Me and my New Acoustic Dimensions

Jestem fanboyem NAD’a.

Kiedy pod koniec ubiegłego tysiąclecia (będąc studentem z pustymi kieszeniami i głową pełną marzeń i ambicji) zawitałem po raz pierwszy w życiu do sklepu ze sprzętem audiofilskim (Gdynia Orłowo) i sprzedawca puścił mi kolumny Audio Physic Spark 2 + NAD C320 – New Acoustic Dimensions – stałem się wtedy oddanym fanem tych dwóch marek. Niestety nie było mnie jeszcze stać, choć długo zastanawiałem się jak z tych drobnych fuszek w IT, które robiło się, równolegle studiując, odłożyć ogromną jak na tamte czasy kwotę 9 tysięcy złotych…

Pieniędzy nie odłożyłem, NADa i AP nie kupiłem. Ale pozostały we mnie, praktycznie na całe życie gęste i intensywne opary tamtej wizyty.

Pamiętam doskonale jakie płyty do testów wtedy zabrałem:

  • Dark Side of The Moon – klasyka, wiadomo
  • Wildhoney – Tiamat
  • Megalázottak és megszomorítottak – After Crying

Ta ostatnia to węgierski rok progresywny. Album będący krzyżówką King Crimson z czasów Islands i Emerson Lake & Palmer. Jeżeli ktoś nie zna tej grupy a jest fanem akustyczno-symfonicznego prog-rocka to jest to pozycja obowiązkowa. Rozpoczynający album A gadarai megszállott to jest skala Shine on you Crazy Diamonds.

22 minuty w bezruchu

22 minuty. Tyle trwa A gadarai megszállott i tyle czasu siedziałem w bezruchu słuchając NADa C320 – czyli podstawowego modelu i AP Spark II. To było jedno z najdoskonalszych audiofilskich doznań w całym moim życiu. Zespół nieoczywisty, ale uwielbiany przeze mnie. Właśnie wróciłem z koncertu After Crying w Budapeszcie. Trzymałem w ręku CD z autografami i nagle ktoś prezentuje mi uwielbiany przeze mnie album jeszcze mocniej, jeszcze głębiej, jeszcze piękniej….

Wtedy pokochałem te dwie marki miłością pierwszą:

  • NAD czyli New Acoustic Dimension
  • oraz Audio Physic

Swoich Audio Physiców doczekałem się 15 lat później. Opisałem tę historię tutaj. NADów miałem za to mnóstwo! Kupno wzmacniacza zawsze było łatwiejszym tematem niż kolumn. Tańszy, łatwiejszy w wysyłce, łatwiejszy w odsprzedaży… NAD 3020, NAD 3140, NAD 350, NAD 317, NAD 2200, NAD 120, NAD 140, NAD 7240PE, NAD 7125, NAD 312, NAD 325BEE, NAD 712, NAD 7060…

Sam jestem lekko w szoku, że aż tyle ich miałem, bo o części dopiero sobie przypomniałem gdy wpisałem w wyszukiwarkę zdjęć w swoim telefonie słowo „NAD” – New Acoustic Dimensions

Lista:

  • 3020 – legenda i klasyka, wzorzec z Sèvres, nie oddam go nigdy
  • 3140 – nie słyszę różnicy, serio… jest tak dobry jak 3020
  • 350 – bezpieczny wybór, długo go miałem, świetny też jako preamp
  • 317 – prasę ma średnią ale mnie urzekł, moc która perfekcyjnie ruszyła stare i wielkie KEF Concerto
  • 2200 – miałem je jako 2 x monoblok, prasę ma rewelacyjną, ale dałem im zadanie, któremu nie sprostali: Infinity Renaissance 90
  • 120 – mam go do dziś w sypialni, genialny amplituner z pierwszego katalogu NAD
  • 140 – kupiłem i sprzedałem bo nie wniósł nic więcej niż 120
  • 7240PE – bardzo stare czasy, 20 lat temu przegrał z 3020, ale ciągnie mnie aby wrócić
  • 7125 – budżetowy, tani, brzydki (nawet w oddzielnej kategorii NADów) ale grający bardzo fajnie! Podobno wszystkie czterocyfrowe grają fajnie
  • 312 – tego ledwo pamiętam, zero wrażeń
  • 325BEE – jak wyżej, też zdziwiłem się, kiedy na zdjęciach okazało się, że go miałem
  • 712 – złe wspomnienia, sucho, dziwne, jak nie-nad.
  • 7060 – zagrał woooow!! ale miałem go w czasach, gdy oczy potrafiły znaczyć więcej niż uszy, z pokrywy była zerwana okleina, a ja byłem za głupi aby to naprawić i sprzedałem ten skarb poniżej wartości.

Zainspirowany zachętą Kamila kilka tygodni temu kupiłem kolejnego NADa – model 705.

705 to jest jego zajawka z minionych lat. Jak wpasował się w moje NAD-owe uniwersum? Napiszę już niebawem…

Dodaj komentarz