SONAB OA-5 TYPE 2 – Up the Downstair

Ortho Acoustic Series

Termin Ortho Acoustic Series odnosi się do linii głośników zaprojektowanych przez szwedzkiego inżyniera dźwięku Stiga Carlssona. Nazwa jest zbitką słów „ortogonalny” i „akustyczny”, co odzwierciedla unikalną filozofię projektowania. Ortogonalny, czyli umieszczony pod kątem 90 stopni, prostopadły. W przypadku głośników… skierowany do góry. Takie właśnie są głośniki Sonab OA-5

Podstawową zasadą, która legła u podstaw głośników Ortho Acoustic, jest traktowanie pomieszczenia jako integralnej części systemu reprodukcji dźwięku, a nie jako przeszkody do pokonania. Zamiast kierować dźwięk prosto na słuchacza w wąskim „optymalnym punkcie odsłuchu”, projekty Carlssona wykorzystują strategicznie ustawione przetworniki i obudowę, która ma być umieszczona przy ścianie. Taka konfiguracja wykorzystuje odbicia dźwięku od powierzchni pomieszczenia na swoją korzyść, tworząc szeroką, naturalną i wypełniającą całe pomieszczenie scenę dźwiękową.

Historia moich poszukiwań

Sonab OA-5 Type 2 to najpopularniejsze kolumny zbudowane wg. filozofii akustyki prostopadłej. Ich znalezienie nie powinno być trudne, a jednak… polowałem na nie prawie dwa lata. Oczywiście nie było to polowanie na zasadzie przeżycia albo śmierci głodowej, jednak ilekroć już wykonałem telefon to było za późno, albo za daleko i bez wysyłki, albo akurat w danym momencie miałem inne priorytety. W międzyczasie trochę czytałem o tych Sonabach, głównie z powodu użytego do ich budowy szerokopasmowego głośnika Philips AD 9710M /01. Przymierzałem się też do kupna niższego modelu Sonab OA-4, ale sprzedawcy okopali się i nie dało się ruszyć przesadzonej jak na nie ceny około 1000 zł. W międzyczasie kupiłem inne głośniki oparte o wspomnianego Philipsa 9710, czyli mało znane Studio System 838/764 i… entuzjazm mi opadł.

Jednak z godzin spędzonych na forach zapamiętałem głównie jeden głos: „z Philipsów AD 9710 nic lepszego nie wymyślisz niż Sonab OA-5„. Czy to prawda? Nie wiem, ale świat jest pełen konstrukcji DIY opartych o tego Philipsa…

Kupno

No i pojawiły się. Blisko mnie. Nie od handlarza, a w moim ulubionym komisie meblowym, gdzie można obejrzeć, posłuchać, dotknąć, potargować się…

Po godzinie od publikacji oferty:

  • Tomek, ej… coś dla Ciebie… – Kamil wysyła mi link.
  • Wiem wiem, widzę i biję się z myślami czy je wciąż chcę….

Tego samego dnia wieczorem pyta ponownie:

  • To co? Dziś wieczór z Sonabami?
  • Niee….. – odpowiadam bez przekonania.

Kolejnego dnia rano:

  • PATRZ KAMIL CO KUPIŁEM!!! 😀

Sonaby mają numery sześciocyfrowe, czyli są z końca produkcji (choć zdania są podzielone, czy wyprodukowano 100.000 egzemplarzy czy jednak 100.000 par). Obie kolumny mają różne kolory. Nie jestem kobietą więc nie wiem jakie, ale mogą być następujące: teak, palisander, dąb, orzech. Trzeba wybrać dwa kolory z puli.

Niestety jeden Philips gra z artefaktami przy głośniejszym graniu. Musi więc iść na serwis do Acoustic Kolbudy, a ja w tym czasie jadę na wakacje.

Montaż

Demontowałem jednego Philipsa w pośpiechu, aby szybko oddać na serwis i … jak po trzech tygodniach miałem go zmontować to… znalazłem w środku kolumny woreczek śrubek, szmatkę-maskownicę, kosz na głośnik, cztery odcięte przewody, z których jedna para bez oznaczeń…. krążki watoliny do wygłuszenia…. Biorę komórkę i szukam zdjęć z demontażu…. na pewno je zrobiłem… na pewno… hmmmm.

Zdjęć nie ma. Nie chce mi się rozkręcać drugiego egzemplarza, więc szukam w necie schematu demontażu i montażu. Znajduję i czytam:

  • Pod żadnym pozorem nie odkręcać trzech dużych śrub – trzymają one kosz i są specjalnie wyregulowane przez inżyniera Sonaba…

Kosz leży luzem, a w woreczku mam 3 duże śruby 🙂 Brawo! Warto czasem instrukcję przeczytać przed demontażem 🙂

Po nitce do kłębka, w końcu odszyfrowałem co i jak ma być, przylutowałem odpowiednio przewody, dokręciłem kosz z wygłuszeniem i podłączyłem je do wzmaka.

