Kuba Columbia – The Comet, The Course, The Tail

Na początek – skrócona historia marki Kuba

Kuba była niemiecką firmą produkującą sprzęt radiowy i audio, działającą w latach 40-70 XX wieku. Marka powstała po II wojnie światowej w zachodnich Niemczech ALE! Została założona przez Pana Kubeczka z Wrocławia. Dokładnie to Pan nazywał się Gerhard Kubetschek i urodził się i przed wojną mieszkał w Breslau… 😉

Po wojnie Pan Kubeczek przeprowadził się na zachód i założył firmę produkującą piękne zestawy meblowe z elektroniką w środku. Patrząc na katalogi z tamtych lat nie da się stwierdzić czy ważniejsza była elektronika czy stolarka. Myślę, że jedno i drugie… w tamtych czasach tzw. radio furniture to był bardzo popularny kierunek.

Jednym z ważniejszych etapów rozwoju firmy był rok 1958 i premiera modelu Kuba KOMET, uznawanego za jeden z największych i najbardziej luksusowych zestawów stereo w historii.

Łączyła ona w awangardowo zaprojektowanej obudowie telewizor, radio, gramofon oraz głośniki. Rozłożystą górną część z wbudowanym telewizorem można było obracać ręcznie. Za dopłatą montowano w niej magnetofon marki Telefunken. Wyprodukowana w liczbie 900 sztuk, ważąca ponad 200 kg szafka kosztowała do 3498 marek (DM), co odpowiada dzisiejszej sile nabywczej rzędu 10 000 euro.

The Comet, The Course, The Tail

To nie jest wpis o komecie, ale jedynie o jej ogonie, o amplitunerze produkowanym w latach 1968-1972 czyli w schyłkowym okresie firmy. Jest to sprzęt o nazwie: Kuba Columbia. Wpisując w google jego nazwę, dużo łatwiej znaleźć opis politycznych relacji kubańsko-kolumbijskich niż trafić na opis ostatniego dzieła Gerharda Kubetschka. Ale powiem, że …. warto szukać…. Warto szukać nie tylko informacji na temat tego amplitunera, warto go kupić, warto go posłuchać i warto go mieć na zawsze.

Swój egzemplarz kupiłem jakoś na początku roku. Ani tanio ani drogo, ale jako „niesprawdzony”. Oczywiście słowo „niesprawdzony” na polskich portalach sprzedażowych oznacza tyle samo co „sprawdzony, charczy, więc się nie przyznajemy”. Byłem na to przygotowany, więc nie narzekałem zbytnio tylko wziąłem się za amatorskie oblukanie tematu. Jeden kanał grał, a drugi charczał… Mogło być wszystko… Ale na początku trzeba zacząć od sprawdzenia bezpieczników. I co? I BINGO! Zaśniedziały uchwyt bezpiecznika na końcówkach mocy! Zwykłe czyszczenie, 10 minut roboty i Kubeczek zagrał równo, czysto i … pięknie.

Kuba Columbia

Pierwszego dnia spiąłem Kubę z IMF Super Compact i … wieczór stał się za krótki. IMFy mają tendencję do grania świetnym basem jak na vintage. Mimo, że to środek lat 70-tych to IMFy łączą ciełpłe, brytyjskie granie z basem, który spotyka się raczej w kolumnach studyjnych. Tylko trzeba tego basu nie zepsuć. Kuba sobie poradził genialnie. Dodajmy do tego czyste, klarowne wysokie tony. I znów Kuba ogarnął to precyzyjnie. A środek? Wypełniony, tłusty, kolorowy środek pasma w sprzęcie vintage, to jego powietrze, codzienny swobodny oddech.

Na losowej plaliście trafiłem na Mercy Street – Petera Gabriela. Kto nie zna albumu So z 1986 roku? To jest prawdziwe arcydzieło ex-wokalisty Genesis. Słuchałem go setki razy na dziesiątkach różnych sprzętów przez dekady swojego życia. I okazało się, że KUBA+IMF zrealizował sen audiofila-melomana: usłyszałem w znanym od podszewki kawałku coś więcej niż do tej pory, a raczej zwróciłem uwagę na to i dostałem w twarz koherentnością aranżacji. Harmonia, logika, spójność…. Płyta z 1986 roku na sprzęcie o 10-15 lat starszym!

Posłuchałem jeszcze Kuby kilka dni, a w jego miejsce przyszły kolejne piece do testowania. Ale nie odkładałem go daleko. Powędrował – ku niezadowoleniu mojej żony – bezpośrednio na podłogę przy szafce. Tak, abym cały czas na niego patrzył i o nim pamiętał. I kiedy dziś zdjąłem z szafki poprzednio opisywanego Kortinga to wiedziałem, że wraca na nią Kuba.

I wrócił jak KRÓL. W poprzednim wpisie pisałem całkiem ciepło o Kortingu. Kamil nazywa go „tanim, fajnym grajkiem„. Ale wejście Kuby było jak wejście smoka. Kuba Columbia to bez najmniejszych wątpliwości najciekawszy sprzęt jaki poznałem w tym roku. Pierwsze miejsce, złoty medal z dużą przewagą.

Nagrałem też wideo, które pokazuje jak Kuba Imperial gra z trzema zestawami głośnikowymi:

  • Telefunken SB 86 – precyzyjnie i jasno. Dziesiątki razy wspominam, że TFK 86 to kapryśne i trudne kolumny do napędzenia. Kuba dał radę.
  • Celestion Ditton 44 – na filmie brzmi znacznie ciemniej, jakby ktoś zarzucił legendarny audiofilski koc, ale … w rzeczywistości to jest mega fajne granie, ucho szybko się adaptuje i tworzy w głowie inną mapę wrażliwości na wysokie tony. Do tego mnóstwo powietrza i głębi.
  • IMF Super Compact – jak dla mnie to jest sztos! Nie mogę się doczekać aż skompletuje moje „duże IMFy”.

Co do nagrywania filmików na YT aby kto inny odsłuchał na komórce jak gra sprzęt audio, to może wydawać się to trochę dziwne, czy śmieszne. ALE tutaj nie chodzi o to aby usłyszeć jak gra konkretny sprzęt – ale jakie są między nimi różnice. A jakie są różnice…. sami posłuchajcie:

Jeden komentarz do “Kuba Columbia – The Comet, The Course, The Tail”

  1. Ale żeś mi Panie smaka narobił! Prawdziwy śląski hajfaj z Breslau od Herr Kubetschka! A wygląda, jakby Dieter Rams maczał przy nim paluchy! „Piękna sprawa”!

Dodaj komentarz