Automatic for the People – (CPK session no. 13)

Wypiąłem kable z 8120 czyli tranzystorowego flagowca SABY z 1972 roku z ośmioma ATESAMI 2N3055 o mocy 2x60W i wpiąłem w boczną ściankę Królowej.

A Królowa jest tylko jedna i jest nią niezmiennie SABA Studio 1 Automatic. Moc 10 razy mniejsza! Rok 1965. Zamiast tranzystorów – 9 lamp. Szokuje mnie ten amplituner od pierwszego wejrzenia. To były najlepiej wydane 4000 zł w życiu. Tak, jest drogi, sprzedawcy go cenią. Trudno go dostać. Poza tym różnie bywa z ich stanem. Ale to jest najbardziej niewiarygodny sprzęt jaki miałem przyjemność słuchać. SABA Studio 1 Automatic nie bez przyczyny od ponad roku stoi na miejscu nr 1 i ani na chwilę nie ruszyła się z niego nawet o centymetr. Ona jest jak Mercedes SL 500 na niedzielne przejazdy… Ona jest inna niż wszystko…

Kolumny SABA IVa też są inne. Ale czy staną na jednym z głównych miejsc? Tego jeszcze nie wiem. Natomiast wiem, że po zamianie 8120 na Automatica dźwięk zmienił się totalnie. Jeszcze wczoraj uważałem 8120 za całkiem udanego partnera dla IVa, który uniósł w powietrze balon oczekiwań, ale Automatic… dokonał cudu.

O ile można mówić o konkretach w subiektywnych odczuciach muzycznych to mogę określić je tak:

  1. IVa są ciemne i wybredne. Przy gęstych i ciepłych wzmacniaczach takich jak 8120 fajnie się dociążyły, ale detal jednak bardzo się gubił.
  2. Automatic jest bardzo jasną lampą, ale taką jasną i jedwabną, jasną bez znamion ostrości. Ta cecha w zestawieniu z IVa gigantycznie otworzyła górę – pojawił się taki detal, taka szczegółowość, że posadziło mnie na fotel na dłuższy czas. A pamiętajmy, że na jestem bardzo cięty na przejaskrawienie góry pasma!
  3. Przestrzeń i powietrze w skali takiej, że chyba tylko Ditton44 z Automatikiem tak mi robił.
  4. Jeżeli ktoś uważa, że IVa grają mocnym basem to jest w błędzie. Ja byłem. One nie grają tak same z siebie, ale potrafią. W jaki sposób lampa 2x6W dostarcza takich wrażeń na dole pasma i do tego gra sprężycie i szybko – NIE MAM POJĘCIA.

Tak to gra:

Welcome to the Machine – (CPK session no. 12)

Mam od roku jakąś totalną jazdę na Wish You Were Here – Floydów. Nigdy nie byłem fanem absolutnym tego albumu. W zależności od etapu życia sięgałem częściej po Animals, czy Dark Side of The Moon albo Atom Heart Mother, nie wspominając nawet o mojej intymnej relacji z The Final Cut.

Wish You Were Here to taki album, który po prostu… JEST. Zawsze był, nie miał słabych momentów, nigdy go nie kwestionowałem i zawsze go uwielbiałem. Był to taki mocny nr 2.

Ale rok temu przeczytałem na reddicie, losowo pląsając po wątkach dotyczących sprzętu i muzyki, że kogoś olśniło, że w Welcome to the Machine nie ma perkusji!! Przesłuchałem po 1001 raz ten utwór i … SZOK! Tam nie ma perkusji! Mason tam nie gra!

There are no drums on Welcome To The Machine.

After years of listening I’ve realized this month that the drums on the song “Welcome To The Machine” are no where to be found.. just want to put that out there.

I wtedy zaczęła się moja jazda. Welcome to the Machine odsłuchuję w każdych konfiguracjach sprzętowych, jestem zafascynowany tym dźwiękowym hologramem, gdzie twój mózg odczuwa iluzję obecności Nicka Masona, perkusisty Pink Floyd, ale jego tam nie ma!! To jest hologram Masona tworzony przez syntezatory Wrighta i gitary Gilmoura.

