Camel – Bydgoszcz 13.09.2000 – trasa „Rajaz”

To mój drugi wpis z „koncertowej” serii i po raz drugi Camel. Uwielbiam ten zespół, ale nie jestem fanem totalnym. To nie tak. Drogi Wielbłąda i moja po prostu krzyżują się w odpowiednich momentach. Kiedy był po raz pierwszy w Polsce pojawił się Camel na trasie Harbour of Tears napięcie powierzchniowe w szklance wody, którą wtedy byłem, nie wytrzymało i zacząłem jeździć na koncerty. Kiedy wydał kolejny album – Rajaz – byłem w takim momencie życia, że wyjazd na koncert do Bydgoszczy był niczym innym jak ciekawe spędzonym wieczorem. Bez obowiązków, opiekunek, przedszkoli etc.

13 września 2000 roku był środą. Byłem świeżo upieczonym absolwentem Politechniki Gdańskiej, pracowałem w mojej pierwszej pełnoetatowej robocie – współtworzyłem oprogramowanie medyczne dla firmy Computerland Zdrowie. Co prawda bańka IT właśnie pękała – idealny moment aby wejść na rynek pracy 🙂

Na internetowej grupie muzycznej dogadałem się z Januszem i Piotrem, że wspólnie pojedziemy z Gdańska do Bydgoszczy. Ja wtedy byłem posiadaczem Fiata 126p w wersji z jednym fotelem (kierowcy). Taki odchudzony maluszek potrafił wyciągnąć 135 km/h. Moja ówczesna dziewczyna miała Opla Astrę więc w maluszku 1 fotel wystarczył. Na koncert mieliśmy jechać Astrą w czwórkę … ale … nagła delegacja mojej dziewczyny sprawiła, że zostałem z obietnicą zawiezienia Janusza i Piotra do Bydgoszczy a posiadałem jedynie 1-fotelowego Fiata 126p…. a dochodziła godzina 15:00…. za 4 godziny zaczynał się koncert…. już nie było opcji PKP…

Uruchomiliśmy swoje Nokie i Ericssony i zaczęliśmy obdzwaniać lokalne wypożyczalnie samochodów. Jako pierwszemu udało się wynająć Piotrowi – Daewoo Lanosa!

Czytaj dalej →

Camel – 06.04.1997 – trasa „Harbour of Tears”

Rozpoczynam nowy cykl na moim blogu: koncerty.

Camel - Harbour of Tears

Jestem rocznikiem 1977. Byłem za młody aby być na trasie Clutching At Straws – Marillion w gdańskiej Hali Olivii. Generalnie również przez cały początek lat 90-tych byłem za młody aby samodzielnie jeździć na koncerty. Żelazna kurtyna, choć politycznie rozsunęła się w 1989 roku, zespoły z zachodu zaczęły nas odwiedzać ze sporą bezwładnością. Pamiętam jak w 1992 roku przyjechał Procol Harum do Kongresowej. Radiowa Trójka tak pompowała ten koncert, jakby odwiedził nas niemal Pink Floyd, The Rolling Stones i Michael Jackson na wspólnym koncercie. Takie koncerty to było wydarzenie! Pamiętam również jak Piotr Kaczkowski w 1995 roku organizował autobusy jadące do Niemiec na King Crimson na trasę Thrak. Nie traktowałem tych wydarzeń z perspektywy możliwego współuczestnictwa. Słuchałem nocnych audycji w Trójce i przyjemność sprawiało mi samo słuchanie jak ludzie opowiadają jak smakowały im cukierki. Nie marzyłem na poważnie, że jestem w stanie wybrać się na takie eskapady. Uczeń liceum, z kieszonkowym ledwie starczającym na jedną płytę CD miesięcznie pod warunkiem, że będę jeździł do szkoły na gapę. Ponieważ równolegle trenowałem biegi – podejmowałem to ryzyko.

14 października 1995 roku (OMG! 30 lat temu!) do Polski przyjechał po raz pierwszy Peter Hammill. Oto jego setlista z Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Kilka utworów transmitowała Trójka, a Tomek Beksiński opowiedział o tym koncercie w taki sposób, że po 30 latach wciąż pamiętam jak spłycił mi się oddech, gdy Tomek opowiadał, jak publiczność czekała z brawami do samego końca, do finalnego wybrzmienia ostatniej nuty. Wtedy następowała feeria oklasków. To nie był tylko koncert. To było zjawisko.

Tamtego dnia coś się we mnie zagotowało to tego stopnia, że postanowiłem po raz ostatni opuścić koncert, który mógłby być koncertem mojego życia. O każdy kolejny walczyłem. I na na wiele z nich udało mi się pojechać.

Camel – 06.04.1997 – trasa „Harbour of Tears”

Czytaj dalej →