ZWYCIĘSTWO!! Grają! 🙂

Ale jedna jakby ciszej… kombinuje, przekładam kable, zamieniam kolumny stronami… W końcu zaczynam rozumieć, czemu nie trzeba było ruszać śrub montażowych kosza. Nie chciałem tego robić, ale musiałem rozkręcić drugi egzemplarz – i faktycznie, śruby w tym skręcanym przeze mnie docisnąłem o 1 cm za bardzo, przez co zbytnio tłumiłem tył szerokopasmowca. Poluzowałem śruby identycznie jak w referencyjnym egzemplarzu, skręciłem ponownie i… PONOWNE ZWYCIĘSTWO!!!

Zagrały idealnie, równiutko, symetrycznie.

Pierwsze odsłuchy

Kosmos.

W swojej epoce, mówili na nie „pudełka zapałek” postawione na krótkiej ściance. Patrząc na nie dziś, po zdjęciu drucianych maskownic, wyglądają jak system radioteleskopów do nasłuchiwania kosmosu. Mój znajomy nazwał je też „muzycznym sedesem”…. ale to bardzo nietrafne porównanie.

Zostańmy w kosmosie, bo tak właśnie czujesz się przy pierwszych dźwiękach z SONAB OA-5. Niesamowite uczucie, jakbyś schodził po schodach do góry, albo wchodził w dół. Nie masz pojęcia co właśnie się dzieje. to nie powinno grać tak jak gra. Całe pomieszczenie wypełnione dźwiękiem, ale nie ma w tym żadnego chaosu, jest doskonała holografia.

Jako wzmacniacz gra Metz 485. A muzyczne niebo robi się szczegółowe jak nocą w Bieszczadach. Zastanawiasz się raz jeszcze, jakim geniuszem był Stig Carlsson, że postawił skrzynkę głośnikami do góry, włożył do niej szerokopasmowca owiniętego w firankę, dobrał wygłuszenie, dorzucił 4 małe tweeterki, każdy ustawiony w innym kierunku, zamknął drucianą siatką i zgrało to tak, że nie wiesz do końca co się właśnie wydarzyło.

Jest jasno, ale tak przyjemnie jasno, jedwabnie jasno, nie ma żadnej ostrości (bardzo częstej w głośnikach Philipsa), środek i wokale są cudowne. Zjawiają się dokładnie w środku sceny, lub tam. gdzie miały się pojawić. Nie musisz siedzieć dokładnie po środku, tolerancja na poruszanie się fotelem po pokoju jest jedna z większych wśród kolumn, które znam.

Dziś po południu zmieniam piec na Telefunken Opus 301. 2x60W. Niemiecki monster sprzed połowy wieku.

W powietrzu pojawia się bas. Nie jest to ciężki i głęboki bas jaki potrafią zrobić Dittony 44, ale ma on w sobie coś wciągającego dla dorosłych mężczyzn. Nie jest głośny, ale jest niski. Również nie wyciska Ci powietrza z piersi, ale czujesz jego obecność całym ciałem. Jest jak śpiew Leonarda Cohena na ostatnich płytach. Nie trzeba śpiewać głośno aby śpiewać nisko.

Dane techniczne

OA-5 był jednym z najbardziej ikonicznych modeli i występował w kilku wersjach. Poniższe parametry odnoszą się do wersji Type 2, która jest jedną z najczęściej spotykanych.

  • Zasada działania: Głośnik ortoakustyczny, wielokierunkowy, z obudową typu bass-reflex. Warto zaznaczyć, że nie ma tradycyjnego otworu wentylacyjnego, a dwie szczeliny na spodzie obudowy, które mają podobne działanie.
  • Wymiary (wys. x szer. x gł.): 61 x 24 x 43 cm
  • Masa: około 10 kg
  • Przetworniki:
    • Niskotonowy/Średniotonowy: 1 x 22 cm głośnik szerokopasmowy Philips 9710.
    • Wysokotonowe: 4 x 5 cm głośniki stożkowe Peerless MT20HFC.
  • Pasmo przenoszenia (DIN 45500): 37–18 000 Hz.
  • Impedancja: Około 7 Ohm.
  • Częstotliwość podziału zwrotnicy: 2700 Hz.

Podsumowanie

Szokująco ciekawe. Każdy, kto interesuje się historią sprzętu vintage powinien poznać ten specyficzny głośnik. U mnie na pewno wrócą w sesjach CPK.

Dodaj komentarz