Philips 22RH550 – Fish Eye

Mam podobne wrażenia odnośnie „Rybiego Oka”. Średniak, ale za tym średniakiem kryje się pewien spokój, może grać sobie w tle godzinami. Do tego wieczorem wycieraczki myją okna i jest pewna przyjemność z odsłuchu. A jak na krzem – ma pewną fakturę organiczną i „życie” w dźwięku – dobrze przy tym odtwarza gitary elektryczne zagrane na lampowych wzmakach – jak na krzem nawet iskrzą. Nie gra pełną piersią jak philipsy germanowe, ale ma to coś jak dla mnie i u mnie wylądował na półce „nie sprzedaje”, mimo że na początku również nie byłem do końca z niego zadowolony i brałem go jako „kanapowe brzmienie” i nic więcej, ale czas spędzony z nim na dłużej pozwolił go docenić bardziej. Dla mnie idealny do grania w tle przy pracy

To jest 1:1 komentarz, który Kuba zostawił mi pod tekstem Easy Living, w którym próbowałem „ujeżdżać” cyberpunkowe Philipsy z lat 80-tych. Komentarz dotyczył wzmacniacza Philips 22RH550 znanego jako „Rybie Oko„.

Miotam się, kiedy o nim myślę. Już od kilku miesięcy staram się zrobić krótki wpis na jego temat, ale brakuje motywacji, aby pisać o… czymś co mi się średnio podoba.

Wygląd

Wycieraczki umieszczone za wypukłym szkiełkiem zakrzywiającym widok. Zielona skala, pomarańczowe napisy „POWER LEFT” i „POWER RIGHT”. Wygląda zajebiście! Rybie oko w fotografii to obiektyw tak bardzo szerokokątny, że skraje zdjęcia są nienaturalnie zakrzywione. W latach 60-tych często wykorzystywany na okładkach płyt. Pierwszy album, który przychodzi mi do głowy do amerykańskie wydanie debiutu The Jimi Hendrix Experience, choć i Rolling Stones i Thin Lizzy przychodzą mi do głowy po następnych kilku sekundach.

Rybie oczy Philipsa są wciągająco przepiękne. Można się zakochać.

Ale reszta konstrukcji już lekko podchodzi kompromisem. Niby są boczki, ale … plastikowe i do tego czarne. Tłumaczę to raczej postępowym spojrzeniem przed siebie designerów w pierwszej połowie lat 70-tych. Zamiast staromodnego drewna – nowoczesny plastik! Czyli trochę psychodelii, trochę plastikowej nowoczesności.

No i jeszcze gałka głośności skierowana lekko do góry. Kiedy spojrzałem na tego Philipsa po raz pierwszy po wyjęciu z pudła, pomyślałem: „ojej, uderzony w gałkę” – i nawet próbowałem ją naprostować. Na szczęście szybko zrozumiałem, że tak ma być, a gałka chodzi równiutko po osi. W tym modelu ktoś postanowił ją lekko zadrzeć do góry na wzór przyszłego noska Scarlett Johansson. Okazuje się, że to bardzo dobry pomysł w kontekście użyteczności! Ręka idąca do wzmacniacza najczęściej z góry dużo wygodniej wpasowuje się na zadartą gałkę… … ok… kończę…. już …. ten wątek 🙂

A jak gra?

No gra średnio!

Brzmi tak jak w komentarzu Kuby. Nie ma podejścia do germanowych 22RH590, czy 22RH580, ani nawet do krzemowego 22RH591. Z wieloma kolumnami brzmienie jest zbyt suche, nie ma tego vintagowego wypełnienia pomieszczenia słodyczą.

Jednak z drugiej strony, zdarzały się takie połączenia, jak np. z Sonabami OA-5, gdzie jak Philips zaczął grać – to grał cały dzień, albo z małymi, tanimi Dualmi CL-36, które wystawiłem z garażu celem sprzedaży i jak spiąłem to słuchałem ich sobie kolejny dzień.

Sonicznych fajerwerków nie ma, ale …. jest spokój, o którym pisał Kuba.

