SABA VS 100

Dla SABY w latach 60/70 produkcja wzmacniaczy takich jak SABA VS 100 to była całkowita nisza. Jeżeli wierzyć katalogom z tamtych czasów cała siła produkcji szła w kierunku jednostek sterujących zwanych dźwięcznym słowem „Steuergerät„. Jednostka centralna, jednostka sterująca to nic innego jak amplituner, czyli wzmacniacz i radio w jednej skrzynce, do której można podłączyć z jednej strony gramofon i szpulowca, a z drugiej – kolumny.

Wzmacniacz i radio osobno?

A dlaczego? A komu to potrzebne?

Audiofilskie (albo księgowe?) zapędy aby wszystko dzielić i sprzedawać osobno (znane z kolejnych dekad) dla praktyków ze Schwarzwaldu na początku lat 70-tych nie były wyrocznią dobrego grania. Ich podstawowym produktem z półki HIFI była jednostka sterująca! Taką jednostką sterującą jest magnum opus lat 60-tych czyli Saba Studio I Automatic. Jednostką sterującą jest genialna SABA Studio IIA – jeden z najwybitniejszych amplitunerów na tranzystorach germanowych. Również mianem Steuergerät można nazwać SABĘ 8080.

Po co więc rozdzielać coś to tak dobrze działa razem?

VS 80 oraz VS 100

W katalogach z pierwszej połowy lat 70-tych można znaleźć tylko dwa wzmacniacze. Tak naprawdę jest to jeden wzmacniacz czyli SABA VS 80, o mocy 40W (muzycznej), który w 1974 roku przeszedł lifting (inne nakładki na suwaki), dostał 10W mocy muzycznej więcej i zmienił nazwę na SABA VS 100.

Będąc w wirze eksploracji sprzętów SABY z lat 70-75 udało mi się kupić VS 100. Choć polowałem na VS 80, jako ten, który jest starszy, czyli bardziej generyczny, udało się trafić w pierwszej kolejności wersję trochę młodszą, trochę ulepszoną… czy to dobrze? Czy mocno się różnią? Dowiem się, kiedy uda mi się posłuchać ich równolegle.

Wrażenie wizualne

Kiedy dotarła do mnie paczka, pierwsze co zrobiłem to lekko ją potrząsnąłem. Wspomnienie „grzechotki” 8070 wciąż było świeże. Na szczęście NIC nie grzechotało. Z pierwszego kartonu wyjąłem drugi. Z drugiego trzeci. W trzecim było zawiniątko w folii, a pod folią … kawał solidnego wzmacniacza.

ZERO kompromisów.

W przeciwieństwie do wydmuszkowej-plastikowej SABY 8070, ten wzmacniacz, to prawdziwy pancerny tygrys. Solidne drewno dookoła, front z grubej blachy. (Mam wrażenie, że taką jakość wykonania dziś otrzymujemy w sprzętach za grube dziesiątki). Do tego SABA VS 100 jest … bardzo ładna! Można powiedzieć, że jest designerska. Drewno, czarny front (trochę jak filozofia Sansui) srebrne przyciski i suwaki. Na środku, centralnie, symetrycznie napis: HiFI VS 100 stereo, oraz w nowym wierszu: SABA

Powiedźcie proszę, czy po 50 latach projektowanie użytkowe poszło dalej? Czy produkty Apple i ich opakowania są ładniejsze? Czy rozkładana tektura opakowania karty Revolut robi większe wrażenie? A może nowy grill BMW będzie takim samym klasykiem opisywanym za 50 lat jak ja to czynię dziś z tą SABĄ?

Herr Tomasz, pisz Pan jak to gra!

Ogrzewam SABĘ przez pół dnia podziwiając jej piękno. Intuicja mi mówi, że skoro jej stan wizualny nie wskazuje na pobyt na PSZOKU, to musi być sprawna. Taki czołg jak ona przeżyje nawet bombardowanie Norymbergi (polecam film, Russell Crowe musi dostać Oscara).

No więc gra! Gra całkowicie technicznie poprawnie. Odpala się na przysłowiowego „strzała” i nic nie trzeszczy, nic nie burczy. Dźwięk czysty i symetryczny.

SABA VS 100 + Ditton 44

Spinam ją z Ditton 44 (czyli kolumnami, z którymi testowałem 8080 oraz 8070) i pierwsze wrażenie jest takie, że SABA VS 100 to miks brzmienia K+H ES 20 oraz SABA 8080. Czemu nie? Przecież K+H ES 20 to dzieło w pewien sposób powstałe już w trakcie współpracy Klein+Hummel z SABĄ. Podobny rozmiar, podobne ambicje i podobne brzmienie.

SABA VS 100 względem 8080 gra szybciej. Wybrzmienia są bardziej precyzyjne. Dlatego na myśl przychodzi mi krystalicznie czysto brzmiący bliźniak od K+H, ale jednocześnie brakuje trochę potęgi i „deleya” od SABY 8080. Bas jest potężny i muszę go ściszać, co robiłem chyba tylko w 8080, ale ogólne wrażenie jest takie, że całość jest mniej kolorowa, że jest trochę bardziej na poważnie, trochę w kierunku khm… audiofilii.

SABA 8070 leży i kwiczy zmiażdżona. Ale 8080 w żadnym wypadku. Dzieją się rzeczy, których nie potrafię zrozumieć. Dźwięk jest szybki i klarowny, ale w porównaniu z mięsistą i pełną pogłosów SABĄ 8080 tutaj jakby lokalizacja instrumentów na scenie była mniej precyzyjna. Powinno być odwrotnie, prawda?

Łyk wytrawnego wina.

SABA VS 100 + SABA IIA

Z winem wytrawnym jest tak, że jest to pewien słowny paradoks. Wytrawne, znaczy też z angielskiego suche, ale to suche czasem jest bardzo głębokie w smaku, a czasem płytkie. I kiedy połączyłem dwie SABY ze sobą, (oczywiście bolejąc, że IIA to moje najlepsze kolumny SABY) to zrobiło się wytrawnie i głęboko. Całkowicie w zapomnienie poszły wspomnienia tego jak przyjemnie może bulgotać struna głosowa Leonarda Cohena na SABIE 8080 i Dittonach 44. Otworzył się jednak trochę inny, ukośny wszechświat – gdzie dźwięki są precyzyjne, głębokie i wytrawne.

Epilog

Zostaję w tej konfiguracji na kilka dni. SABA VS 100 + SABA IIA dają mi możliwość słuchania muzyki bez uporczywego myślenia o przepinaniu kabli. W przyszłym tygodniu być może trafią do mnie trzy kolejne SABY serii 8XXX, choć wiele po nich się nie spodziewam. Pora też wreszcie wtargać ponownie za salony wspominane wcześniej ule 🙂

Dodaj komentarz