Lubię kupować sobie pamiątki. Z każdej podróży staram się przywozić jakiś kontekstowy winyl. Twelfth Night z UK, z Andaluzji płytę grupy Triana, a z Quemper w Bretanii kompletnie nieznany zespół o nazwie Mor. A kilka dni temu bylem na jeden dzień w Berlinie. Moje córki miały swoje marzenie – zobaczyć j-popową gwiazdę Ado… a ja byłem ich szoferem. Po konsumpcji tradycyjnego kebaba, zakupie kilku butelek Berliner Kindl i odstawieniu dziewczyn pod Uber Arena – otworzyłem moją ulubioną niemiecką aplikację czyli kleinanzeigen… taki ich olx.

Ustawiłem okrąg lokalizacyjny na Berlin, kategorię na Audio & Hi-Fi i rozpocząłem poszukiwania pamiątek. Kiedy czytam nazwy berlińskich dzielnic: Pankow, Mitte, Kreuzberg, Wedding… cały czas mam głowie berlińską trylogię Dawida Bowie, płytę Lou Reeda – zatytułowaną właśnie Berlin oraz oczywiście Stationary Traveller – Camel. Każdy z wymienionych „dzieje się” w tym mieście.
Mój język niemiecki ogranicza się do umiejętności zabawy w wojnę za dzieciaka na osiedlu i głośnego krzyku Hände hoch, oraz kilku cytatów z Cartmana z South Parku (nie będę ich przytaczał). Na szczęście mamy chata gpt, który w moim imieniu nawiązał miłą konwersację z kilkoma osobami posiadającymi vintagowy sprzęt. Z przyjemnością pisałem do osób, których oferty oznaczone były jako kein Versand. I kiedy osoba, z którą pisałem delikatnie starała się mi przekazać, że kein Versand… ja odpowiadałem: „hahaha – jestem w Berlinie!„.
W jednym przypadku rozmowa skleiła się dość szybko i Hans, który miał wystawiona piękną lampową SABĘ Konstanz Stereo KN 16 napisał, że jest w domu, że mogę podjechać na Pankow. Spojrzałem na nawigację i odpisałem, że będę za 15 minut.

Nie spóźniłem się ani minuty, a Hans czekał już na mnie przed kamienicą trzymając w ręku przepiękny kawałek mebla. Zaparkowałem tuż obok na parkingu przy Aldim i dokonaliśmy wymiany towaru na euro. Hans coś do mnie zaczął mówić w języku germańskich oprawców, ale przerwałem ten monolog cytatem z CK Dezerterzy: ich weiss nicht... i przeszliśmy na angielski. SABA miała dobre życie. Nie trafiła na chodnik, nie leżała latami w zatęchłej piwnicy. Gdybym dobrze spojrzał w oczy Hansa z pewnością zobaczyłbym jak szklą się, a po policzku spływa łza. Uroczyście zapakowałem ją do bagażnika i pojechałem do hotelu aby spokojnie otworzyć Berliner Kindla. To był mój jedyny zakup tego dnia, choć konwersowałem jeszcze z innym Hansem, który miał wystawione kolumny Elac LK 4100…. ale nie było go w domu, a kiedy miał być w domu to już mnie miało nie być w Berlinie.
Budowa

Sześćdziesiąt lat zaklęte w jedną chwilę. Kiedy patrzysz na rocznik i czytasz, że jest to rok 1965-ty, a sprzęt wygląda tak, jakby dopiero co był kupiony w sklepie meblowym to zaczynasz czuć pewien respekt. To były czasy, gdy produkowało się sprzęt w taki sposób aby być z niego dumnym, a cena była obliczana na końcu na podstawie wartości wykonanej pracy.
SABA Konstanz 16 to tak naprawdę radio. Ma wbudowane dwa szerokopasmowe głośniki umieszczone w tej samej drewnianej skrzynce. Możemy ją postawić na parapecie w kuchni i włączyć do prądu (plug&play AD 1965), ustawić UKF, fale średnie lub długie i słuchać dowolnej rozgłośni. Lampa EMM803 pokazuje poziom dostrojenia oraz sygnalizuje czy sygnał jest mono czy stereo.
Ale wystarczy wpiąć trzy kable aby to „radio” stało się pełnoprawnym amplitunerem. Do wejścia wpinamy źródło zewnętrzne (magnetofon lub gramofon), a do wyjść na kolumny kable z wtykami DIN2, które automatycznie odłączają wbudowane głośniki i puszczają sygnał na zewnętrzne.
Regulatorami możemy dostroić poziom basu, sopranów, balans i poziom głośności. Nic więcej nie trzeba!
Wewnątrz poza wspomnianą EMM803 pracują dwie ECL86 oraz ECC85, ECH81 i EAF801.
Pierwsze wrażenie

