Karnawał w Rio. W głowie mam kolorowo, a świat obraca się dookoła przed moimi oczami. Siedzę na fotelu i wtapiam się w niego jak lewa część twarzy Petera Gabriela na okładce jego trzeciego solowego albumu. Nie dowierzam w to co słyszę, nie mogę opanować euforii.

Dzisiaj z serwisu wróciła SABA Studio IIA. Dokładnie TA SABA, którą kupiłem i opisałem rok temu. Ta sama dla której szukałem AD166. Wtedy pograłem nią kilka dni na Dittonach 15. Potencjał był ogromny, choć sam amplituner niedomagał, po rozkręceniu było widać próby napraw, a po włączeniu przez kilka minut szumiał, zanim się wyszumiał i zaczął grać. Podłączyłem go tylko kilka razy i ustawiłem w kolejce do serwisu. SABA stała w niej mniej więcej tyle samo ile czeka się w kolejce na pilny zabieg w NFZ, czyli rok. W międzyczasie Kamil dosłał mi swoją ze Śląska, również Sabę Studio IIA, również wymagającą pomocy w NFZ dla amplitunerów.
Przyznam, że miałem wątpliwości, czy zrobi ona na mnie wrażenie po roku przerzucania innych sprzętów, często droższych i nominalnie wyższych w hierarchii… Robiłem ten serwis w pewnym sensie po to aby porządkować rzeczy, aby kolejny ampli nie stał na podłodze w salonie czekając nie-wiadomo-na-co.
Karnawał w Rio
Pierwsze wrażenie to fantastyczna lokalizacja wokalu. Można to powiedzieć o dziesiątkach sprzętów. Ale kiedy SABA Studio IIA napędziła prądem kolumny Celestion Ditton 44 to aż przysiadłem w fotelu i przez dwie godziny nie mogłem się ruszyć. Myślisz sobie: „cóż może mnie jeszcze zaskoczyć!?” . Otóż może, i to sprzęt, który stał przez rok pod szafką, czekając na serwis. Mało kiedy jak właśnie w tym momencie to wyświechtane powiedzenie miało więcej prawdy i sensu: „Annisette Koppel z duńskiego zespołu The Savage Rose śpiewająca utwór We Go On stała na scenie dokładnie przed Tobą, stała jak żywa, … i śpiewała swoim zmęczonym głosem, który roztapiał Cię jak płomień topi wosk”.
Audiofilski frazes – wokalistka stała przed Tobą i śpiewała, ale dziś naprawdę stała. Saba Studio IIA dokonała tego na najwyższym, eksperckim poziomie. I nie było to żaden zabieg techniki i inżynierii akustycznej w białych rękawiczkach w zestawie. To był karnawał, radość i euforia.

Jestem naładowany endorfinami, zaskoczony tym – jak bardzo mi się, ponowie, po roku, podoba granie tej SABY. Dzisiaj moje wahadło jest skrajnej pozycji, gdzie rządzi melodyjność, zabawa i muzyczny makijaż, nasycenie dźwięku. To coś zupełnie innego niż Klein+Hummel/Telewatt czy Revox/Studer mający swoje korzenie w elektroakustyce studyjnej. Dzisiaj nie oczekuję neutralności, idealnego odwzorowania. Dzisiaj jestem absolutnie oczarowany atmosferą, koncertem jaki gra w moim salonie. Wow, wow, wow….
Mam ochotę dosłownie stanąć na tarasie i krzyczeć na cały Gdańsk: „SABA Studio IIA to najlepszy wzmacniacz na świecie!!!„
* * *
Martwi mnie tylko jedna rzecz… Czy jutro Kamila egzemplarz dotrze na Śląsk w identycznym stanie w jakim dziś wyjechał z Pomorza….
