Still Life (Talking) – (CPK session no. 7)

Niektórzy ludzie mają taką cechę, że od razu po nich widać kiedy podejmują jakąkolwiek próbę niedopowiedzenia czy konfabulacji. Uwielbiam obserwować jak gimnastykują się, kiedy dla dobra sytuacji muszą przez kimś skłamać. Są wtedy w 100% nieprzekonujący. Mimo że ich słowa mówią coś zupełnie innego.

Ja sam wpadłem w taką pułapkę i praktycznie każdy kto przebrnął przez moją epopeję o kolumnach Telefunken SB 86 mógł zarzucić mi, że moje prawdziwe odczucia są lekko obok tego co piszę.

Czytaj dalej →

Happiness is easy

Wiesz, co jest najważniejsze?

Tytuł zdradza wszystko. Najważniejsze jest szczęście. W latach 80/90 kiedy słuchałem na Unitrze i Altusach wszystko było 'easy’, liczyła się tylko muzyka, byłem 0% audiofilem i 100% melomanem. Ale potem nastały lata ciemne, zapragnąłem lepszej jakości, ale szukałem tego co mi się podoba bardzo powoli. Ograniczał mnie szklany sufit, którego przez 20 lat nie potrafiłem przebić… można to opisać cytatem z piosenki The Doors – Unhappy Girl

Jesteś zamknięta w więzieniu Zbudowanym przez siebie samą.

To więzienie zbudowałem sam. A pojedyncze cegły w nim można ponumerować taką litanią kłamstw:

  • dobry sprzęt audio jest bardzo drogi
  • producenci audio z każdym rokiem produkują coraz lepszy sprzęt, bo na tym polega postęp
  • sprzęt vintage jest dużo gorszy od nowego, jego atuty są budowane wyłącznie na nostalgii
  • trzeba się na coś zdecydować i mieć w domu jeden wzmacniacz i jedne kolumny, bo przecież lepsze wypiera gorsze, więc po co trzymać coś czego się nie słucha?
  • inni wiedzą lepiej co Ci się ma podobać
  • trzeba bardzo dużo czytać, analizować fora, aby wiedzieć na co wydać pieniądze

Tak wyglądało 20 lat mojego życia:

  1. Wiecznie niezadowolony z tego co gra u mnie w domu, bo u innych gra jakby lepiej.
  2. Zmiany sprzętu bardzo rzadkie, poparte w 99% teoretyzowaniem na forach i czytaniu prasy, która również w 99%-tach jest niczym innym jak tubą reklamową.
  3. Jeden „starannie” wybrany wzmacniacz => jedne „starannie” wybrane kolumny.
  4. Szalona wiara, że zmiana „mikrododatków”, takich jak ułożenie sztućców na stole oraz stopień wykrochmalenia obrusa wpłynie na smak serwowanego dania.
  5. Finansowa frustracja…. postrzeganie samego siebie jako zbyt biednego na dobre HIFI, mimo wejścia w wydatki rzędu nowego samochodu niższej klasy prosto z salonu.

Natchnienie

Natchnęło mnie dziś, gdy siedziałem po kolana w kablach i przełączałem wzmacniacze/kolumny i docierały do mnie naprawdę ogromne różnice dźwięku we wzmacniaczach tej samej marki, z tych samych czasów. Lampa SABA Automatic gra inaczej niż Freudenstadt, a Studio IIA to jeszcze inny mroczny german. Ostatnie kilka lat przepinam i przepinam. Nie boję się powiększać stada, kupować i sprzedawać. Nie traktuję pojedynczego zakupu jako tego, który obligatoryjnie musi zmienić moje życie. Dopuszczam porażki, nietrafione zakupy, biorę margines na oszustów, których nie wyczuję wcześniej, oraz sprzęty „sprawne inaczej”.

