Przeglądałem ogłoszenia na portalu naszych zachodnich sąsiadów i wpadło mi przed oczy jedno za śmieszne pieniądze: 20 euro. SABA 8080 – opis był krótki – stan wizualny jak na zdjęciach, nie włącza się… Amplituner wyglądał jakby stał na strychu większość swojego życia, z czego część jako podstawa pod inne cięższe przedmioty. Skrzynia była porysowana, dwa żeberka wyłamane. Ale na plus świadczyło to, że był wizualnie kompletny. Nic mnie tak nie zraża do kupna jak brak gałek, albo założone inne, nie z tego modelu. Ale tutaj wszystko było ori. Zapytałem więc o przesyłkę do Polski i ku mojemu zdziwieniu Gunther się zgodził. Koszt wysyłki był co prawda wyższy niż koszt amplitunera, ale trzeba było iść za ciosem.

Po tygodniu dojechała do mnie SABA 8080, stan był opłakany, ale dający duże nadzieje. Rysy na obudowie były powierzchowne, żeberka dało się dosztukować i wkleić, do tego latały luzem dwie części szybki na lewo i prawo od skali, ale szczęśliwie nie były złamane, a odkleiły się od swojego pierwotnego miejsca. Włączyłem ją do prądu, nacisnąłem power i … i nic. Zero wizualnej reakcji – nie zaświeciło się ani jedne światełko, ani jedna żarówka. Przysunąłem ucho do tej cięższej części obudowy i …. usłyszałem życie. Prąd płynął. Wpiąłem kolumny ustawiłem UKF, lekko podgłośniłem i… i zwycięstwo!!! Radio zagrało, do tego w obu kolumnach i bez żadnych zniekształceń!

Podłączyłem DACa, wpiąłem kolumny SABA IIA i usiadłem w fotelu. Nie mam pojęcia czy ta SABA nie grała od 10-ciu, 20-stu czy 40-stu lat, ale moje pierwsze wrażenie było wrażeniem ogromnej ulgi. Nie tylko dlatego, że ona gra, ale, że ona gra przepięknie! Co prawda wzmacniacz, który grał przed nią był trochę z innej bajki, bo był to Pioneer A-400, jednak SABA 8080 już od pierwszych dźwięków zagrała tak, że na sercu zrobiło się ciepło, miałeś ochotę zapaść się w fotel z kubkiem herbaty i płynąć przez ten spokojny ocean.
SABA 8080 gra (jak na niemca przystało): konturowo, ogromną szerokością, dociążeniem, takim tłustym oleistym dźwiękiem. ALE jest to olej czysty, krystaliczny, niczym nie zmącony. Z kolumnami SABA IIA dźwięk był tak pełny, tak kompletny, że nie zauważałem wcale, że to tylko niewielkie dwudrożne kolumny. W magazynach SABY z tamtych lat zachęcają do łączenia modelu 8080 z kolumnami IVA, V oraz 830.

Rekomendowany dobór nie miał znaczenia, moc muzyczna 2x40W (stąd „80”) w nazwie modelu z pewnością dałaby radę z większymi kolumnami, ale IIA grały w tym duecie bajecznie.
Powtórzę raz jeszcze: po kilka dniach z Pioneerem A400 wpięcie w system SABA 8080 cofnęło mnie do czasów, kiedy pierwsze tranzystorowe wzmacniacze grały jak lampy. A SABA 8080 weszła na rynek w 1970 (pojawia się w zapowiedziach w 1969 roku) i przez jakiś czas była flagowym okrętem ten serii. Musiała stawiać czoła nie tylko SABIE IIA, którą zastępowała na rynku, ale również znosić porównanie z lampową SABĄ Freudenstadt E. Zakładam, że gdyby wtedy pojawił się na rynku wzmacniacz tak brzmiący jak Pioneer A400 wiele osób przyzwyczajonych co ciepłego brzmienia lampy potraktowałaby jak jakiegoś dziwaka, którego do domu się nie zaprasza.

SABA 8080 to było poczucie wielkiej ulgi
Wpiąłem ją jeszcze do Dittonów 44. Kiedy zabrzmiały pierwsze dźwięki It’s a Miracle – Rogera Watersa, wiedziałem już, że to jest dokładnie to czego podświadomie oczekiwałem. Grubość dźwięku na poziomie Opusa 301 od Telefunkena czy Elaca 3400T… grubiej się już nie da. Jest ciężko, ciemno, fale są wysokie, ale grzywy nie łamią się na mieliźnie. Sinusoidy są regularne, łódka unosi się raz wysoko, raz nisko, ale czujesz się bezpiecznie. Motherboard – Daft Punk – podróż trwa, Traveling Light – Leonard Cohen…


Jestem fanem SABY
Wyszlifowałem obudowę i zaolejowałem. Szkiełka przykleiłem. Wstawiłem nowe żarówki. Zmieściłem się w 250 zł ze wszystkim. Co ciekawe stała taka sama na naszym rodzimym OLX za …. 3400 zł. Można w pierwszej chwili pomyśleć, że to cena z kosmosu… że chyba żona chciała aby mąż coś sprzedał, więc wystawił, ale że kupca nie ma to nie jego wina 🙂 Z drugiej strony jednak refleksja jest taka, że porównując jak ona gra (dodatkowo ta za 3400 zł była po pedantycznym serwisie) i jak gra coś co można kupić za podobną kwotę w salonie audio (czyli tzw. bieda-kwotę z perspektywy sprzedawców nowych sprzętów) to ta kwota nagle wraca na ziemię i wcale nie wydaje się taka oderwana od realiów.

A mieć taki dźwięk za 250 zł? To jest za darmo. Tylko trzeba mieć kolumny z epoki… bo na „pylonach” to nie pójdzie…

