ELAC LK 3400 – cz. 2

Tutaj jest część pierwsza: ELAC LK 3400 – o tym jak nie posłuchałem tych głośników cz. 1

Nie posłuchałem ich od razu bo Pan Robert ze Świdnicy przepięknie mnie wydymał na uszkodzone tweetery, ale podjąłem próbę ich naprawienia / wymiany.

Konstrukcja

Głośniki wysokotonowe w Elacach LK 3400 to Ate 18-1. Jest to zamiennik dla popularnego tweetera Philips AD 0160 T4 stosowany właśnie w kolumnach Elac LK, Siemens RL, Korting LSB oraz niektórych nowszych SABAch i Telefunkenach.

Nie chciałem szukać zamiennika, chciałem odtworzyć oryginał. Niestety te głośniki są praktycznie niedostępne w necie… została mi więc wizyta w Acoustic Kolbudy i podwojenie wartości tych głośników poprzez inwestycję w serwis. Ale czego się nie robi dla idei? 🙂

Czytaj dalej →

ELAC LK 3400 – o tym jak nie posłuchałem tych głośników cz. 1

Co jakiś czas nadziewam się na oszuścików na portalach sprzedażowych. Specjalnie używam formy zdrobniałej, bo mam na myśli handlarzy, których intencją nie jest oszukać każdego klienta z automatu, tylko za wszelką cenę sprzedać sprzęt tak aby zarobić. Non stop czymś handlują i czasem trafi się całkiem sprawny sprzęt, a czasem sami wdepną na minę i wtedy etyka i honor schodzą na dalszy plan – wadliwy sprzęt trzeba przypudrować i opchnąć dalej.

Jakiś czas temu pisałem o handlarzu z Pomieczyna, który pojechał totalnie po bandzie, również nie posłuchałem ostrzeżeń na grupach audio i kupiłem lampowca od handlarza z Raculi.

Ale Pan Robert ze Świdnicy to już był szczyt hipokryzji.

Czytaj dalej →

Elac 2100T – the pearl that was late

Los amplitunera Elac 2100T w moich zbiorach vintage audio bardzo podobny do losów Agnieszki Radwańskiej, która będąc bardzo dobrą tenisistką w całej swojej karierze trafiała w decydujących momentach na rywalki wybitne. Doskonale pamiętam wielkoszlemowy finał Wimbledonu 2012 przegrany przez Agnieszkę 1:2…  

Czytaj dalej →

Elac 2000T – Wilcze stado

W tymi Elacami to jest tak, że one nie kosztują dużo. Aczkolwiek mam wrażenie że ich cena rośnie z każdym miesiącem od kiedy zacząłem się nimi interesować.

Na początku był 3400T a kilka dni później 3401T – oba grały identycznie. W sposób ciężki, pełny, niski, głęboki… Ale coś za coś – cierpiał detal. Dla jednych nie było to wadą, dla innych była to cecha dyskwalifikujące ten model. 

Na drugiej stronie mostu stał 2200T. Amplituner pod pewnymi względami kompletny. Idealnie balansujący dociążenie z detalem. Zachwyciłem się nim nie tylko ja, a raczej – także i ja – po rekomendacji Kamila. 

Ale modeli Elaców z tamtych lat było więcej. 

Czytaj dalej →

Elac 2200T – Transylvanian Werewolf

O amplitunerach marki Elac pisałem już tutaj dwukrotnie. Mają swój urok, ale mało kto potrafi od razu połączyć słowo Elac z ze sprzętem innym niż kolumny. 

– Kupiłem świetnego vintagowego Elaca…  – chwalę się znajomemu

– Czyli kolumny? – odpowiada

Takich dialogów przeprowadziłem kilka i jest w nich dużo prawdy, bo z wielkiego kryzysu w branży audio pod koniec lat 70-tych Elac wyszedł częściowo obronną ręką, przegrupował siły, w 1978 roku sprzedał się amerykanom… ale marka istnieje, robi kolumny i to kolumny, za które nie muszą się wstydzić. Inne niemieckie firmy skończyły gorzej… jako tandetny plastik w supermarketach.