W sumie mógłbym dodać tylko zdjęcia do komentarza Kuby i wpis byłby gotowy. Jest w nim ujęte 100% esencji tego nieoczywistego wzmacniacza.

5 komentarzy „Philips 22RH550 – Fish Eye”

  1. Nawet fajny sprzęt ale osobiście nigdy segmenty Philipsa mi nie podchodziły… i to nawet konstrukcje z lat 60 tych lampowe. No może wyjątkiem jest AG9014 ale to jeszcze lata 50-te. Dźwięk zawsze taki sobie a i wykonanie dosyć tandetne. Dosłużmy do tego niebieskie elektrolity które po 30 latach mają sporą opływowość . Przetworniki wysokotonowe AD krzykliwe i często psujące ogólne wrażenie o danej kolumnie.

    1. Warto walczyć o Philipsa. Naprawdę.
      Zgadzam się, że niebieskie kondy padają jak muchy, dlatego statystycznie 2 na 3 kupione Philipsy wymagają recapu, o ile uszkodzenia nie poszły dalej.

      22RH590 i 22RH591 grają cudownie. Niczym nie ustępują zacnym rywalom z Niemiec.

      Co do kolumn, też odrzucała mnie ich krzykliwość, ale parując je np. z 22RH590 już osiągamy pozytywny efekt synergii. Poza tym recap zwrotnic też jest wskazany.

      Co do szerokopasmowców, to AD9710 w Sonabie jest fantastyczny!

      Ja też bylem bliski odpuszczenia sobie eksploracji Philipsa, ale jest kilka wyjątków, kilka konstrukcji, które sprawiają, że warto walczyć i szukać 🙂

  2. No ładnie wylądowałem na tapecie! 🙂 To może zacznę pisać składniej i powoli, a nie na szybcika. 😉 Cieszę się, że nasze wrażenia się pokrywają. Odnośnie komentarzy, również popieram że germanowe Philipsy grają cudownie. Jestem fanem tego dźwięku: otwartość, powietrze (takie prawdziwe, a nie współczesne napowietrzenie), „koncertowość” i żywe przeżycie. Bardzo ładnie słychać pogłosy sali i emocje. Charakter Philipsa jest mocno obecny także w późniejszych projektach, np. w układach scalonych, gdzie odczucie „live” jest kluczową składową brzmienia. Do akustycznej muzyki śpiewanej, lekkich przesterów, a nawet ambient techno – jak dla mnie to jeden z topowych sprzętów z tego, co słyszałem. Oczywiście możliwe że są jeszcze nieodkryte cuda, które robią to lepiej, ale na moje aktualne ucho – jest super. Fakt, problem to wymiana kondensatorów w nich, ponieważ niebieskie capsy nie są żywotne. Jeszcze nie znalazłem współczesnego zamiennika, który grałby na tym poziomie – może i otwarcie, ale już bez tego analogowego „filmu”. To raczej rzecz nie do kupienia od nowości dzisiaj. Szukam dalej i jakby ktoś znalazł coś podobnego, pasującego do charakteru Philipsa, to bardzo proszę o informację. 🙂 Posiłkuję się na razie NOS-ami, ale to rozwiązanie na krótki dystans, bo ich żywotność jest kiepska.

    1. Komentarze na szybko są zazwyczaj lesze niż te wykoncypowane 🙂
      W Philipsach się zgadzamy… ale mam nadzieję, że za kilka dni bliżej nakreślisz mi swoje postrzeganie niuansów pomiędzy modelami SANYO JA XXX… ja do tej pory miałem JA 220, 222 i 224 – ale nigdy równocześnie. I słuchając ich po kilku miesiącach przerwy – zawsze grały tak samo. Teraz idzie do mnie JA 340, czyli w pewnym sensie klon Grundiga V1850…

      1. No pewnie, z chęcią rozwinę co zauważyłem-usłyszałem. Jeżeli jest na Sankenach, to racja – grają tak samo, wg. mnie – prawie. U mnie Ja-340 został i służy do mniejszego TV 😉 , bo jako jedyny ma jakąś w miare przyzwoitą podstawę i kontrolę na basie, ale więcej to później już po odsłuchach. Pozdrowienia 🙂

Dodaj komentarz