A jak już poleci Welcome to the Machine to zaraz wjeżdża cała płyta Wish You Were Here. I to często nie jeden raz. Zero przesytu. Zero znudzenia.

Czytaj dalej →

Paradise – (CPK session no. 11)

Jakby zapytał się Was znajomy znajomego:

Hej, podobno znasz się na hifi, chciałbym coś kupić do słuchania, bo ostatnio jak mi się zepsuła miniwieża to słucham tylko z telewizora.

Co wtedy odpowiadacie?

We mnie budzi się niespełniony lekarz. I wcale nie chodzi o to, żeby z uśmiechem na twarzy szukać rozwiązań audiofilskich problemów. Chodzi o reakcje, gdy „pacjent” przychodzi przygotowany i przeanalizowany przez dr. Google, z całą listą Yamah i Pioneerów z linkami do Media Eksperta.

Ja wtedy odpowiadam, jak każdy lekarz:

Idź, spierdalaj w Media Expercie sobie kup

Ale po po chwili sobie uświadamiam, że nie jestem lekarzem z NFZ i nie mogę tak mówić do znajomych. I czasem to nawet powinienem zadzwonić do „pacjenta” i porozmawiać, czego lubi słuchać, jakich gatunków, czy głośno czy cicho…

I wtedy, moją pierwszą myślą jest:

Kup Tannoy Mercury M1 i jakiegoś NADa

Anagramem słowa NAD jest DNA, i właśnie tam jest to brzmienie we mnie. Jestem przesiąknięty brytyjską szkołą dźwięku i każdy kto chce zacząć, wejść w ten temat, jest przeze mnie właśnie tam kierowany. Argumentuję to również tak: jak Ci nie podjedzie, to NADa bardzo łatwo odsprzedać, tak samo Tannoy M1. W szczególności wersję czarną – „Shadow”.

Czytaj dalej →

Pink Moon – (CPK session no. 10)

Nick Drake nie wychodzi z mojej playlisty. Z różnych piosenek, które wpadają i wypadają, Nick Drake zawsze kończy się przesłuchaniem całego albumu. Zawsze byłem, jestem i będę melomanem ponad audiofilem. Sprzęt audio jest tylko narzędziem do tego, aby muzyka grała tak jak lubię. I o to właśnie w tym przepinaniu kabli chodzi – aby opaść z satysfakcją na fotel i przestać je przepinać, na tym utworze, tym albumie, wysłuchać go o końca, a potem… jeszcze raz.

ELAC 2200T

Miał być weekend z ITT Schaub & Lorentz, miało być porównanie parapetu 4500 z parapetem 3500, ale w piątek odebrałem z serwisu amplituner Elac 2200T. Nie mój „rumuński” egzemplarz, a drugi, który kupiłem trochę jako tzw. „kontrolowaną niespodziankę dla Kamila”. Nie jest to częsty gość na aukcjach, a osobiście uważam, że jest to najlepszy Elac jaki ten świat stworzył.

Czytaj dalej →

Just Like Love – (CPK session no. 9)

To był dość długi odwyk. Odłożyłem moje codzienne przepinanie kable na dwa tygodnie. Rodzina, Święta, inne rzeczy na głowie. Słuchałem tylko Wigilijnej audycji Tomka Beksińskiego. Odtworzona w IIIPR po dwudziestu siedmiu latach. „9 monolitów” – 9 najważniejszych utworów muzycznych wg Tomka. Słuchałem leżąc w łóżku i próbując nie zasnąć – ze słuchawkami na uszach – tak jak cztery i trzy dekady temu…

Dziś w końcu zgiąłem kręgosłup i podpiąłem dwie pary kolumn:

  • Celestion Ditton 15
  • SABA IIA

do pierwszego z brzegu wzmacniacza, który ma wyjścia na dwie pary. Trafiło na SABA Ultra HIFI 9240.