Amplituner Elac 2200T, który dziś bliżej przedstawię powstał jeszcze w TEJ prawdziwej firmie Elac, tej samej, która w czasie IIWW wyposażała Kriegsmarine w urządzenia elektroakustyczne. A w latach 60/70 na rynku audio konkurowała w Niemczech z Grundigiem, Telefunkenem, SABA, ITT Schaub&Lorentz, Graetz… 

Na Elaca jakiś czas temu wpadł Kamil ze Śląska. To on pierwszy zaczął mi pisać, że Elac to, Elac tamto i cały czas się nim czarował. W końcu te czary przekroczyły granicę zwykłego zainteresowania a weszły w rejony fascynacji. I kiedy jego Elac 2200T zaczął mu grać z KEF Calida i Celestion Ditton 15 to niemal codziennie pisał mi teksty typu:

-„Hej, co tam nowego u Ciebie, bo u mnie… Elac 2200T to wciąż najlepszy amplituner na świecie…”

W międzyczasie stałem się właścicielem 3 innych Elaców: 3300T, 3400T oraz 3401T. Ten pierwszy niby najbardziej kultowy i choć trafił do mnie w idealnym stanie fizycznym to potencjometr wysokich tonów nie łączył równo na obu kanałach, w związku z czym tylko na ustawieniach około -1 działał symetrycznie. Trafił więc do kolejki „na serwis”. Za to bliźniaki 3400T grały cudownie, ale skrajnie, maksymalnie ciepło i nisko. Mi się to podobało… Kamilowi (wysłałem mu jednego z nich) już mniej… i znów mi zaczął codziennie pisać

 -„Hej, co tam nowego u Ciebie, bo u mnie… Elac 2200T to wciąż najlepszy amplituner na świecie…”

Niestety z poszukiwaniami vintage audio jest trochę inaczej niż zakupami w markecie. Nie można po prostu wejść i powiedzieć „poproszę tego Elaca 2200T„. Ich nie ma. Nigdzie nie ma. Co więcej od pół roku ich nie było, a przedostatniego jaki był kupił Kamil. Czyli… został jeden.

Ostatni Elac był na Wyżynie Transylwańskiej, w okręgu Siedmiogrodzkim, w Braszowie. Pół godziny od zamku Drakuli w Bran. Ostatnia, piesza część drogi na zamek przypomina deptak w Mielnie, albo nasze Krupówki. Można kupić milion gadżetów z Drakulą, a może i Elaca 2200T. 

Nie szukałem go oczywiście między kubkami z Drakulą a pluszowymi wilkołakami, ale na rumuńskim serwisie aukcyjnym. Założyłem konto, zaakceptowałem regulaminy w języku rumuńskim i napisałem do Pana o imieniu/nicku „Zoli” rumuńszczyzną tłumaczoną przez translatora i wygładzaną przez AI.

W odpowiedzi dostałem krótką rumuńską odpowiedź:

– Nie wysyłam za granicę.

Podjąłem drugą próbę. Skonstruowałem swoje CV jako fana sprzętu vintage, dodałem zdjęcia, pokazałem inne Elaci i napisałem wprost (oczywiście po rumuńsku) – NIE JESTEM OSZUSTEM Z POLSKI, JESTEM FANEM VINTAGE AUDIO! 

Zoli odpisał mi dość szybko, ale znów trochę odciągając temat na bok

– No, ale ja nie wiem ile by kosztowała wysyłka do Polski, no i odezwij się w nowy rok.

Spojrzałem na zegarek. Był Sylwester, godzina 20:00 🙂

Poczekałem aż do Trzech Króli i ponowiłem pytanie do Zoliego, czy sprawdził koszt wysyłki. Po godzinie okazało się, że sprawdził i sprawy potoczyły się szybko. Umówiliśmy się zwitek lei wysłanych Revolutem, a następnego dnia Zoli pakował Elaca. 