TAK!
„Tak” to pierwsze wrażenie. Każdy sprzęt, który podpinam na samym początku przechyla moją wskazówkę na lewo bądź prawo. Czasami z trudem zmuszam się do słuchania go przynajmniej cały jeden wieczór, a innym razem stoi na piedestale tydzień lub dłużej. Nie musi to oznaczać, że jest wyjątkowy i od razu TOP3. Po prostu jego słuchanie sprawia mi przyjemność i gdyby nie moja pasja związana z przepinaniem kabli między sprzętami – mógłby stać i grać nawet dekadę.

SABA Konstanz 16 to model tożsamy z SRI 18 oraz SRI 16, ale zbudowany na innych lampach w końcówce oraz bardziej kompaktowy – czyli tzw. „jamnik lat 60-tych” z wbudowanymi głośniami i zapewne w 95%-tach wykorzystywany właśnie jako parapetowe radio. Każdy kto chciał coś więcej – sięgał po model SRI, niemal dwa razy droższy, albo po magnum opus SABY tamtych lat – wersję Stereo I Automatic.
SABA Konstanz 16 gra …. bardzo podobnie do SRI-16. Patrząc na konstrukcję zupełnie mnie to nie dziwi. To jest brzmienie po ciemnej stronie mocy. Ma na sobie lampowy kocyk. Jest delikatnie przytłumione, co przy głębokich ale ciemnych kolumnach jakimi są Ditton 44 może się ortodoksyjnym cykaczom bardzo nie podobać. Ale ja za tym szaleję 🙂

Przesłuchałem taką muzykę:
- playlista audiofilska – wiadomo, że to dobrze gra, bo audiofilskie playlisty w większości set-upów grają ok, dlatego coraz mniej je lubię, bo jednak wolę słuchać muzyki a nie sprzętu, choć liczę się z tym, że w matrycy połączeń będę każdą płytę słuchał na innym zestawie.
- playlista jazz-noir – wiadomo, że dobrze, bo to jest piękna playlista, ale jeszcze mniej wymagająca niż audiofilska
- The Beatles – Revolver – mega fajnie, specjalnie szukałem albumu z rocznika zbliżonego do SABY i nie zawiodłem się, a jest to dość chropowaty album!
- The Beatles – Rubber Soul – to już było oderwanie muzyki od sprzętu. Po prostu grała muzyka, a ja jej słuchałem
- Lou Reed – Berlin – Całkiem ok, ale …
- Camel – Stationary Traveller – … tak czekałem, aż włączę tego Camela, że nie moglem się cieszyć Lou. Camel OK.
- Steely Dan – Can’t Buy A Thrill – ten zespół też potrafi zagrać fantastycznie na wielu zestawach, aczkolwiek na tych bardzo detalicznych w połączeniu z perfekcyjną realizacją potrafi być aż za bardzo intruzyjny. Paradoksalnie lubię słuchać Steely Dan właśnie na zestawach nieperfekcyjnych, przykrywających detal kocem. Taka jest SABA Konstanz 16.
Podsumowanie

