SABA HiFi Studio 8090 Stereo

Patrząc na tabelę serii 8XXX, SABA 8090 byłą ostatnią „dużą” SABĄ z tej serii, jaka powstała w głowach inżynierów a następnie na taśmach montażowych w Szwarcwaldzie. To były lata 1975-1977. Płynnie zastąpiła ona model 8100 (który wszedł na rynek dwa lata wcześniej) i nominalnie była przez dwa lata najwyższym modelem serii 8XXX. Jednak seria 8XXX czyli seria „Studio” oddała w tym samym czasie rolę flagowej serii SABY dla serii Ultra HiFi czyli 9XXX.

Ten taktyczny ruch marketingowy można porównać do sytuacji, w której Toyota zaczyna reklamować Corollę jako swój flagowy – najwyższy w rozwoju model auta tylko dlatego, że wycofała z produkcji Avensis i Camry. Jednak dla specjalnych klientów – za kotarą dzielącą salon na pół – można kupić Lexusa, czyli markę premium przedsiębiorstwa Toyota Motor Corporation.

Tak więc można bez technicznego cienia kłamstwa powiedzieć, że SABA 8090 była flagowcem serii 8XXX w latach 76/77.

Można również nie mijając się z prawdą powiedzieć, że SABA 8090 to drugi od dołu model serii 8XXX.

Dane techniczne

Karta katalogowa tego modelu wyglądała tak:

Budowa tej SABY jest trochę z dwóch światów. Z pierwszej połowy dekady drewniana obudowa, ale …. tylko widoczna część, bo jakiś pomysłowy Jurgen wymyślił, że spód może być plastikowy. Czarny plastikowy front, przyciski zlicowane z frontem, tak, aby jak najmniej się wyróżniały. Tylko jedno duże pokrętło – do strojenia radia (oraz rządek małych do strojenia pamięci). Każde z pokręteł jest czarne na czarnym tle. Volume, balance i tony wysokie/niskie – na suwakach.

Wygląda na to, że w głowach designerów używanie pokręteł było passe. A te, które były konieczne zaprojektowano tak, aby nie było ich widać.

Z tyłu klasyczne wejścia/wyjścia w standardzie DIN. Oraz tak jak w poprzednich modelach – cała tylna ściana w kapeluszach Motoroli 2N 3055.

fot. Olek

Jak to gra?

SABA 8090 trafiła do mnie w bardzo niefortunnym momencie. Ostatnie dni to naprawdę mocne przeżycia z prawdziwym flagowcem z poprzednich lat czyli 8120 oraz klasykiem z serii Ultra czyli 9240. Na szczęście nie muszę być na siłę obiektywny, lub – co byłoby jeszcze gorsze – na siłę zadowolony.

Włączyłem, posłuchałem, zmieniłem Dittony na SB86, posłuchałem, potem zmieniłem je zwrotnie. SABA jak SABA. Nic wyróżniającego się względem tego co już znam, nic lepszego od tego co już znam, nic nowego.

Ale wyobraźmy sobie, że SABA 8090 trafia do mnie dwa miesiące temu. Jestem wyposzczony nowości i gram nią cały weekend. Z pewnością siedziałbym godzinami na whatsupie i pisał Kamilowi: „Paaaanie! 250 zł! I jak to gra!! Musisz sobie kupić!!„. Robiłem to… ale przy innych modelach. Nie dlatego, że inne modele grały 10 x bardziej wybitnie, ale po prostu ciut lepiej, ciut ciekawiej. Z prostej przyczyny – były wyżej w hierarchii i ich dopieszczenie było na wyższym poziomie.

SABA 8090 jest tak naprawdę bardzo dobrym parapetem na początek poznawania serii 8XXX. Natomiast jeśli przygoda miałaby się skończyć tylko na jednym parapecie, to rekomenduję albo 8080 – który jest maksymalnie dociążony i płynący przez ten czarny ocean, albo 8120 – który jest najbardziej dojrzały.

Dzień drugi

Wymieniłem rano trzy żaróweczki i odpicowaną SABĘ 8090 podpiąłem na kolejny, cały dzień grania. W tle grała znakomicie, miękko i ciepło, mogłem zająć się pracą i nic mi nie przeszkadzało. A kiedy po południu zasiadłem w fotelu aby przesłuchać album Cheta Bakera, który właśnie do mnie dotarł – zapominałem już, że obok stoją lepsze amplitunery. Słuchałem i skupiałem się tylko na muzyce.

Podsumowanie

Gdybym miał ułożyć SABY w gradacji gdzie na początku jest ta najciekawsza (spośród tych, które poznałem przez ostatnie 2-3 tygodnie) to lista wyglądałaby tak

  • 8120
  • ex-aequo 8080 i 9240
  • VS100
  • 8090
  • 8070

Niestety to nie koniec…. 🙁

Idą kolejne….

Dodaj komentarz