Nick Drake nie wychodzi z mojej playlisty. Z różnych piosenek, które wpadają i wypadają, Nick Drake zawsze kończy się przesłuchaniem całego albumu. Zawsze byłem, jestem i będę melomanem ponad audiofilem. Sprzęt audio jest tylko narzędziem do tego, aby muzyka grała tak jak lubię. I o to właśnie w tym przepinaniu kabli chodzi – aby opaść z satysfakcją na fotel i przestać je przepinać, na tym utworze, tym albumie, wysłuchać go o końca, a potem… jeszcze raz.

Miał być weekend z ITT Schaub & Lorentz, miało być porównanie parapetu 4500 z parapetem 3500, ale w piątek odebrałem z serwisu amplituner Elac 2200T. Nie mój „rumuński” egzemplarz, a drugi, który kupiłem trochę jako tzw. „kontrolowaną niespodziankę dla Kamila”. Nie jest to częsty gość na aukcjach, a osobiście uważam, że jest to najlepszy Elac jaki ten świat stworzył.
Moje „elaki”:
Piszę to na podstawie przesłuchania poniższej listy:
- Elac 1000 T
- Elac 2000 T
- Elac 2100 T
- Elac 2200 T
- Elac 3300 T
- Elac 3400 T
- Elac 3401 T Quadrosound
Mój pierwszy egzemplarz, który opisywałem tutaj nie miał robionego serwisu, poza rozlutowaniem „sklejonych” ścieżek. Ten „nowy” poszedł do SPA dla starych Elaców w całości. I kiedy odebrałem go w piątek zostałem po prostu wciągnięty przez to brzmienie, ten czarno-drewniany look, ten klimat, aż po same wnętrzności.

Aby zachować ścisłość i wytłumaczyć meandry elacowej logiki, to Kamil był PIERWSZY. To on odkrył to cudo, ale nie do końca był pewny czy jest on początkiem czy końcem złotej ścieżki tej manufaktury z Kilonii. Dlatego aby móc pójść dalej sprzedał swój zestaw KEF Calinda + Elac 2200T i…. do dziś tego żałuje 🙂 Nowe jest zawsze inne. Czasem lepsze, czasem gorsze. Woda w rzece jest raz chłodna, a raz ciepła. Czasem dno piaszczyste, a kolejnego dnia w tym samym miejscu zapadasz się po kolana w mule…
W Audiofilskiej Księdze Ulicy piszą o tym syndromie w ten sposób:
Dwa razy do tej samej wody nie wchodzisz, mordo – nigdy. Chyba, że opchniesz wzmaka i narobisz sobie krzywdy. Bo choć rzeka płynie, a ty gonić chcesz nowości, to i tak odkupisz stare, by zaznać znów radości.

Tomek, a odsprzedasz mi swojego 2200T?
To było przez ostatni rok pytanie powtarzane przez Kamila regularnie co dwa miesiące. Przyznam szczerze, że raz nawet chciałem to zrobić. Byłem bliski propozycji, aby pogonić swojego 2200T, ale na szczęście poszedłem spać i rano zmieniłem zdanie zanim zdążyłem się zgodzić 🙂 Jednak pytanie było ponawiane, więc …. napisałem do Pani z DE na eBay, która miała takowego w stanie „nieznanym” wystawionego na sprzedaż, ALE tylko na terytorium Niemiec. Patrząc na hifishark – naprawdę nie jest to częsty gość na aukcjach – tak więc przystąpiłem do zmiękczania Pani Bettiny, że wysyłka do Polski to nic złego i bardzo proszę. Po kilku dniach już był! Cały, kompletny, w nienagannym stanie, nie grzebany, ale z lekkim szumem w jednym kanale – czyli do serwisu…. A w piątek z tego serwisu wrócił.

Porównanie
Ustawiłem obok siebie.
Pierwszy dziewiczy, niedotykany pomiarem, dryfujący przez 55 lat po Europie.
Drugi pomierzony, z wymienionymi kulejącymi elementami, ustawiony wg. serwisówki.
Jeden i drugi z daleka wyglądają i grają tak samo. Ale im bliżej się przyglądamy tym można zauważyć więcej różnic. Zupełnie jak z jednojajowymi bliźniakami. Zazwyczaj są identyczni, ale jakby się bliżej przyjrzeć to jeden jest…. lekko ładniejszy, a drugi brzydszy 🙂 Elac 2200T po serwisie grał trochę bardziej jedwabną górą – taką „absolutne zero piasku” oraz trochę głośniejszym basem. Głośniej-ciszej to pojęcie względne – zależne od położenia gałki volume oczywiście, ale starałem się to ustawić „na ucho” idealnie i za każdym razem ten po serwisie miał więcej dołu. Ale barwą był on taki sam, tak samo się zaokrąglał i wybrzmiewał, jednak zachowywał swoje parametry grając o stopień głośniej. Górę pasma sprawdzałem na TFK SB 86 czyli „maszynce do sprawdzania góry pasma” 🙂 Jak coś na „ulach” zagra dobrze, to generalnie zagra dobrze wszędzie. I w tym przypadku Elac 2200T po serwisie jakby ogarniał to lepiej. Jakby w trybach pracowała świeża kropla oliwy.
Szkoda, że nie można dźwięku zawrzeć w szklanej próbówce i pokazać jak wygląda przed i po – tak jak olej w skrzyni biegów. W przypadki skrzyni biegów zawsze dostaję małą próbówkę przed i po. Ten „przed” ciemny, ten „po” jasny… Istnieje nawet taka legenda, że w pewnym serwisie skrzyń biegów w Trójmieście na hasło „Yamaha to najlepszy sprzęt audio na świecie” – wymiana oleju za darmo 🙂

Reszta weekendu
Upłynęła na słuchaniu. Najpierw SB 86. Za jasno jednak, za natarczywie, za mało spokoju. SB 86 są bardzo trudne w codziennym spinaniu kabli. One muszą mieć swojego partnera. Potem doba z IMF Super Compact. I kiedy już wydawało mi się, że jest pięknie, że moim jedynym zmartwieniem jest czy posłuchać jeszcze raz Nicka Drake’a czy może Atom Heart Mother, postanowiłem wejść ponownie do tej samej rzeki, rozstawić na boki SABY, IMFy i Telefunkeny aby zrobić miejsce dla Królewskiej Mości: Celestion Ditton 44. To bezsprzecznie wciąż najlepsze kolumny jakie mam.
W tej rzece byłem rok temu. Określiłem wtedy połączenie Ditton 44 z Elac 2200T jako doskonałe, perfekcyjne. Jestem tu ponownie i muszę powiedzieć, że wszystko wygląda tak samo. Trzciny na brzegu, szybkość nurtu i dotknięcie na ślepo nogą faktury dna. Dużo kabli poprzełączałem przez ten rok. Powinienem być dalej, wyżej i głębiej. Może spędziłem za dużo czasu na słuchaniu muzyki, może nie szukam tak intensywnie jak inni, a może kręcę się w tym samym miejscu. Ale Ditton 44 + Elac 2200T rozkłada mnie w fotelu głębią, pięknem i spokojem.
Moje zwycięstwo polega na tym, że posiadając naprawdę niedrogi sprzęt nie zazdroszczę już nikomu. Ja już nie gonię. Jestem spełniony. Kolejne sprzęty kupuję nie dlatego aby coś polepszyć, ale tylko z ciekawości.
