Tannoy Mercury M1 – Days of Future Passed

Tannoy Mercury M1 (oraz cała seria M) to podręcznikowy przykład produktu, który znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Ich „legendarność” nie wynika z kosmicznej technologii, a z genialnego stosunku jakości do ceny.

Wspominałem o tych kolumnach kilkukrotnie na tym blogu. Teraz poświęcam im osobny wpis, bo zdecydowanie na to zasługują. Zarówno ze względu na to jaką pozycję miały i mają na rynku, oraz dlatego, że ponad 20 lat temu były to pierwsze kolumny, które dały mi moment wytchnienia, moment zwolnienia w wertowaniu wątków na portalu audiostereo.

Czytaj dalej →

ELAC LK 4100 – Songs From a Room

Wyobraźcie sobie duże, ponad 40-sto litrowe kolumny. Trójdrożne, czterogłośnikowe: dwa woofery, eliptyczny midrange oraz tweeter. I te kolumny zaczynają grać zupełnie inaczej niż wyglądają. Grają dość jasno. Ale ta jasność nie ma najmniejszych odcieni ostrości, nie jest też przesadnie jaskrawa. To taka jasność na dłuuugie dłuuugie godziny słuchania bez zmęczenia. Bas? Ten jest ledwie nakreślony, delikatnie uzupełnia resztę pasma. Jeżeli recenzent miałby skłonność do skrajności – powiedziałby: tutaj w ogóle nie ma basu! Jeden z głośników basowych gra bardziej średnicą, a drugi ledwie akcentuje najniższe partie… Ale jest jeszcze środek pasma. Ten eliptyczny papierowy głośnik…. który robi magię. Elac LK 4100 gra siłą swojego midrange’a.

Ten midrange jest jak artysta stojący w słupie scenicznego reflektora, a cała reszta ekipy gra w półcieniu, jak muzycy sesyjni. Cała ich praca polega na zbudowaniu piedestału na którym gwiazda może stać stabilnie. Dlatego góra nie jest przejaskrawiona, dlatego bas nie buduje podstawy tak silnej jak chociażby w filozofii IMF. Do tego duża skrzynia. Po co jest tak duża? Połowę mniejsze pudełka potrafią robić więcej „hałasu”. Jednak w tym wypadku duża skrzynia daje pełną swobodę, daje oddech, daje coś co mogę nazwać „wygodą słuchania”. Nie każdy duży samochód musi mieć wielki silnik. Natomiast dużym samochodem w większości przypadków jedzie się wygodniej.

Czytaj dalej →

SABA 830F – Wish You Were IVA

Kiedyś prawie miałem Saby 840F. Nie pamiętam dokładnie genezy całej historii, ale znajomy miał je wieźć z Warszawy do Gdańska dla kogoś, kto nie do końca był pewny, czy je chce. Zapytałem więc, czy – jeśli jest taka opcja – mógłbym je kupić. Po kilku godzinach oddzwonił i zgodził się abym to ja je kupił. Cena była dość uczciwa: 1900 zł.

Znajomy kolumny przywiózł z WAW do siebie… i na tym właściwie sprawa się zatrzymała. Jakoś nie mógł ich dowieźć do mnie, a kiedy próbowałem się umówić na odbiór, zaczęły się dziwne, nietypowe wykręty: że musi coś robić w ogródku, że jedzie na zakupy, że jest w nagle służbowo w Bydgoszczy, że ma jeszcze jakieś sprawy do załatwienia.. itd.. itp..

Temat się rozmył i dopiero po roku zrozumiałem, co tam naprawdę zaszło.

Czytaj dalej →

IMF Super Compact – Five Leaves Left

Zastąpił go dźwięk, który nie miał prawa zmieścić się w tych obudowach. Ale o tym następnym razem…

Tak zakończyłem wpis o IMF Super Compact sprzed paru dni. Zderzenie się z nimi to była prawdziwa chirurgia mózgu. Miały być dawcami, a przerosły wszelkie oczekiwania i jakakolwiek próba ich rozczłonkowywania byłaby niczym innym jak zbrodnią na vintage audio. Nie mogę tego zrobić i nie zrobię.

IMF Super Compact

Ale czym mnie tak zaskoczyły?

