Czasami mam wrażenie, że grzebię na śmietniku historii hi-fi. Niektórzy nazywają to archeologią (swoją drogą bardzo lubię oglądać archeologów hi-fi), ale w moim przypadku coraz częściej gonię za „skarbami” jak najtańszymi, najbrzydszymi i takimi, co mało kto oko na nich zawiesi.

Po części to wynika z podaży. Mam wrażenie, że tych najtańszych modeli danego producenta zawsze sprzedawało się najwięcej. Kiedyś sprzęt grający był w każdym domu. Nie można było nie mieć radia, gramofonu a później magnetofonu. I zdecydowanie nie każdy był audiofilem – często decydował portfel, dlatego tak dużo dziś można znaleźć na rynku wtórnym sprzętu z podstawowych linii.
Dzisiaj jest trochę inaczej. Posiadanie sprzętu grającego w domu charakteryzuje prawie wyłącznie dwie grupy: nowoczesnych audiofili oraz romantyków starego sprzętu. Oczywiście ktoś może powiedzieć: „ja słucham muzyki, sprzęt mnie nie interesuje” – ale taką osobę też możemy przypisać tu bądź tu.
Wracając do grzebania na śmietniku historii Hi-Fi można tam trafić na wiele ciekawych eksponatów, które kompletnie nie wyglądają, nie cenią się również… ale grają.
Ja wygrzebałem wzmacniacz National Panasonic czyli de facto Technics SU-2300. Całe zamieszanie brandingowe polegało na tym, że japoński koncern Matsushita produkował mnóstwo elektroniki użytkowej pod nazwą National (Azja, Europa) oraz Panasonic (USA). Technics powstał jako brand wyłącznie sprzętu Hi-Fi. Mimo, iż pierwsze sprzęty z logiem Technics ukazały się światu już w połowie lat 60-tych jeszcze 10 lat później można znaleźć takie rodzynki jak słowną hybrydę National Panasonic SU-2300 która de facto jest niczym innym jak Technicsem SU-2300.

Ile dalibyście mu lat?
Czarna blacha, ascetyczne gałki, żadnych podbić, filtrów, bajerów. Czyż nie wygląda jakby urwał się z połowy lat 80-tych, gdzieś obok pierwszych Audiolabów i Creeków? Nawet na początku lat 2000 taki design nikogo by nie zdziwił i spokojnie mógłby stanąć obok wzmacniaczy marki: Hegel, Primare, Exposure, Atoll…
Tylko ten design w 1975 roku nie był efektem przemyślanej strategii nastawionej na ponadczasowość, a raczej miał pokazywać małego, ascetycznego japońskiego Technicsa jak zwykłą miskę ryżu bez dodatków. Też się najesz, tanio zapłacisz, ale wiadomo, że nie to samo co „monstery”. Świat w 1975 roku patrzył na bitwy największych i najmocniejszych amplitunerów. Kometa, która miała zniszczyć ten „audio-establishment” już była widoczna na horyzoncie, a National Panasonic SU-2300 był jej forpocztą.
Mały, tani i prężący fałszywe skrzela.
Patrząc na boki tego mini-Technicsa można odnieść mylne wrażenie, że mamy do czynienia z niewysokim ale napakowanym kolesiem. Potężne radiatory na obu stronach obudowy z pewnością są świadectwem generowanej mocy i potrzeby odprowadzania ciepła.

Ale zaraz…. chwila chwila… te radiatory są plastikowe!

One nie odprowadzają żadnego ciepła. One tylko mają wyglądać.
To zadziwiające, że ktoś zaprojektował we wzmacniaczu, który kompletnie nie wygląda, coś co ma tylko wyglądać. Japoński umysł wysłał w przeszłość wojownika z przyszłości. Na kilka ładnych lat zanim zaczęto robić fake-wieże-hifi z pseudo przetłoczeniami mającymi udawać, że nie jest to element ulany z jednej formy plastiku, ale kilka segmentów postawionych na sobie.
W środku końcówka mocy oparta o układ SKT-043.

Jak to gra?
Wszystko czego się spodziewałem od momentu pierwszego włączenia przestało istnieć. Spodziewałem się mimo wszystko zaskoczenia in plus. Spodziewałem się, że rok produkcji 1975 (pierwszy Technics SU-2300) niesie ze sobą pewną obietnicę ciekawego grania….
Ale nie spodziewałem się:
- że ten National Panasonic SU-2300 zagra jak pomost między pięknym, ciepłym sprzętem pierwszej połowy lat 70-tych a dużo bardziej liniowym NADem 3020 wprowadzonym na rynek kilka lat później,
- że będę go słuchał czwarty kolejny dzień z bananem na gębie
- że przełączając go między Luxorami KH 821, Sonabami OM5 czy Dittonami D44 – w każdej konfiguracji odda z siebie maksimum czaru
Małe-wielkie wzmacniacze

Takim z pewnością jest Sanyo JA-220 i cała jego rodzina. National Panasonic SU-2300 to w pewnym sensie też ta sama rodzina. Jest jeszcze Marantz PM151 z lat 80-tych, który potrafi dużo z tej małej brzydkiej budy.
Ale National Panasonic SU-2300 aka Technics SU-2300 jest zupełnie niespodziewanie najlepszym wzmacniaczem z całej tej szerokiej rodziny. Zachowując całą audiofilską liniowość taniego Sanyo JA-220 dodaje coś jeszcze, jakby jedną macką siedział przyczepiony do przełomu lat 60/70 i nie chciał wypuścić wtedy najważniejszych, a potem coraz bardziej zapominanych aspektów reprodukcji muzyki:
- muzyka ma ściskać serce,
- ma wypełniać całą duszę,
- masz zapominać o markach sprzętów,
- masz jej słuchać,
- masz swoją myślą podążać za nią jak niewidzialny dyrygent.
Kupiłem go za 200 zł. I to nie była jakaś okazja, one po tyle chodzą jeśli się pojawią. Wątpię, czy uda mi się w tym roku lepiej wydać 5 razy tyle.
