Dzisiaj mogę powiedzieć tyle, że wiem mniej niż mi się wydaje, że wiem. Hipotezy na temat vintage audio, które tworzę w swojej głowie i snuję czasem tutaj, na tym blogu, zaczęły się wzajemnie wykluczać.

Miesiąc temu rozpocząłem proces kupowania amplitunera Metz 465 z węgierskiego portalu Jofogas. Mimo, że węgierskiego nie znam ni w ząb, nie mam też węgierskiego telefonu aby w pełni zarejestrować się w tym portalu, to po raz drugi udało mi się kupić wzmacniacz z kraju leżącego nad Balatonem. Sprzedający był niezłym freakiem i kilka razy chciałem odpuścić kupno, ale ostatecznie dotarła do mnie paczka z perfekcyjnie zapakowanym zabytkiem audio z końcówki lat 60-tych.
Amplituner dotarł nie tylko solidnie zabezpieczony, ale po rozpakowaniu okazało się, że jest w naprawdę świetnym stanie wizualnym, łącznie ze srebrnymi nakładkami na pokrętła, które lubią odpadać i bezpowrotnie się gubić – na co wskazują archiwalne zdjęcia z minionych aukcji.
W tym momencie przypomnę, że to mój drugi Metz, dwa miesiące temu kupiłem model Metz 485 (czyli wyższy) jako dawca części dla SABY Studio IIA, ale okazało się, że zagrał tak dobrze, tak ciekawie, że pozostał w całości i póki co jest chyba jednym z odkryć roku!
Cała seria modeli z lat 1967-1969 czyli 420, 465, 485 i 495 jest bardzo do siebie podobna, a trzy wyższe modele mają taką samą moc, oparte są o germany AD166 i nawet wyglądają nawet prawie tak samo. Przy czym modele 485 (ten kupiony dwa mce temu) i 465 (kupiony teraz) są 1:1 zewnętrznie wizualnie identyczne.

Czy zatem mogą grać w bardzo różny sposób?
I tu zaczyna się mindbomb, umysłowa rewolucja.
- TAK. Jaki miałby być inny cel wypuszczania w tym samym czasie na rynek dwóch amplitunerów, które mają identyczne moce, identyczne skrzynki, identyczne frontowe panele z tym samym zestawem buttonów oraz identyczne panele tylne i tyleż samo wejść/wyjść? Jedyny powód który przychodzi do głowy – to różnice w strojeniu układu i w efekcie brzmieniu.
- NIE. Zazwyczaj producenci tworzą brzmieniową sygnaturę marki i wypuszczając sprzęt z tej samej linii dążą do tego aby grał on podobnie, ale różnił się mocą lub liczbą wejść/wyjść i dodatkowych funkcji.
Byłem 100% przekonany, że w przypadku pary Metzów 465 i 485 odpowiedź będzie taka, że oba zagrają bardzo podobnie i jeden z nich za chwilę pojedzie na delegację na Śląsk.
A było tak….
Podpiąłem go na szybko do Sonabów, które nie mam jeszcze na tyle ograne, aby natychmiast wyczuć każdą zmianę brzmienia względem pieca granego jakiś czas temu. I po 1 minucie grania ucieszyłem się, że gra poprawnie, nic nie degraduje dźwięku, pokrętła i przyciski pracują idealnie a Jan Johansson brzmi rewelacyjnie.
Ale już po 5 minutach pomyślałem sobie…. „hallo!? czy Metz 485 nie grał jaśniej?”. Przepiąłem więc 465-tkę pod SB 86 żeby spiąć domniemanie jasny wzmacniacz + jasne kolumny i… zagrało neutralnie/naturalnie, nawet ze wskazaniem na ciemność…. WTF!??!
Rozpocząłem przepinanie kabli w trybie ekspresowym. Na szybko skonstruowałem dwa zestawy-frankensteiny aby móc szybko przełączać miedzy nimi
- Zestaw A: Metz 465, lewa kolumna Sonab OA-5, prawa Telefunken SB 86
- Zestaw B: Metz 485, lewa kolumna Telefunken SB 86, prawa Sonab OA-5
I co? I całkiem spore różnice!!