Obwodnica Brasov –  AD 2022, w drodze na zamek Drakuli

I teraz uwaga: paczka kurierem z Rumunii do Polski szła dokładnie 3 robocze dni (plus weekend). Wysłana w czwartek po południu była u mnie we wtorek rano. Zapakowana bardzo starannie dotarła nienaruszona. W opisie aukcji było wspomniane zdanie, że jest coś z kanałami, odszyfrowałem to z rumuńskiego, że pewnie coś z balansem do przeczyszczenia. Zresztą który wzmacniacz sprzed ponad 50 lat nie wymaga serwisu? Ważne aby był oryginalny i kompletny. Resztę da się naprawić. 

Otwieram pudło, podłączam i gra! Grają oba kanały równo. Steruję balansem lewo prawo i dźwięk jest symetryczny, nie ma żadnych zniekształceń, niż nie szumi, nic nie strzela, wow! Po chwili ta symetria dźwięku zaczyna mnie coraz bardziej zastanawiać…. ON GRA W MONO!!

Ale to było mono będące złożeniem obu kanałów. Pierwszy kamień spadł mi z serca. Grały oba kanały, balans działał prawidłowo, ale kiedy podłączony był tylko kanał lewy – grał w obu kolumnach. Kiedy był podłączony tylko kanał prawy – również grał w obu kolumnach. Kiedy były podłączone oba – grała ich suma w obu kolumnach. Działo się tak na wejściu TB czyli magnetofonowym – jedynym liniowym w tym amplitunerze.

Szybki test radia – gra stereo! Przełącznik mono/stereo działa prawidłowo.

Szybki test gramofonu – gra również stereo! Przełącznik mono/stereo również działa prawidłowo.

Problem z sumowaniem kanałów występuje tylko na wejściu magnetofonowym. Myślę sobie, że na chłopski rozum jak nic żyły sygnałowe L i P muszą być gdzieś zwarte. I trzeba znaleźć to miejsce. Rozkręcam i zdejmuję pokrywę. W środku wszystko wygląda absolutnie dziewiczo, nie tknięte ręką serwisu nigdy w życiu. Test wizualny nie daje rezultatów w postaci zwartych przewodów ani dziwnych lutów. Nie podejmuję się dalszego testowania i zawożę go do zaprzyjaźnionego gdańskiego serwisu, gdzie od drzwi jestem niemal wyrzucony 🙂

– Paaaanie Tomku!!!! Znów Pan mi przywozi lata  60/70  a ja jestem przeszkolony na sprzętach z lat 80-tych!!!

Następnego dnia telefon:

– Panie Tomku, nie uwierzy Pan, ale kanał lewy i prawy jest fabrycznie zlutowany na gnieździe  TB. Oglądałem ten lut pod mikroskopem i daję sobie rękę uciąć, że to jest fabryczny lut Elaca! Ten amplituner na wejściu magnetofonowym od momentu wyjścia z fabryki grał mono!

Naprawa trwała minutę. Trochę mi głupio, że sam tego nie zauważyłem, że to był lut na dole gniazda ukryty pod innymi kablami. 

Tak sobie myślę, jaka była historia tego Elaca. Pewnie służył jako radio, które poprawnie grało stereo, ewentualnie jako wzmacniacz pod gramofon. Gniazdo TB wizualnie również było dziewicze, jakby nikt nigdy przede mnią nie wkładał w nie wtyczki DIN5. 

Napisałem do Kamila, że Elac wraca z serwisu i wieczorem będzie testowanie tego „najlepszego amplitunera na świecie

* * *

Epilog tej opowieści dla Kamila nie jest zaskoczeniem. Zaliczyłem przysłowiowy opad szczeny. Ale nie dlatego, że usłyszałem dźwięk jakiego jeszcze w życiu nie słyszałem, ale usłyszałem każdy jeden najlepszy dźwięk jaki słyszałem. Tylko w jednym sprzęcie na raz. Elac 2200T wziął co najlepsze z każdego ze swoich niemieckich rywali i złożył w całość. 

