki i cła, było znacznie taniej niż w PL. Sanyo Ja 220 oraz cała rodzina tego sprzętu o niemal identycznej konstrukcji czyli Sanyo Ja 222 czy Grundig V1700 jest wysoko rekomendowana przez Pana Grzegorza. Sanyo dotarł cały i zagrał … bardzo audiofilsko. Brzmienie bardzo zrównoważone, ani ciepłe ani chłodne. Przy jego śmiesznym wyglądzie przywołującym na myśl estetykę wież stereo z przełomu 80/90 ciągniętych z Berlina Zachodniego – robił naprawdę bardzo dobre wrażenie. 

Brakowało mi kolumn. Ale tych z wyższej półki systemów GAT. Te najbardziej cenione to Grundig Box 650 Professional. W tej samej linii, ale plasujące się dwie pozycje wyżej jeżeli chodzi o miarę wielkości (co przy moim salonie ma znaczenie) były Grundig Box 1500a Professional

Taki właśnie zestaw na długi czas zagościł w moim salonie:

Sanyo Ja 220 + Grundig Box 1500a Professional

 

Kolumny zamknięte dawały bardzo precyzyjny i szybki bas. Nic nie było przekolorowane. Każde pasmo na swoim miejscu. Nawet mi się to podobało ale… to było wciąż bardzo audiofilskie. Choć muzyki słuchałem godzinami, zarówno jazzu, rocka progresywnego jak i The Police (które jest bardzo wymagające sprzętowo aby instrumenty były odseparowane od siebie, jednak bez suszy w uchu) to w tym zestawie brakowało mi ducha vintage. Brakowało mi ciepła, głębi, emocji.

To był zestaw, z którym z podniesioną głową mogłem wejść do salonu początkującego audiofila, który właśnie wydał 20 tys PLN w salonie audio na nowy sprzęt i mógłbym przyprawić go o ogromną depresję mówiąc, że ja wydałem 10 x mniej. To nie są bajki i przechwałki. Ten zestaw za niewiele ponad półtora tysiąca złotych naprawdę bije tanie (tanie oczywiście w skali salonów audio) nowe sprzęty. 

Tylko, że ja się nie chciałem ścigać brzmieniem z nowymi sprzętami. Jak ścigałem ducha vintage. 

Wtedy jeszcze mocno eksplorowałem wspomniany na początku kult GAT Audio. Ale jednocześnie zacząłem rozumieć, że tylko mały wycinek grundigowego brzmienia. A dalej, jest Telefunken, Saba, ocean brzmienia brytyjskiego, jest legenda Philipsa, norweski Tandberg… i cała specyficzna Japonia.

Grundig Box 1500a prof osiągnęły jeszcze dwa poziomy grania wyżej i jeden równoległy zanim
musiały ustąpić miejsca na podstawkach kolejnemu zawodnikowi. Te dwa
poziomy wyżej to dwa kolejne wzmacniacze Grundiga i mały niepozorny wzmacniacz Sony, o których napiszę w
kolejnym wpisie. 

ciąg dalszy historii

 

From Genesis to Revelation

GRUNDIG MK 2500

Na początku był GRUNDIG MK 2500 Automatic. Druga połowa lat 80-tych. Na
pierwszym miejscu listy przebojów (jedynej słusznej, bądź po prostu
jedynej w tamtych czasach, czyli Listy Przebojów programu III, królował
Europe – The Final Countdown. Pamiętam nawet, że bił się o pierwsze
miejsce z In The Army Now – Status Quo. Przeglądając
archiwalne notowania LP3 jestem nawet w stanie podać dokładną datę,
kiedy pierwszy raz w życiu świadomie wcisnąłem czerwony guzik REC. 7
marca 1987 roku. Musiało to być w okolicach godziny 21:50. Miejsce
drugie: The Bolshoi – Sunday Morning, a chwilę potem miejsce pierwsze: Red Box – For America

fot. oldradio.pl autor: Fiatcik

Tamtego dnia mentalnie zaanektowałem tego Grundiga. Mimo, iż formalnie był to sprzęt domowy, pod parasolem mojej starszej siostry, tamtego dnia poczułem jakbym zacisnął w dłoni pierścień i wolałbym zabić niż go wypuścić. Możliwość nagrywania i odtwarzania muzyki (a także dźwięków zewnątrz przez wbudowany mikrofon) była ogromną mocą, którą zacząłem władać jak superbohater. Radio stało się dla mnie oknem do poznawania kultury, dużo ciekawszym niż telewizja, gdzie raz na pół roku można było zobaczyć film z Brucem Lee i niewiele poza tym. A Grundig MK 2500 miał wszystko czego potrzebowałem: odbierał stacje radiowe, odtwarzał i nagrywał kasety. Czego można było chcieć więcej? Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, bo moim rodzinnym domu nie istniała muzyka, nie było żadnego Radmora ani Unitry. Nie było żadnych płyt winylowych. Tylko ten Grudnig i kilka czystych czerwonych kaset Stilon Gorzów C-60. Tyle wystarczyło, aby doznać objawienia. Lawina ruszyła.