Cały sukces, całe szczęście, polega na tym, że cały czas eksperymentujemy. Kupujemy, uczymy się, sprzedajemy. Znów kupujemy. I tak w kółko.

To jest istota tej zabawy.

Tyle, że da się ją uprawiać tylko na vintage. Bo tu cena pozwala na błąd, a błąd to najpiękniejsza forma nauki. Gdyby chcieć bawić się tak samo z nowym sprzętem, trzeba by mieć tyle pieniędzy, co Palikot w czasach, gdy jeszcze zamiast wyroków kolekcjonował wzmacniacze, a jego kolekcja audio naprawdę motywowała do głębszych wdechów i wydechów.

A tutaj właśnie nie o pieniądze tu chodzi!!

Vintage daje coś, czego nowoczesny rynek nie potrafi już sprzedać – finansową wolność eksperymentu. Można kupić za 200 zł coś co wygląda jak ze śmietnika (lub wręcz przeciwnie) i zagra tak, że kapcie spadają. A zestawy wzmak+kolumny do 1000 zł przy odrobinie cierpliwości i spostrzegawczości można złożyć naprawdę wyśmienite. Ba! Da się i do 500 zł!

Ale gdzie jest idealne brzmienie?

I może właśnie w tym jest cały sens. Nie w tym, żeby znaleźć „idealne” brzmienie, tylko żeby co jakiś czas powiedzieć do siebie to niecenzuralne „jprd znów jest inaczej!!”. Cała feeria niemieckich wzmacniaczy, angielskich kolumn, Skandynawia, Niderlandy i oczywiście Japonia.

I wtedy, gdzieś pomiędzy legendarnym szumem tranzystorów germanowych a delikatnym trzaskiem przełącznika, przychodzi ta prosta myśl:

Happiness is easy.

Szczęście w audio, to możliwość smakowania, możliwość przełączania kabli. Szczęście to nie dążenie do idealnego, jednego zestawu. Szczęście to muzyczna podróż. Ale ta podróż nie ma końca… bo tam, gdzie wydaje Ci się, że dalej nic już być nie może, okazuje się, że nic podobnego – dalej jest Twoja ciekawość.

H to He Who Am The Only One (CPK session no. 6)

Po kilku dniach słuchania Freudenstadt + kolumn z zestawu zapragnąłem przyciemnić nieco dźwiękowy pejzaż i wytargałem z garażu SRI-16 (btw. czy ktoś wie czym różni się SRI-16 od SRI-18??). Jeden z moich dwóch egzemplarzy, który w trakcie podróży został przez kuriera potraktowany rzutem narożnikiem w beton. Zdjąłem więc obudowę i niedzielne popołudnie spędziłem z klejem do drewna, kitem w kolorze czereśni, papierem ściernym i olejem do drewna. A SABY słuchałem na golasa…. tzn SABA była bez obudowy 🙂

Czytaj dalej →

Waiting for the Sun (CPK session no. 5)

W Japonii najwcześniej wschodzi słońce. Noworoczne fajerwerki rozbłyskają nad Tokyo na długo przed tymi w Europie i Amerykach. Z tego powodu Japonia nazywana jest równie często „krajem kwitnącej wiśni” co „krajem wschodzące słońca” (nie mylić z „domem wchodzącego słońca” 🙂 ). Symbolika mojego przepinana kabli z ostatnich dni to właśnie wschodzące słońce – pełne otwarcie serca na sprzęt audio z Japonii za sprawą magicznych CS-53.

  • Co tam dziś eksplorujesz, Japan? – pyta Kamil
  • Nieustannie – odpowiadam
  • Wciągło jak chodzenie po bagnach?