Czytaj dalej →

IMF Super Compact – Brain Salad Surgery

Ciąg dalszy był taki, że dzień i noc szukałem bez opamiętania sposobu na znalezienie odpowiednich głośników do moich IMF TLS 50. Nie jest to na tyle popularna marka, bądź nie ma tylu oddanych i zaangażowanych wyznawców (co na przykład Infinity, z czasów kiedy produkowało w USA), że znalezienie logicznie i spójnie ułożonych informacji nie jest takie łatwe. Forum na FB nie istnieje kilka lat. Ale znalazłem tam wzmiankę, że przeniosło się na Discord. Tym sposobem zostałem przez życie wmanewrowany w założenie tamże konta.

Kiedyś w podstawówce chcąc zarobić kilka groszy w inny sposób niż zbieranie pustych butelek po rowach, mycie w zlewie i odnoszenie do sklepu – nająłem się na kilka dni do łuskania bobu. Praca prosta i powtarzalna, ale… kiedy po robocie, w domu, zamykałem oczy widziałem bób. Wszędzie był bób. Nie byłem w stanie na niczym innym się skoncentrować, bo moje myśli były owładnięte przez zapętlony w głowie klip: biorę strączek, rozrywam na pół i wysypuję grube ziarna bobu do worka, a łupinę odrzucam na bok.

Czytaj dalej →

IMF TLS 50 mk2 a – Some Kind of Monster

Ostatnich kilka dni doktoryzuję się w temacie kolumn marki IMF.

Skrócony rys historyczny

Historia marki IMF Electronics to przede wszystkim opowieść o bezkompromisowym dążeniu do perfekcyjnego odtworzenia niskich tonów, która rozpoczęła się od współpracy dwóch wizjonerów: amerykańskiego entuzjasty hi-fi Irvinga M. Frieda (skrót IMF – od inicjałów) oraz brytyjskiego inżyniera Johna Wrighta. Choć pierwsze konstrukcje powstawały już pod koniec lat 60., oficjalnie firma IMF Electronics została zarejestrowana w Wielkiej Brytanii w 1970 roku. Marka ta stała się światowym pionierem i synonimem kolumn wykorzystujących linię transmisyjną, czyli skomplikowany system wewnętrznych tuneli wypełnionych materiałem tłumiącym, który pozwalał na uzyskanie niezwykle głębokiego, naturalnego basu, niemożliwego do osiągnięcia w standardowych obudowach zamkniętych czy bass-reflex.

Czytaj dalej →

Appendix do wpisu nt. MA6

Dopiero wczoraj zrzuciłem Monitor Audio MA6 z moich podstawek. W miedzy czasie połączyłem je jeszcze z Klein+Hummel ES20. Przy K+H w życiu nie powiedziałbym, że MA6 są ciemne. Krystaliczny i szczegółowy ES20 zrobił kawałem magii. Zostawiłem to połączenie na kilka wieczorów i zająłem się słuchaniem całych albumów – a nie przepinaniem kabli.

Wczoraj spiąłem je jeszcze z klasyką gatunku – Sanyo JA-220. Co ciekawe, to doświadczenie potwierdziło moją stawianą w poprzednim wpisie tezę, że MA6 o kilka lat wyprzedziły swój czas i grają one najciekawiej z wzmacniaczami z lat 80, o neutralnym zacięciu.

Poniżej zapis takiego mariażu:

Monitor Audio MA6

O tym, że istnieje taka firma jak Monitor Audio wie chyba każdy, kto interesuje się światem audio. Można ją traktować jako firmę nowoczesną, prężną, widoczną w salonach audio i prasie. Marketingowo robi chyba dobrą robotę, bo plasuje się na półce średniej, może nie trafia do klientów z najzasobniejszym portfelem, ale za to do sporej liczbowo grupy „aspirujących”. Sam (w czasach pre-vintagowych) kilkukrotnie zastanawiałem się nad kupnem czegoś z linii Silver albo Gold. Wielokrotnie też kupując coś na OLX pytałem „z czym u Pana grał ten wzmacniacz?„, kilkukrotnie odpowiedź brzmiała: „z Monitor Audio

Autodefinicja

Gdy wejdziemy w zakładkę „O nas” na oficjalnej stronie Monitor Audio, komunikat jest prosty i bije w oczy:

Monitor Audio nie jest marką retro i nie ma czasu na nostalgię.

Czytaj dalej →