Mam wrażenie, że jest to trochę dzieło przypadku. Ogniwo ewolucji inżynierskiej, które w tanim, w miarę podstawowym amplitunerze poskładało w sobie najlepsze doświadczenia przeszłości i nie przekombinowało nie do końca sprawdzonymi rozwiązaniami z przyszłości. 

Wypełnienie pasma jest na poziomie Elaca 3400T. To jest to uczucie kiedy w najcichszych momentach Amused to Death czujesz się jak w środku gęstej sceny gdzie dzieje się mnóstwo. Ale wspomniany 3400T gubi się jazzowych detalach na górze pasma. Bywa też nazywany ospałym i zasłoniętym kocem.

Elac 2200T detal ma doskonały. Nie ma mowy o żadnym kocu. Czyli ma gęstość młodszego i większego brata ale bez utraty detalu, szczegółu. Nie można o nim powiedzieć, że jest ciemny, ani jasny. Ale nie można powiedzieć też, że jest neutralny. Chyba, że nadamy temu słowu nową wartość. Neutralny za bardzo kojarzy się z takim, który oddaje swój charakter kolumnom. W tym wypadki tak kompletnie nie jest. Elac 2200T ma ogromny charakter. Taki klasyczny charakter niemieckich sprzętów wczesnych lat 70-tych. Ale żadna z cech charakteru nie dominuje nad innymi.

Nie jest ani za jasny, ani za ciemny. Środek pasma, wokale, trąbki i gitary grają perfekcyjnie. Do tego jest wypełniony masą. Muzyka tworzona przez zestaw Elac 2220T + Celestion Ditton 44 jest po prostu DUŻA.  Jest duża ale taka duża bez żadnego wysiłku. Całkowicie naturalna. Gęsta ale szybka. Mógłbym dalej wymyślać audiofilskie oksymorony, ale tak właśnie się czuję. 

Jeżeli ktoś zapytał się mnie o definicję niemieckiego brzmienia vintage przełomu 60/70 to wskazałbym nie Telefunkena V201a, nie SABA Studio IIA, nie lampowego Grundga Stereomeister 35. Wskazałbym Elaca 2200T.

Podkreślę jeszcze raz. Nie jestem zaskoczony żadnym pojedynczym aspektem brzmieniem tego Elaca. Jestem zaskoczony tym, że wszystkie najlepsze aspekty german vintage hifi ktoś spakował w jedną niepozorną skrzynkę z napisem Elac 2200T High Fidelity.

Moja wersja Elaca jest na tranzystorach germanowych ATES BD142. Istnieje jeszcze inna wersja na ATES 2N3055 – czyli krzemie. To wersja Kamila. Obie wersje występują pod tą samą nazwą Elac 2200T i nie ma żadnego wyróżnika na froncie amplitunera z jaką wersją mamy do czynienia. Zakładam z opisów Kamila i mojego odbioru wersji BD142, że grają tym samym charakterem. 

Parametry amplitunera są następujące:

  • lata produkcji 1969/1971
  • moc: 2x18W
  • wymiary: 595 x 131 x 262
  • waga: 8,1 kg

A tak gra:

Wiecie co napiszę jutro rano do Kamila?

 -„Hej, co tam nowego u Ciebie, bo u mnie… Elac 2200T to wciąż najlepszy amplituner na świecie…”

 

Elac 3300T – Legenda z Kilonii

Elac 3300T 

Mówi się o nim że to ten najbardziej legendarny z Elaców.

Tak jak pisałem w poprzednim wpisie o 3400T – Elac to firma, która rozkwitła pracując dla Kriegsmarine, a po wojnie rywalizowała o miano najlepszej marki audio w Niemczech m.in. z Grundigiem, Telefunkenem czy Sabą.

