Jak każdy facet w średnim wieku obudziłem się dziś o 4:30 i pomyślałem, że to dobry moment na spokojne przetestowanie ITT 3500 vs ITT 4500. Miałem to robić już dwa tygodnie temu, ale skończyło się tylko na odkurzeniu i odsłuchach ITT 4500 i głowa powędrowała dalej.
Zacznę od końca. Od efektu tych odsłuchów. One grają tak samo!

A skoro grają tak samo, to dlaczego przez dwa lata wydawało mi się inaczej?
Odbiór sprzętu audio można podzielić na dwa główne mechanizmy
- Elementy twarde, czyli to wszystko, co dzieje się przed uszami: elektronika, konfiguracja – czyli elementy współtowarzyszące, serwis (w przypadku vintage bardzo ważny), wielkość i akustyka pomieszczenia. Czyli mówiąć po chłopsku – na jakim sprzęcie i w jakiej chałupie tego słuchasz.
- Elementy miękkie, czyli to wszystko co dzieje się w głowie: wspomnienia innych sprzętów sprzed lat, odsłuchy u znajomych, osobiste preferencje, ogólne osłuchanie, jakość pamięci, osobista zdolność przetwarzania tonów czy nawet forma dnia.
W przypadku ITT 3500 zgubiły mnie elementy miękkie i przez dwa lata utrzymywały w przeświadczeniu, że ten amplituner gra inaczej niż gra w mojej głowie dziś.
Dwa tygodnie temu, we wstępie o ITT napisałem:
[ITT] Pokazał mi, że nie trzeba szukać dźwięku naturalnego, ale takiego, który się podoba. Konstruktorzy z tamtych lat nawet przez chwilę nie myśleli inaczej. Ich misją było produkować sprzęt, który będzie cieszył ludzi, dawał im dostęp do wysokiej jakości reprodukcji muzyki, przy której będą z przyjemnością spędzać czas.
Ale pisząc to bazowałem wyłącznie na wspomnieniach:
ITT 3500 dwa lata temu

Dwa lata temu byłem już jakiś czas na odwyku od „nowej audiofili”. Sprzedałem Audio Physici Avanti a Electrocompanieta schowałem pod szafkę. Zacząłem najpierw losowo „w vintage”, ale szybko trafiłem na nurt „grundigowski”, ale nie ten prawdziwy, odwołujący się do lat 60-tych, a ten nurt rodzimy, odwołujący się do Sanyo JA-220 i plastkikowych Grundigów z lat 80-tych. Na podstawkach w salonie stały kolumny 1500a professional i cieszyłem się ich precyzyjnym szybkim basem, jasną górą i generalnie graniem ocierającym się o granie studyjne.
Kiedy na moje salony wszedł ITT 3500 otworzył mi oczy na to ile ciepła, ile głębi, ile dociążenia może być w muzyce. I potem poszło już szybko, SABY, Elaci, Telefunkeny, angielskie kolumny itd itp… Ale to ITT 3500 zapamiętałem jako sprzęt, który jako pierwszy ocieplił mi dźwięk. I z taką etykietą stał na półce w garażu przez kolejne dwa lata..
ITT 4500 półtora roku temu

Kiedy w moje ręce niedługo później wpadł ITT 4500 i postawiłem go między Elaci i Telefunkeny to… wydał się trochę bardziej liniowy, bardziej precyzyjny w wysokich tonach, z dobrą separacją, bez nadmiernego podkolorowania basu. Mój element miękki, czyli głowa oczywiście, podpowiedziała mi, że ITT 4500 gra inaczej niż ITT 3500.
I żyłem z tym mylnym przeświadczeniem do dziś.
ITT 3500 i ITT 4500 dziś
Dziś rano podłączyłem oba. To samo źródło, te same kolumny (do testów podpiąłem IMF Super Compact oraz ITT LBT 75). Przełączałem, przepinałem. Biegałem między fotelem a sprzętem. I co się okazało?
Gdyby ktoś zaproponował mi, że w ślepych testach mogę wygrać albo przegrać 1 mln $ – niestety nie zdecydowałbym się wziąć w nich udziału. Nie mogę z całą stanowczością powiedzieć, że rozpoznałbym kiedy gra który z nich. A zasada jest taka: jeśli odmawiasz ślepych testów – oznacza to, że nie słyszysz różnicy.
Tych różnic tak naprawdę nie powinno być. One istniały tylko w mojej głowie i były powodowane zupełnie innym towarzystwem, z jakim odsłuchiwałem najpierw ITT 3500 a potem ITT 4500. To są sprzęty tego samego producenta, z tych samych lat, tej samej linii, ten samej mocy (całkiem przyzwoitej jak na tamte czasy 30W) i różnią się głównie dobudowanymi funkcjami: 4500 ma mikser, a trzeci bliźniak z rodziny 5500 ma dołożony magnetofon. To są zasadniczo te same amplitunery…
Z dzisiejszej perspektywy jedno wrażenie jest niezmienne: oba amplitunery ITT są bardzo niedocenianie i fakt, że można je kupić za 200-300 zł brzmi jak za darmo. W przeciwieństwie do niektórych Telefunkenów, Elaców czy SAB, gdzie zachwalałem ich brzmienie jako bardzo zbliżone do grania lampowego, w przypadku ITT jest to granie bardziej neutralne, spod znaku K+H ES20, ale też nie do końca. Stoi gdzieś po środku, ale jedną nogą bardziej po stronie klarowności i precyzji.
Ciekawe, co powiem o nich za kolejne dwa lata? 🙂
