Zastąpił go dźwięk, który nie miał prawa zmieścić się w tych obudowach. Ale o tym następnym razem…
Tak zakończyłem wpis o IMF Super Compact sprzed paru dni. Zderzenie się z nimi to była prawdziwa chirurgia mózgu. Miały być dawcami, a przerosły wszelkie oczekiwania i jakakolwiek próba ich rozczłonkowywania byłaby niczym innym jak zbrodnią na vintage audio. Nie mogę tego zrobić i nie zrobię.

Ale czym mnie tak zaskoczyły?
One tylko udają małe kolumny, a wcale małe nie są. Oczywiście kiedy porównamy je ze skrzyniami KEFa Concerto, Ditton 44 czy 66 albo IMF TLS 50 – to wydają się małe. Jednak mniejsza od wspomnianej ekipy jest zasadniczo tylko buda. Wnętrzności są niemal identyczne jak IMF TLS 50. Ta sama jakość przetworników, bliźniacza zwrotnica… Linia transmisyjna z natury rzeczy jest zminiaturyzowana, ale zestrojenie i charakter brzmienia ten sam.
Bas

Ideą konstrukcji IMF było to aby bas był silny, mocny ale naturalny. Jego obecność nie ma być powodowana przekręceniem gałki basu i wciśnięcia loudness na wzmacniaczu. W ten sposób można osiągnąć głośny bas z niemal każdej konstrukcji – ale co z tego – jak nie dałoby się tego słuchać. Bas w IMF po prostu jest – przy nastawieniach wzmacniacza na zero. Jest go dużo, ale nie przykrywa sobą innych pasm, nie dusi muzyki, nie zakłada koca. Nie chodzi też o to, że on jest szybki i sprężysty, jak chociażby w 650 prof Grundiga. W IMFach ten bas wchodzi w pewien paradoks, bo jest go dużo, nie jest przesadnie szybki, ale jest jednocześnie bardzo czytelny, bardzo klarowny. Spokojnie daje radę w muzyce elektronicznej, ale …. prawdziwe skrzydła rozkłada przy folku.
Możecie posiedzieć: „pffff, folk to każdy system potrafi grać dobrze„. Dużo w tym prawdy. To łatwy gatunek do interpretacji, instrumenty są zazwyczaj czytelnie poukładane i nie ma za dużo „walki o pasmo”. ALE… kiedy puściłem debiut Nicka Drake’a – Five Leaves Left to mnie wbiło. Muzyka na tym albumie opiera się na skomplikowanym, palcowym stylu gry Drake’a oraz jego ciepłym, niemal szeptanym głosie. Całość dopełniają wyrafinowane aranżacje smyczkowe Roberta Kirby’ego, resztę instrumentów gościnnie grają muzycy z Fairport Convention… Zapytacie: „ale gdzie tu bas?„… no właśnie, bez IMFów ciężko by było mi o tym pisać, bo nie zwróciłbym większej uwagi… ot zwykłe plumkanie. Ale tutaj niskie rejestry każdego z akustycznych instrumentów były do głębi pełne, naturalne i czytelne, dokładnie tak, jak brzmią na żywo.
Zrozumiałem, że Five Leaves Left to nie tylko intymne piosenki, ale potężna, wielowarstwowa produkcja, która wymaga od kolumn precyzji, by nie zamienić jej naturalnej głębi w lekko rozlaną plamę.
Środek i góra

Olśniło mnie kiedy Kamil pisał mi, że ma problem ludzi pierwszego świata, że nie wie czy woli Celestion Ditton 33 czyKEF Cadenza.
Pierwsze – to klasyczna średniej wielkości konstrukcja trójdrożna, drugie to dwa głośniki + membrana bierna. Jeżeli można przełożyć brzmienie tych „średniaków” na ich większych braci, a D33 gra w sposób zbliżony do D44, Cadenza do Concerto, to jest pewne rozwiązanie: IMF!
IMF Super Compact zagrały tak jakby skrzyżować ze sobą detal, zadziorność i galop Dittonów z melancholią, atmosferą i poetyką KEFów. Oczywiście każda z tych cech podana w angielskim, zrównoważonym i flegmatycznym stylu.
Elac – przewodnik

Moim przewodnikiem po świecie IMF był na początku lampowy TFK 2430 (to będzie osobna historia) a potem dwa Elaci – najpierw tzw. „komputer” czyli 1000T (to też będzie osobna historia) a następnie „wilkołak” czyli 2200T. I kiedy wpiąłem wilkołaka to naprawdę odechciało mi się szukać dalej… Zagrała cała synergia, którą mają amplitunery Elaca z kolumnami KEF.
Swego czasu Kamil oznajmił mi, że kończy poszukiwania, bo właśnie znalazł świętego Graala i jest nim połączenie KEF Calinda + Elac 2200T. [Co zrobił potem? Oczywiście stwierdził, że za Calindą i 2200T musi istnieć jeszcze bardziej rozwinięta cywilizacja, więc sprzedał ten zestaw i ruszył na poszukiwania… ]
Elac 2200T jest jednak zawodnikiem, który grając w duecie z IMF Super Compact ma umiejętności aby zrobić z nimi to samo co robił u Kamila z Calindą.
Podsumowanie
IMF Super Compact to kolumny które biorą to co najlepsze z ówczesnego KEFa i Celestiona. Jednocześnie można o nich powiedzieć, że jest to tzw. klasa „plus”.

Szukając ich na rynku wtórnym trzeba zwracać uwagę na oryginalność midów. Z racji nietrwałego zawieszenia wielu użytkowników tych kolumn wyrzucało midy do kosza i wstawiało co popadnie. Takich tworów jest trochę na rynku. Wiele z nich opisane jako oryginalne…. Na forach piszą, że zamiana ich na Monacor MSH-115 jest brzmieniowo dopuszczalna (w angielskiej blogosferze pisze o tym człowiek, którego można sparafrazować jako „nasz Greg, ale od IMF’ów”. Jednak co oryginał to oryginał. Ja w swoich niebawem będę musiał te zawieszenia wymienić…. trzymają się na słowo honoru… ale są ori!
PS. Wczesny Cohen brzmi równie zjawiskowo co Nick Drake… i Nina Simone też…

PS2. I More – Floydów gra genialnie….