Szósty dzień na bagnach

Bohaterowie mojej wędrówki:

  1. Kolumny Pioneer CS-53 – główny bohater, nie schodzi z piedestału, absolutny zawrót głowy
  2. Amplituner Pioneer SX-424 – mały samuraj z 1972 roku, najniższy z serii, ale biegły w walce z większymi rywalami
  3. Amplituner Pioneer SX-440 – rocznik 1969, mam go już półtora roku i najwyższa pora aby zrobić o nim pełny wpis, bo jest zasłużony w mojej historii odkrywania vintage hifi
  4. Kolumny SABA Box IIA – to moje drugie kolumny SABA, pierwsze z tak chwalonej serii, pojawiły się na podstawkach, sprawdzone, że grają, zebrane pierwsze wrażenie i… przełączone na CS-53
  5. Amplituner SABA IIA – partner dla boxów 2a…
  6. Celestion Ditton 15 – powrót po roku
  7. Katalogi Pioneera 60/70, które namiętnie studiuję

Czytaj dalej →

The Marathon Man czyli Codzienne Przepinanie Kabli (CPK)

Kilkanaście lat temu rozpocząłem pisanie bloga o bieganiu. Streszczając temat w kilku zdaniach: ważyłem 130 kg, zacząłem biegać, zrzuciłem ponad 50 kg, złamałem 40 minut na 10 km, 1h30min w półmaratonie i nawet przymierzyłem się do łamania 3h w maratonie, co mi się nie udało, ukończyłem kilka ciekawych biegów ultra: Bieg Rzeźnika, Chudy Wawrzyniec, Łemkowyna 150, Kaszubska Poniewierka 70 i kilka innych. Ten ostatni nawet na podium 🙂 Potem przytyłem 50 kg i jestem tu i teraz.

Pisząc o bieganiu przez ponad dekadę udało mi się w sposób zupełnie naturalny stworzyć pewne cykle: kącik biegowego melomana – czyli opisy płyt, przy których biegałem; relacje z zawodów; relacje z biegów z grupą najbliższych znajomych; zwykłe opisy codziennych biegów z aktualnymi przemyśleniami…

Ta ostatnia kategoria, to coś, co chciałbym przenieść tutaj. Co prawda mam jeszcze „kilka metrów” wzmacniaczy oraz „kilka metrów sześciennych” kolumn, które słuchałem, ale nie opisałem tutaj, jednak gdyby każdy wpis był tylko zwykłym testem i moją subiektywną opinią na jego temat, to nie oddałbym 2/3 emocji, które towarzyszą mojemu codziennemu „przepinaniu kabli”.

Te 2/3 emocji to właśnie te codzienne treningi, biegi dookoła jeziora po dobrze znanej ścieżce, ale jednak inna pogoda, inny nastrój, inne tempo, inny repertuar, inna matryca połączeń, to wszystko sprawia, że stopa stawiana na dobrze znanej ścieżce upada pod trochę innym kątem. Czasem trening wyjdzie jak brylant, czasem ledwo uda się doczłapać do domu. Tak samo konkretny wzmacniacz Elaca czy Telefunkena jednego dnia może grać genialnie, a innego tak, że lepiej spuścić kotarę milczenia. Efekt robi cała matryca – repertuar, źródło, wzmacniacz, kolumny i tzw. dyspozycja dnia.

Opisując sprzęty z uwzględnieniem tych wszystkich parametrów z pewnością dotrę do całkiem sprzecznych opinii na ten sam temat. Jednego dnia konkretny piec będzie mistrzostwem świata, inne będzie męczył moje uszy. Tak samo jak treningi po tej samej ścieżce… inna forma… inne buty… inna pora dnia i wszystko może wyglądać zupełnie inaczej.

Chciałbym jednak rozpocząć taki cykl: Biegi Treningowe aka Codzienne Przepinanie Kabli w skrócie CPK

Nie będą to stricte recenzje sprzętów, ale relacje z sesji, gdzie całkiem losowo będę porównywał to co akurat mam pod ręką albo intuicja każe mi przynieść z garażu versus repertuar, który siedzi w mojej głowie.

Pierwszy wpis w tej kategorii już niedługo!