Wyobraźcie sobie duże, ponad 40-sto litrowe kolumny. Trójdrożne, czterogłośnikowe: dwa woofery, eliptyczny midrange oraz tweeter. I te kolumny zaczynają grać zupełnie inaczej niż wyglądają. Grają dość jasno. Ale ta jasność nie ma najmniejszych odcieni ostrości, nie jest też przesadnie jaskrawa. To taka jasność na dłuuugie dłuuugie godziny słuchania bez zmęczenia. Bas? Ten jest ledwie nakreślony, delikatnie uzupełnia resztę pasma. Jeżeli recenzent miałby skłonność do skrajności – powiedziałby: tutaj w ogóle nie ma basu! Jeden z głośników basowych gra bardziej średnicą, a drugi ledwie akcentuje najniższe partie… Ale jest jeszcze środek pasma. Ten eliptyczny papierowy głośnik…. który robi magię. Elac LK 4100 gra siłą swojego midrange’a.

Ten midrange jest jak artysta stojący w słupie scenicznego reflektora, a cała reszta ekipy gra w półcieniu, jak muzycy sesyjni. Cała ich praca polega na zbudowaniu piedestału na którym gwiazda może stać stabilnie. Dlatego góra nie jest przejaskrawiona, dlatego bas nie buduje podstawy tak silnej jak chociażby w filozofii IMF. Do tego duża skrzynia. Po co jest tak duża? Połowę mniejsze pudełka potrafią robić więcej „hałasu”. Jednak w tym wypadku duża skrzynia daje pełną swobodę, daje oddech, daje coś co mogę nazwać „wygodą słuchania”. Nie każdy duży samochód musi mieć wielki silnik. Natomiast dużym samochodem w większości przypadków jedzie się wygodniej.