Elac 3400T otoczył mnie ciepłą zimową kołderką dźwięku. Niektórzy mówią, że jest mało szczegółowy, że detale są schowane. Może i są, ale mi ich skala natężenia się po prostu podoba. Są różne wzmacniacze, gdzie od razu wiem czego mi brakuje. Tutaj nie mówię w narracji „braków” – ale opowiadam o tym jaki on jest. Brak ostrego detalu to nie wada – ale cecha.

Jego starszy i mniejszy brat czyli Elac 2200T podobno gra jak jego przeciwieństwo – jasno i detalicznie. Tak słyszałem z opowieści, lecz nigdy nie miałem go osobiście. Ale to właśnie 3300T produkowany w latach 1969-1971 miał być tym który stanie pomiędzy i pogodzi oba style Elaców.

Zobaczyłem dwie sztuki na niemieckim eBayu, Ale zdjęcia nie były na tyle dokładne aby wybrać inaczej niż losowo. Oba kosztowały tyle samo, oba miały być sprawne, więc wziąłem pierwszego z brzegu. Po krótkiej wymianie uprzejmości i upewnieniu się, że będzie dobrze zapakowany zapłaciłem PayPalem i pozostało mi czekać…

…po półtora tygodnia dotarł. Wizualnie w stanie nienaruszonym. I nie jest to tylko synonim określający porządne zapakowanie – ALE jego stan był absolutnie nienaruszony. Wyglądał tak jakby ktoś zapakował go w Kilonii 1969 roku w wehikuł czasu i teleportował do roku 2024 w Gdańsku.

 

Nie ma ani jednej rysy, ani jednej „wgniotki„. Co więcej – on nawet nie ma śladów po palcach na przyciskach i pokrętłach. I nie mówię o tym, że ktoś go dobrze umył, bo widać kiedy sprzęt był używany, kiedy długo służył, a potem został wypacykowany. Ten egzemplarz musiał naprawdę większość czasu przez ostatnie pół wieku spędzić w pudle ,odcięty od kurzu, wilgoci i przerzucania z miejsca na miejsce.

Takie rodzynki nie trafia się często. A patrząc na jego wiek, czyli 55 lat, to taki doskonały stan trafił mi się chyba po raz pierwszy.

Drżącymi rękami wpiąłem do gniazd kable od głośników, podłączyłem źródło i uruchomiłem tę Legendę z Kilonii.

Pierwsze wrażenie? Brzmienie bardzo ale to bardzo podobne do Grundiga RTV360. Bardzo gęste, bardzo nasycone. Przy ustawieniach korektorów 'na zero’ od razu musiałem włączyć funkcję linear, czyli de facto wyłączyć defaultowego loudnessa. W wielu niemieckich sprzętach z tamtych lat jest on w domyśle włączony – trzeba użyć przycisku aby go wyłączyć.

Pamiętam że takie samo wrażenie miałem przy Grundigu RTV360, który ujarzmiony został dopiero przez kolumny (niemal od pary) czyli Grundigi 312, grające niesłychanie jasno i detalicznie.

Skręciłem basy i soprany w lewo i odważyłem się wyłączyć funkcję linear. Kręciłem dalej lewo i prawo regulatorami basu, sopranu i tonów średnich, szukając optymalnego brzmienia. Było ono potężne, pełne, nasycone ale jednocześnie bardziej detaliczne niż 3400T – wciąż jednak zdecydowanie po ciemnej stronie mocy.

Nie mogę powiedzieć, że mnie zachwyciło. Dużo bardziej – zaciekawiło sprawiało żeby wciągnąć mnie w grę. Nie padłem na kolana, ale też nie za bardzo chciałem przestać się bawić przełącznikami i szukać, ustawiać, zmieniać, testować, nasłuchiwać.

I wtedy odkryłem że regulator od wysokich tonów w połowie zakresu działa tylko na jednym kanale. Tak jakby odłączał regulację w okolicach „godziny 11” obejmując trochę wysokich tonów z prawego kanału. W lewym działał w pełnym zakresie.

Czyli … taki piękne i tak idealne, a jednak czas dotknął go swą ręką, sprawiając, że potencjometr wysokich tonów w pewnym sensie się rozwarstwił wewnętrznie i częściowe przestał stykać.