Celestion Ditton 15 kupiłem ponownie kilka miesięcy temu w pakiecie z dwiema innymi parami kolumn, po części po to aby uzyskać lepszą cenę za całość, ale przede wszystkim dlatego, że są to dla mnie bardzo ważne kolumny i swego czasu otworzyły mi oczy na brytyjskie brzmienie tak szeroko, że prawie gałki wypadły mi z oczodołów. Powtarzam to w prywatnych rozmowach i powtórzę to tutaj: wg mnie każdy, kto wchodzi w świat vintage zwyczajnie powinien posłuchać tych kolumn i wyrobić sobie o nich własne zdanie.

Wiadomo – można iść dalej, więcej i drożej, Ditton 25, 44, 66 – ale te 15-tki to jest w 100% brytyjski charakter za niewielkie pieniądze (poniżej 1000 zł). Dwudrożne, ale z dopalaczem – membraną bierną. Uwielbiam je.

SABA IIA to moja środa popielcowa. Pokuta, refleksja i nawrócenie. Przez długie miesiące odrzucałem sugestie dobrych dusz, aby wejść głębiej w kolumny SABA. Ale nie wszystkie! Sam sparzyłem się w przeszłości kupując przypadkowe. To mnie na jakiś czas ostudziło w miłości do SABY i uczyniło niewiernym Tomaszem. SABA IIA są podobne wielkością do Dittonów 15 i grają fraktalami wirującego piękna. Uwielbiam je.

SABA 9240 to amplituner młodszy niż łączone z nim kolumny, ale grający bardzo lekko, przestrzennie i przezroczyście.

Efekt połączenia tej trójki mamy tutaj:

I tak jak przed chwilą odpisałem Kamilowi w komentarzu pod ww filmem na YT, to brzmienie jest odmienne, gdy spojrzysz na nie z punktu widzenia audiofilskiego niuansu, analityki, która definiuje Twój refleks. Ale jako „normalny człowiek” gdy siądziesz i zaczniesz słuchać…. to obie włócznie, Saba IIA i Ditton 15, pod różnymi kątami, inną trajektorią, uderzą w ten sam punkt – pod lewą częścią klatki piersiowej.

Prosto w serce.

Still Life (Talking) – (CPK session no. 8)

Niektórzy ludzie mają taką cechę, że od razu po nich widać kiedy podejmują jakąkolwiek próbę niedopowiedzenia czy konfabulacji. Uwielbiam obserwować jak gimnastykują się, kiedy dla dobra sytuacji muszą przez kimś skłamać. Są wtedy w 100% nieprzekonujący. Mimo że ich słowa mówią coś zupełnie innego.

Ja sam wpadłem w taką pułapkę i praktycznie każdy kto przebrnął przez moją epopeję o kolumnach Telefunken SB 86 mógł zarzucić mi, że moje prawdziwe odczucia są lekko obok tego co piszę.

Czytaj dalej →

H to He Who Am The Only One (CPK session no. 7)

Po kilku dniach słuchania Freudenstadt + kolumn z zestawu zapragnąłem przyciemnić nieco dźwiękowy pejzaż i wytargałem z garażu SRI-16 (btw. czy ktoś wie czym różni się SRI-16 od SRI-18??). Jeden z moich dwóch egzemplarzy, który w trakcie podróży został przez kuriera potraktowany rzutem narożnikiem w beton. Zdjąłem więc obudowę i niedzielne popołudnie spędziłem z klejem do drewna, kitem w kolorze czereśni, papierem ściernym i olejem do drewna. A SABY słuchałem na golasa…. tzn SABA była bez obudowy 🙂

Czytaj dalej →

Waiting for the Sun (CPK session no. 6)

W Japonii najwcześniej wschodzi słońce. Noworoczne fajerwerki rozbłyskają nad Tokyo na długo przed tymi w Europie i Amerykach. Z tego powodu Japonia nazywana jest równie często „krajem kwitnącej wiśni” co „krajem wschodzące słońca” (nie mylić z „domem wchodzącego słońca” 🙂 ). Symbolika mojego przepinana kabli z ostatnich dni to właśnie wschodzące słońce – pełne otwarcie serca na sprzęt audio z Japonii za sprawą magicznych CS-53.

