ITT Schaub & Lorentz – In the Garden of Earthly Delights

Bez wątpienia ITT Schaub & Lorentz z przełomu lat 60/70 miał bardzo rozpoznawalny styl. Idealnie od frontu, bez górnej perspektywy, amplitunery tej marki wyglądały zwyczajnie. Kolejny długi parapet z suwakami, gałkami i cienką skalą na froncie… Ale wizualna magia tego sprzętu to górna perspektywa… Wyraźna, duża skala radiowa umieszczona jest pod przeszkloną górną pokrywą… Patrząc na nią masz wrażenie, że jesteś w Hotelu Radisson Blu w Kairze, gdzie pod szklaną podłogą na poziomie -1 umieszczone są egipskie muzealne artefakty z czasów Faraonów. Mam dwa amplitunery ITT i w obu wszystkie żarówki są sprawne, skala perfekcyjnie doświetlona, a przezroczysta pokrywa w idealnym stanie, bez rys i zamgleń. Zupełnie tak, jakby ktoś, kto projektował i budżetował tę linię ITT założył, żeby dać jak najlepsze materiały, które nie zżółkną, nie zmatowią się, nie stracą kontrastu, być może przetrwają dłużej niż piramidy.

ITT Schaub & Lorentz

Coś Ci prześlę!

Mojego pierwszego ITT w pewnym sensie dostałem od Kamila dwa lata temu. Nie tyle dostałem, ale wymieniłem za Denona PMA-250. Kamil chciał wejść drugi raz do tej samej rzeki i posłuchać ponownie PMA-250 a ja akurat uznałem, że nic on nie wnosi do moich audio-ścieżek. Inicjatorem tej wymiany był Kamil, ale jego intencją nie było pozbyć się ITT. Wręcz przeciwnie, Kamil uznał, że ten Schaub&Lorentz 3500, którego otrzymałem jest TAK DOBRY, tak zaskakujący, tak zadziwiający, że muszę go posłuchać. A kiedy zobaczył, że się nie kwapię za bardzo (będąc w tamtych schyłkowych czasach jeszcze niewolnikiem oceniania sprzętu przez jego wartość rynkową i wygląd) wymyślił ten fortel z Denonem.

WTF!? Panie Kamilu!? Co to jest?

ITT Schaub & Lorentz HIFI 3500 mnie rozbił na małe elementy i poskładał jako lekko innego człowieka. Wtedy na piedestale stały kolumny Grundig 1500a prof. ITT jako jeden z pierwszych pokazał mi coś, co dziś wydaje się zupełnie oczywiste. Cofnął mnie o dekadę i pokazał jak inny jest dźwięk vintage z przełomu 70/80 czyli wszystkie około-grundigowe tematy, od tego z przełomu 60/70 czyli tematy około-sabowe i około-lampowe.

ITT 3500 swoim brzmieniem teleportował mnie do ogrodu ziemskich rozkoszy, do wczesnych lat 70-tych, do czasów, gdzie muzyka znaczyła dużo więcej niż dzisiaj, gdzie była sposobem wypowiedzi, wyzwolenia swoich uczuć, była sztuką, przede wszystkim była ważna, a artyści byli autentyczni i bezkompromisowi.

Co dokładnie sprawiło, że to poczułem?

Można to nazwać prostymi trikami, czyli podkręceniem skrajów pasma, dodaniem trochę ciężkości. Można też to nazwać ucieczką od systemowo neutralnego dźwięku, który w odbiorze wydaje się suchy, w kierunku dźwięku podbarwionego, dociążonego. Od początku lat 80-tych audiofilia oderwała się od muzyki i poszła swoją ścieżką, za wszelką cenę odzierając dźwięk z jakiegokolwiek make-up’u, czyniąc go całkowicie naturalnym, bez szminki, bez pudru, bez tuszu do rzęs, bez cieni do powiek. To taki dźwięk z jakim budzisz się rano.

Dźwięk vintage nie jest wrogiem kosmetyków, nie neguje pięknego makijażu, wieczorowej stylizacji i zmysłowych perfum. Nie jest też przeciwnikiem tańca po szklaneczce whisky.

Muzyka w takim wydaniu w zdecydowanej większości jest piękniejsza. Jak w życiu.

To właśnie pokazał mi ITT Schaub & Lorentz 3500 dwa lata temu. Pokazał mi, że nie trzeba szukać dźwięku naturalnego, ale takiego, który się podoba. Konstruktorzy z tamtych lat nawet przez chwilę nie myśleli inaczej. Ich misją było produkować sprzęt, który będzie cieszył ludzi, dawał im dostęp do wysokiej jakości reprodukcji muzyki, przy której będą z przyjemnością spędzać czas.

W katalogach ITT zdjęcie kieliszka z koniakiem jest stałym motywem 🙂

Do refleksji, która stała się tym wpisem, skłoniło mnie wyciągnięcie z garażu ITT 4500. Tak jak wspominałem na początku: mam dwa amplitunery ITT: 3500 od Kamila, i 4500, który kupiłem niedługo potem. I wszystko na to wskazuje, że życie zatoczy koło a 4500 powędruje za kilka dni tam, skąd 3500 dwa lata temu przybył. Przez weekend mam ambicję zrobić testy obu i opisać jak oceniam ich brzmienie po dwóch latach.

Wtedy były odźwiernym do innego świata. Dziś sam jestem ciekaw, czy są jednymi z nielicznych, czy może jednymi z wielu.

Dodaj komentarz