Wszystko się zgadza. Jej pozycja w katalogu SABY z 1965 roku, jej cena względem równoległych modeli. Bo SABA SRI 16 była droższa i gra o pół poziomu ciekawiej, Automatic to już inna liga. SABA Konstanz 16 to ciemna strona mocy i lampowy kocyk. Jest jedną z tańszych lamp SABY, o ile nie najtańszą w tamtych latach wśród tych grających stereo. Jest pomiędzy kuchennym radiem z parapetu a sprzętem hifi zasługującym na własną półkę….
ALE!!
Ale ona i tak gra o wiele lepiej niż Grundig Stereomeister 35, który o prawie rok zatrzymał chęć mojej edukacji w świecie vintagowych lamp!!
SABĘ Konstanz 16 można kupić czasami za 300-400 zł. Nawet za 600-700 zł to jest wciąż ekstremalnie tani próg wejścia w świat lamp. W tej cenie można kupić najtańsze chińskie hybrydowe gówienka z dumnie prężącymi się dwoma lampami w sekcji pre ponad niewielkim chasis. Taki zakup potrafi ostudzić chęć głębszej eksploracji świata lamp nie na pół roku, a na długie lata.
Z drugiej strony jest SABA Konstanz 16, którą przy odrobinie cierpliwości i szczęścia można kupić poniżej 100 euro. Ale nawet płacąc 2 x tyle to jest wciąż bardzo dobry deal. Nie spotkałem innego modelu, innej marki, która dawałaby tak tanią możliwość wejścia w świat vintagowych wzmacniaczy/amplitunerów opartych o lampy.
Można też pójść do salonu audio i wydać 20 x tyle kupując coś losowego i przejść ścieżką obok miejsca, w którym gra muzyka.

„W tej cenie można kupić najtańsze chińskie hybrydowe gówienka z dumnie prężącymi się dwoma lampami w sekcji pre ponad niewielkim chasis.
Taki zakup potrafi ostudzić chęć głębszej eksploracji świata lamp nie na pół roku, a na długie lata.”
Na granicy polsko-chińskiej powstało takie cudo: TAGA
Recenzje na Allegro zdają się potwierdzać fakt, że na zmęczone tranzystorem uszy,
najlepszym okładem będą lampy.
Nie myśląc ani przez chwilę, będąc SMART, klikamy w „kup teraz” i … do końca swoich dni
cieszymy się płaskim dźwiękiem, który utknął w kolumnach.
Nie wiem, jak z modelami wyżej, ale HTA-25B odebrał mi smak życia.
To nie jest urządzenie LAMPOWE w pełnym znaczeniu tego słowa.
To urządzenie symuluje dźwięk LAMPOWY.
Do słuchacza nie są doniesione 3 podstawowe walory brzmienia lampowego:
– barwa dźwięku
– głębia jego tonu
– naturalna miękkość (TAGA ma sterylność i „smak” chińskiej zupki)
Po wykopaniu z domu tego lewiatana, nałożyłem kompres na czoło: 4 x EL95
Oda do KUBY-IMPERIAL 769: https://www.youtube.com/watch?v=ze8U4ofISR0
KUBA-IMPERIAL 769 – pierwszy raz widzę taką szafeczkę! 🙂
HTA-25B – kupił kiedyś Kamil z Pszowa (za każdym razem jak tak określam Kamila, czuję się jakbyśmy się przenieśli do czasów z Krzyżaków a Kamil z Pszowa byłby kolegą Juranda ze Spychowa)… starał się nawet aby mu się podobało, ale zapytany po tygodniu jak tam TAGA… przyznał się, że skorzystał z prawa zwrotu, a na temat brzmienia za wiele nie chciał mówić 🙂
No i narobiłeś mi smaka na J.J.Cale’a…
nie, całej szafki nie posiadam
jeno chassis (769)
ELL80 wyparowały, a końcówka zmieniła nieco stan skupienia swojej mocy > EL95
ALE …
z kolumnami RECTILINEAR 3 (tak, to te od Ellingtona, choć wersja „mini”) gra
to pastelowo i – nie boję się tego zdania – z głębokim rozbłyskiem tonów wsobnych.
Z Isophon p25a – bardzo obiecująco, ale nie mam pełnego obrazu ze względu na
ograniczenia pasma 50 – 10 000 Hz
Z Telefunkenami 7000 – nie za bardzo. Zbyt niska skuteczność i droga robi się „mulista”.
Trumienki grają ciemno i potrzebują więcej prądu
(z chorągwią przybywa Tandberg 1040 i jest OK)
Grateful Dead – Black Peter
https://www.youtube.com/watch?v=obGR_pqGYW0&list=RDobGR_pqGYW0&start_radio=1