
Pięć lat temu kiedy rozpoczynałem (po przerwie) moją fascynację vitnage hi-fi każdy zakup był celebrowany na 100%. Długie analizy, wertowanie audiostereo i temu podobnych for, godziny na allegro i olx… Wymyśliłem wtedy, że chcę mieć muzykę w sypialni. Generalnie w sypialni się słucha od wielkiego przypadku, ale każdy powód aby coś kupić jest dobry. W ten sposób wpadłem na ofertę sprzedaży amplitunera NAD 120.
NAD 120 dlatego, bo lubię NAD’a. Mam ogromny sentyment do tej marki. Ale o tym pisałem całkiem niedawni tutaj. Wybrałem się po niego do Bydgoszczy. Kosztował coś około 800 zł, czyli żadna okazja, raczej normalna cena. Cała operacja czasowo i finansowo (benzyna) była zupełnie nieopłacalna, ale chodziło o celebrację zakupu. Ponieważ sprzedający nie posiadał gramofonu – a zamierzałem słuchać w sypialni głównie czarnych płyt – wziąłem ze sobą swój. No i przejechałem 150 km, wbiłem się człowiekowi do domu taszcząc ze sobą gramofon, kilka czarnych płyt i odsłuchiwałem tego NADa jakbym przynajmniej kupował McIntosha 🙂 NAD wyglądał ładnie, grał ładnie więc zapłaciłem i przywiozłem go ze sobą do Gdańska. Dokupiłem do zestawu kolumny Tannoy MX2 i voila! Zestaw sypialniany był gotowy. MX2 wybrałem dlatego, bo M2 nie produkowali w jasnym drewnie. Miałem świadomość, że M2 to klasa wyżej, ale chyba podświadomie czułem, że ten zestaw ma raczej wyglądać, a słuchanie będzie na drugim planie.
Co ciekawe, w mojej niewielkiej sypialni grało to razem po prostu znakomicie! Wypełnienie dźwiękiem kubatury około 25 metrów sześciennych było kompletne. Niczego nie brakowało. Syntezatory w Welcome to the Machine pływały od ściany do ściany, Cohen mruczał, a Dire Straits grało wręcz lepiej niż na dole, w salonie, na Audio Physicach Sitara i nowszym wzmacniaczu NAD C350. Kwestia wielkości pomieszczenia to pierwszy, kluczowy parametr wpływający na to czy dany set-up gra czy nie gra. Teoretycznie gorszy zestaw w mniejszym pomieszczeniu gra lepiej niż lepszy w większym pokoju.
Kilka tygodni temu po raz pierwszy do 5 lat wyciągnąłem NAD 120 poza sypialnię. W międzyczasie przerobiłem w salonie mnóstwo sprzętu i naprawdę ciekaw byłem jak sobie moja precyzyjnie wybrana gwiazda sprzed lat zagra w nowej rzeczywistości.

NAD 120 + Tannoy MX2
Gdy słucham tego zestawu w sypialni – mam wrażenie, że niczego mi nie brakuje. A jest to przecież pewien francuski związek prezydencki: MX2 są od NAD 120 młodsze o 20 lat. Niestety odpalony w salonie wywołuje we mnie pewnie niedowierzanie. Marszczę czoło i nadstawiam ucha zastanawiając się dlaczego gra to jakoś sztucznie, nowocześnie i chyba gorzej niż prezentowały się tutaj kilka miesięcy temu klasycznie M1-ki. Dźwięk przylepiony do kolumn, bardziej metaliczny niż z innych kolumn stojących dookoła. Muszę je szybko odpiąć i zanieść do sypialni…. niech tam wyglądają.
Nie daje mi jednak odpowiedzi jaki jest NAD 120.
NAD 120 + Luxor KH 821
Luxory dziś poszły dziś w świat ale zanim je spakowałem – podpiąłem je na pożegnanie pod NADa. To również nie są kolumny do dużych pomieszczeń, nie spodziewałem się pełnego wypełnienia salonu i nie wiadomo jakich czarów. Jednak przy mniejszej różnicy wieku (Luxory – 1972, NAD – 1976) synergia okazała się dużo lepsza. NAD nabrał trochę powietrza i zagrał miękko i lekko. W moim sercu pojawiła się ulga – NAD 120 potrafi zgrać tak jak powinien, jak lata temu o nic czytałem. Ciepło, po angielsku, lekko stłumioną górą, ale ze świetną przestrzenią. Ja tak lubię. I jeśli używam wyświechtanego idiomu „dźwięk lampowy” to właśnie o takiej „rodzinie” dźwięku myślę.
NAD 120 + SONAB OA-5

To moje drugie Sonaby skierowane do góry. I ponownie robią mi z głową to samo. Tak pisałem o TYPE-2. Pierwsza wersja podobno była tylko prototypem wersji 2, która osiągnęła doskonałość w tej formie, ale mimo to – odczucia mam identyczne.
Zostańmy w kosmosie, bo tak właśnie czujesz się przy pierwszych dźwiękach z SONAB OA-5. Niesamowite uczucie, jakbyś schodził po schodach do góry, albo wchodził w dół. Nie masz pojęcia co właśnie się dzieje. to nie powinno grać tak jak gra. Całe pomieszczenie wypełnione dźwiękiem, ale nie ma w tym żadnego chaosu, jest doskonała holografia.
Z głośników leci Within the Realm of a Dying Sun – Dead Can Dance. Ta płyta jest dosłownie stworzona do Sonabów! Jej realizacja nie umieszcza dźwięków precyzyjnie w przestrzeni, ale tworzy z nich chmury, mgły i aureole. NIE MA, naprawdę NIE MA lepszych kolumn niż orto-akustyczne, czyli skierowane do góry do oddania tej muzyki. Posłuchałem w całości ze streamingu, ale potem przypomniałem sobie, że pierwsze tłoczenia tych winyli dla 4AD mają w sobie jeszcze więcej tego klimatu. I poszło z winyla. Uwielbiam ten album. Brak mi słów aby go opisać.
NAD 120 + SONAB OA-5 + Dead Can Dance = wieczór z muzyką i koniec przepinania kabli
Sonab jest jasny, szczegółowy, miły, gładki i pełny. NAD 120 dodaje głębi, trochę ciemności, nie zabiera przy tym detalu. Razem gra to wspaniale. Oczywiście – jak dla mnie – bo gusta są różne.
Kartka z katalogu