Metz 465 – gra ciemniej, lepszy bas, gęsto na dole, ale schowany detal – styl brytyjski… podoba mi się…
Metz 485 – gra jaśniej, piękny detal, od kilku tygodni ten model zaczął mnie przekonywać do jasnego, ale aksamitnego brzmienia, jednak bez potężnej gęstości na dole.
To nie są niuanse, to są całkiem poważne różnice w brzmieniu.
Pytania ryjące głowę
Opcja A: Czy te amplitunery grają tak jak wymyślił to sobie producent? Są wizualnie niemal identyczne, bliźniacze, ale jeden gra ciemniej, a drugi jaśniej?
OPCJA B: Czy jeden z nich przez lata zmienił swoje cechy osobnicze. Tutaj parę faradów w tę, tutaj parę ohmów we w tę i w efekcie mamy inne brzmienie….
Nie wykluczam żadnej z opcji. Pierwszą możemy próbować udowodnić nie wprost. Robienie dwóch identycznych amplitunerów byłby bez sensu. Za drugą opcją też stoi logika, bo sprzęt prawie 60-letni musi się starzeć. Jednak czy rzekoma degradacja nastąpiłaby idealnie symetrycznie w obu kanałach?
Jest jeszcze OPCJA C – jeden z nich był solidnie grzebany. Sprawdzę to jutro, ale zewnętrznie, oraz latareczką przez siatkę wentylacji wyglądają dziewiczo. Poza tym – OBA grają świetnie, OBA urzekają mnie brzmieniem. Do tego stopnia, że podpiętego na chwilę Opusa 301 bardzo szybko odłączyłem, aby skakać z kablami między Metzami.
Czy ktoś może mnie wspomóc swoją hipotezą dlaczego tak jest?
Na koniec fragment dyskusji z Węgrem, któremu przesłałem zdjęcie z podziękowaniem, że sprzęt dotarł idealny. Węgier zdziwiony pyta, po co mi drugi taki sam!? A ja mu na to, Panie Węgier, to nie jest taki sam, to 465, a ten mój to 485. Pisząc to jeszcze nie wiedziałem, że różnice między nimi wyjdą daleko poza trzy cyferki w nazwie.


Moim skromnym zdaniem z własnych, wcale nie dużych doświadczeń ale jednak stan elektrolitów i innych elementów dają o sobie znać i rozbieżności potrafią być bardzo duże. Żeby te staruszki zagrały jak z fabryki i mieć referencyjne odniesienie to w sumie rzecz niemożliwa, ale można się przybliżyć. Dobór kondensatorów zbliżone brzmieniowo z oryginałem to już osobne hobby. Duża część składowa samego brzmienia była strojona na kondensatorach. Stan jakościowo brzmieniowy współczesnej produkcji powoduje depresje. W niemieckim sprzęcie jest trochę łatwiej bo można oprzeć się po części o dobrą przemysłówkę tak jak dawno temu – kondensatory brano z zastosowań industrialnych. Było równo i dokładnie. Dzisiaj też tak jest, ale jest o jeden krok za daleko w czystości, na plus w rozdzielczości da się z tym żyć jak umiejętnie jeszcze wykorzysta się jakieś NOS.
Przychylam się do tej hipotezy ALE:
1. Kanały brzmią idealnie równo, i to w obu przypadkach, a w wielu sprzętach gdzie elektrolity nadawały się do wymiany różna degradacja na kanałach była bardzo lub mniej słyszalna, z akcentem – na bardzo.
2. Robiłem kiedyś testy na Pioneerze SX-440. Kupiłem dwa, oceniałem brzmienie, po czym jeden poszedł na totalny recap i ponownie oceniałem brzmienie. Różnice były, ale w dużo mniejszym zakresie niż w Metzach.
