SABA HiFi Studio 8070 Stereo

Rok 1975. SABA HiFi Studio 8070. Mój drugi amplituner SABY z ósemka z przodu – czyli ciąg dalszy serii Studio 8XXX. Tabela, którą sobie sam zrobiłem z oznaczeniem amplitunerów tej serii na linii czasu pomaga mi jednym spojrzeniem odnaleźć się szybko w tym uniwersum.

Rok plastiku

Tak więc rok 1975 był rokiem plastiku. Przynajmniej tak przedstawia go SABA 8070.

Od premiery opisywanego wcześniej modelu 8080 minęło 5 lat. W pewnością były to lata, kiedy kiedy księgowi podwinęli rękawy i zabrali się ostro do pracy. Model 8070 z daleka wygląda nawet porządnie, jest kilka centymetrów mniejszy od 8080, posiada zaokrąglone rogi i generalnie nic nie zwiastuje konstrukcyjnych dróg na skróty poprzez excelowe tabele kosztów. Kiedy się do niego zbliżamy okazuje się, że obudowa to nie szlachetne drewno, ale najbardziej podły wyrób drewnopodobny – plastik + folia imitująca kolor i fakturę orzechu. Można powiedzieć – znak czasów, a nawet znak postępu. Ale skoro plastik w 1975 roku to postęp, to skąd okleina imitująca drewno?

Okej, to tylko obudowa… ale idąc dalej w głąb – płyta montażowa, nie jest blachy, ale to również plastik. Tak… ważący kilogram transformator jest zamocowany czterema śrubami 4mm do plastiku. Co się z takim transformatorem dzieje podczas podróży kurierem? Jeden zwykły kurierski rzut paczką i całkiem porządne zabezpieczenie z zewnątrz nie jest w stanie zapobiec dekapitacji czterech mocowań trafa w plastiku.

Dotarła do mnie duża plastikowa grzechotka. Po rozkręceniu ze środka wysypało się trochę skruszonego plastiku a transformator wisiał na kilku nieurwanych kabelkach. Dodatkowo jedna płytka z układem elektronicznym także swobodnie poruszała się wewnątrz obudowy… Na szczęście udało się poukładać te puzzle, polutować co trzeba a trafo przykręciłem używając podkładek pod papiaki w miejscu strzaskanych oryginalnych mocowań.

Tranzystory to również zwykłe BD697/BD698 zamiast kapeluszy Motoroli EJ5027.

Uzupełniłem jeszcze brakujące oświetlenie i finalnie skręciłem plastikową obudowę.

SABA 8070

Pierwsze wrażenie

Brzmieniowo, ta SABA jeszcze się broni. Starałem się odłożyć na bok wszystkie autosugestie związane z masakrycznym downgradem konstrukcyjno-montażowym i dać jej szansę. W porównaniu z 8080 jest trochę jaśniej, trochę bardziej cienko, mniej tłusto, może nawet bardziej naturalnie. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że księgowi gotowali nas jak klasyczną żabę w garnku. Powoli, abyśmy nie zorientowali się od razu, że branża HIFI idzie w kierunku taniości i bylejakości. Sprzęty z półki HIFI tak dobre w latach 60-tych i na początku 70-tych miały celowo stać się tańsze w produkcji i stopniowo gorsze jakościowo. Po części po to aby bardziej napchać kieszenie, po części aby móc wyjść do klienta innej strony, z produktem klasy rzekomo wyższej – „ultra-hifi” i oczywiście jeszcze droższej.

Tym sposobem SABA 8080 w 1970 roku była topowym wzmacniaczem produkowanym przez tę firmę, ale po 5 latach, w 1975 roku model nazywający się niemal tak samo czyli 8070 był już najniższym modelem wchodzącym w skład katalogu nowości z tego roku.

Patrząc na ceny modeli moja hipoteza również ma sens.

  • Rok 1970 – model 8080 kosztował 1098 DM
  • Rok 1975 – model 8070 kosztował 950 DM

Czyli kupujący otrzymywał przekaz, że mimo inflacji, model niemal tak samo się nazywający, o mocy kosmetycznie niższej jest naturalnie kosmetycznie tańszy. Niestety nie może umknąć, fakt, że konstrukcyjnie jest tylko szczątkowo podobny do poprzednika.

Ale SABA 8070 wciąż nie gra źle!

Gra dużo dużo lepiej niż wiele wzmacniaczy z przełomu lat 70/80 w podobnej cenie. Jednak nie ma już w sobie tego czaru i tego ciepła jaki niespodziewanie otrzymałem z modelu 8080, który wręcz nawiązywał do takiego klasyka jak Studio IIA. Siedzę jak żaba w tym garnku, temperatura wody jest wciąż znośna i podoba mi się ta SABA 8070 na tyle, że słucham, zmieniam albumy i nie czuję motywacji aby natychmiast wyskoczyć. A znaleźć inny, lepszy amplituner poniżej 200 zł wcale nie jest tak łatwo.

Dodaj komentarz