Posłuchałem go jeszcze przez kilkanaście minut i zmieniłem na 3400T aby szybko ocenić różnice.

I faktycznie 3400T na samym początku brzmiał w porównaniu z 3300 te jakby lekko „spod koca”. Czy tak było naprawdę czy tylko usłyszałem w głowie to co miałem usłyszeć? Muszę naprawić ten potencjometr barwy i zrobić dokładniejsze testy porównawcze.

Elac 3400T – Kriegsmarine

Zdecydowana większość niemieckich firm audio swoją potęgę budowała w czasach WW II. Kiedy my odbudowywaliśmy zniszczone przez Niemców miasta, za zachodzą granicą firmy robiły pivota i zamiast produkować urządzenia dla wojska – wkraczały z przytupem w elektronikę użytkową. 

ELAC Electroacoustic to jedna z tych firm. 

W czasie II wojny światowej Elac ściśle współpracował z Kriegsmarine budując na niej – jak sama nazwa wskazuje – urządzenia elektroakustyczne zatrudniając 5000 osób. Po wojnie firma przez chwilę nie mogła się zdecydować i weszła nawet w budowę… siewników, ale szybko wróciła do urządzeń elektroakustycznych, ale już nie dla wojska, a dla szybko bogacącego się niemieckiego ludu. Dzisiaj główną gałęzią (o ile nie jedyną) są kolumny głośnikowe. Kiedy mówisz do kogoś słowo „ELAC” – odpowiada Ci zazwyczaj „tak tak, dobre kolumny robią„. 

Ale na przełomie lat 60/70 Elac robił także amplitunery. Co więcej, są to amplitunery cieszące się ogromnym prestiżem i renomą, jednak… w bardzo wąskich środowiskach. W pewnym sensie są wciąż nieodkryte.  A jak grają? Słyszałem legendy, że znakomicie, że jest to poziom 5 razy droższych odkrytych już Telefunkenów czy Grundigów. A dlaczego są 5 razy tańsze? No właśnie dlatego, bo są nieodkryte! Tylko nielicznie wiedzą o ich magii. 

Ja na swojego pierwszego Elaca polowałem kwartał. I kiedy w końcu kupiłem 3400T na ebay, dosłownie dzień później pojawił się na OLX drugi, tuż obok mnie… Ech… w głowie 1000 myśli, co będzie jeśli ten z eBay dojdzie zepsuty? A w międzyczasie ten z Gdyni się sprzeda? Za duże ryzyko, trzeba brać drugiego….

Elac 3400T (z drewnianą obudową) i Elac 3401T (na biało) różnią się tylko suwakiem, którym regulujemy poziom wzmocnienia dźwięku quadro

I kiedy dotarł pierwszy z nich, kiedy podpiąłem go pod Celestion Ditton 15… siedziałem 3 godziny i słuchałem nie mogąc wyjść z podziwu jak może grać wzmacniacz za 200-300 zł. To jest właśnie TO uczucie kiedy wszystko się ze sobą spotyka w tym punkcie, w którym właśnie jesteś. Tu i teraz. Już od najcichszych dzięków słychać całe pasmo, razem z mruczącymi basami, fenomenalną przestrzeń i barwę, barwę i jeszcze raz barwę. 

Elac 3400T gra bardzo ciepło, bardzo lampowo, barwnie, w pełnym nasyceniu. To brzmienie jest do tego stopnia oleiste i gęste, że podłączony jakiś czas później NAD 3020 smakował przy Elacu jak wegańska potrawa oparta o tofu. Wow!

Elac rozwalił mi całą logikę. 200 zł – a gra na poziomie Telefunkena V201. Jeżeli ktoś chce tanio wejść z grubej rury w świat niemieckiego audio lat 60/70 i nie wydać za to więcej niż za obiad dla dwojga w restauracji to polecam całym sercem Elaca 3400T. On w tej cenie po porostu nie ma wad. W cenie 5x takiej też tych wad by nie miał.