Gdyby jeszcze któryś z Metzów wykazywał jakąś degradacje brzmienia – byłby to kierunek, ale ona brzmią równo i bardzo ciekawie, jednocześnie zdecydowanie inaczej…. Jak żyć, panie Prezydencie…
Degradacja komponentów może zmienić charakterystykę brzmienia w sposób organicznie spójny. Rozwidlenie na kanał prawy i lewy pojawia się dopiero w sekcji przed-wzmacniającej.
A więc ‘wszystko’ co przed rozwidleniem może modulować oba kanały symetrycznie.
Wystarczy, że po 50 latach serce układu (transformator główny) ma migotanie przedsionków,
przebyty zawał albo po prostu – z racji wieku i wykonanej pracy – jest osłabione …
Efektem tego nie będą lokalne i ewidentne zniekształcenia pasma, lecz subtelne obniżenie stroju, bo dojdzie do równomiernego przesunięcia punktu ciężkości samej charakterystyki.
Parę miesięcy temu przyjechał do mnie (ze Szwecji) HARMAN KARDON 330A.
I co się okazało? Zawałowiec.
Na transformatorze widniał napis 330C
Dzięki za odpowiedź.
Żyjemy chyba w jakiś równoległych światach, bo do mnie, paręnaście miesięcy temu przyjechał ze Szwecji… HARMAN KARDON 330B 🙂 Nie zaglądałem do środka czy przed czy po zawale… ale zajrzę.
Jest zbyt dużo zmiennych aby uznac iż obydwa modele grają inaczej z racji zmian konstrukcyjnych. Raczej starzenie się komponentów lub odchyłki w kalibracji. Czy obydwa wzmacniacze pracują na tych samych pradach spoczynkowych? Co z symetrią ? Czy grają równo ? ale nie na słuch bo tutaj ucho ludzkie jest czułe tak od 3dB…na miernikach może wyjśc iż jednak są różnice np. rzędu 2dB między kanałami. Stan przełączników ….te mimo iż fizycznie łącza lubią tłumić sygnał. Stan potencjometrów od korekcji – bardzo często w sprzęcie vintage potencjometry znacznie zwiększają swoją nominalną wartosc i wtedy 0db nie jest zerem a mamy podbicie lub osłabienie pasma.
Każdy z komentarzy jest logiczny, ale jeśli tak jest, i wzmacniacze dowolnie mogą po 50 latach grać w lewo bądź w prawo (bez słyszalnych zniekształceń i degradacji, czyli w sposób który możemy określić – stylem grania) to jaką mamy pewność, że ten sam wzmacniacz u jednej osoby gra tak samo jak inny egzemplarz u kogoś innego? Niby żadnego…
ALE
– moje 3 egzemplarze Grundiga V7000 grały identycznie
– dwa egzemplarze TFK V201a – różnice w niuansach
– dwa Pionieery SX-440 – oba w stanie ori, sprawne, jeden przeszedł recap „na bogato”. Przed i po recapie – w ciągłym bezpośrednim pojedynku ze sztuką nierecapowaną – różnice również w niuansach! Tu byłem osobiście w szoku ile przy recapie egzemplarza, który recapu nie wymaga jest autosugestii. Po pierwszym odpaleniu: WOW! ALE RÓŻNICA! (działała autosugestia). Po podłączeniu egzemplarza testowego – hmmmm …. jednak brzmią wciąż tak samo 🙂
Dążę do tego, że wciąż nie kupuję ani wytłumaczenia, że oba Metrze mogły się tak kompletnie inaczej zestarzeć. Ale równie ciężko jest mi kupić fakt, że modele niemal identycznie nie grają identycznie. Bo powinny.
https://www.radiomuseum.org/r/metz_465.html
Model 465 – 34 tranzystory
Model 485 – 37 tranzystorów
I to jest zapewne ta różnica – do sprawdzenia po schemacie w którym bloku dodano 3 tranzystory extra ( tuner, preamp, preamp phono, wzmacniacz m.cz)