  • Co tam dziś eksplorujesz, Japan? – pyta Kamil
  • Nieustannie – odpowiadam
  • Wciągło jak chodzenie po bagnach?

Szósty dzień na bagnach

Bohaterowie mojej wędrówki:

  1. Kolumny Pioneer CS-53 – główny bohater, nie schodzi z piedestału, absolutny zawrót głowy
  2. Amplituner Pioneer SX-424 – mały samuraj z 1972 roku, najniższy z serii, ale biegły w walce z większymi rywalami
  3. Amplituner Pioneer SX-440 – rocznik 1969, mam go już półtora roku i najwyższa pora aby zrobić o nim pełny wpis, bo jest zasłużony w mojej historii odkrywania vintage hifi
  4. Kolumny SABA Box IIA – to moje drugie kolumny SABA, pierwsze z tak chwalonej serii, pojawiły się na podstawkach, sprawdzone, że grają, zebrane pierwsze wrażenie i… przełączone na CS-53
  5. Amplituner SABA IIA – partner dla boxów 2a…
  6. Celestion Ditton 15 – powrót po roku
  7. Katalogi Pioneera 60/70, które namiętnie studiuję

Czytaj dalej →

Disintegration (CPK session no. 5)

Gromadzenie sprzętu w salonie musiało się skończyċ porządnym opierdolem. Taki nadszedł spodziewanie tuż przed ostatnim weekendem. Chciałem jednak przed etapem sprzątania trochę bardziej poukładać tę matrycę powiązań: muzyka-wzmacniacz-kolumny.

Pobudka w sobotę o 4:30. Nie mogłem już zasnąć więc zszedłem na dół i rozbiłem sobie poranną sesję po cichu. A jak niektórzy mawiają – rano człowiek ma nierozruszane bębenki i dlatego słuchanie przed południem powinno być zabronione 🙂

Ciche słuchanie to w ogóle osobna kategoria. Ucho głośniej słyszy środek pasma, więc skraje podbija się filtrami. Wiele niemieckich wzmacniaczy ma ten kontur “wbudowany” już w pewnym sensie w potencjometr głośności.

Spoilerując samego siebie – czasem zdarzają się takie dni, taki nastrój, kiedy kompletnie „nic nie siedzi jak powinno” i cała ta poranna sesja przepinania kabli była jedną wielką dezintegracją tego co wiem, wydaje mi się, że wiem, tego co mi się podoba, albo wydaje mi się, że się podoba.

Czytaj dalej →

Easy Living (CPK session no. 3)

Przez chwilę zastanawiałem się, czy robić ten wpis jako CPK (codzienne przepinanie kabli) czy jako recenzję kolumn Philips F9416. To właśnie ich odbiór z Acoustic Kolbudy, (gdzie robione były zawieszenia głośników basowych) był motorem do przepinania kabli, ale w końcu trafiłem na taką konfigurację, gdzie na chwilę zostały one całkiem wypięte z obwodu i wtedy właśnie złapała mnie głębsza refleksja.

Ale od początku: Philips F9416 to kolumny największe (57 litrów) i najdroższe z serii F9*** Philipsa z lat 1982-84. Klimat cyberpunka/new romantic. Napiszę o nich więcej w osobnym wpisie. Jeszcze wczoraj (a nawet przez ostatni tydzień) słuchałem amplitunera Metz 485 z Dittonami 44 i nic nie motywowało mnie do zmiany tej konfiguracji. W tym układzie był i miecz i magia…

Czytaj dalej →