Easy Living (CPK session no. 3)

Przez chwilę zastanawiałem się, czy robić ten wpis jako CPK (codzienne przepinanie kabli) czy jako recenzję kolumn Philips F9416. To właśnie ich odbiór z Acoustic Kolbudy, (gdzie robione były zawieszenia głośników basowych) był motorem do przepinania kabli, ale w końcu trafiłem na taką konfigurację, gdzie na chwilę zostały one całkiem wypięte z obwodu i wtedy właśnie złapała mnie głębsza refleksja.

Ale od początku: Philips F9416 to kolumny największe (57 litrów) i najdroższe z serii F9*** Philipsa z lat 1982-84. Klimat cyberpunka/new romantic. Napiszę o nich więcej w osobnym wpisie. Jeszcze wczoraj (a nawet przez ostatni tydzień) słuchałem amplitunera Metz 485 z Dittonami 44 i nic nie motywowało mnie do zmiany tej konfiguracji. W tym układzie był i miecz i magia…

Metz 485 + Philips F9416

Wahałem się, czy zacząć od tej właśnie konfiguracji. Metz jest 15 lat starszy. W dynamicznie rozwijającym się świecie audio tamtych lat to przynajmniej dwie epoki. Metz oparty o tranzystory germanowe, wykończony w szlachetnym, ciężkim drewnie. Philips to lekka konstrukcja z płyty wiórowej w drewnopodobnej sztucznej okleinie, z widowiskową ścianą głośników, kwadratową membraną basową, pokrętłami barwy i nadrukowanymi wykresami charakterystyki. Taki trochę plastik-fantastik mający wywołać u laików efekt „wow”. Ale z perspektywy czasu łatwiej być mądrym i wiedzieć, że to był tylko trik księgowych i innych biznesmenów. Tak samo pewnie jest dzisiaj – niejeden sprzęt w salonach audio sprzedawany za cenę nowych samochodów czas oceni jako wydmuszkę w pięknym pazłotku i odpowiednimi reklamami w specjalistycznej prasie.

Na Metzu słuchałem wczoraj płyty Easy Living nagranej przez Enrico Rava. I od tej samej muzyki rozpocząłem dzisiejsze CPK. Pierwsze wrażenie z Philipsami F9416 było… zwyczajne, nawet poprawne. Granie bez bólu ale i bez szału. Przeszłą przez moją głowę refleksja, że gdybym dostał od „wujka z ameryki” takie kolumny Philipsa w połowie lat 80-tych to bym zapewne uznał je za szczyt techniki i brzmienia wykraczający poza horyzont marzeń dzieciaka u schyłku PRL’u. Z ciekawości włączyłem Stellę – Yello i The Final Cut – Floydów. Tych płyt bym pewnie wtedy słuchał.

„czy tu gani się nas, czy chwali, a jak gani się, to za co?

No właśnie… dziś – mając wiele innych zestawów – opinia, że coś zagrało bez bólu ale i bez szału jest raczej chwaleniem. Ale takim dalekim od entuzjazmu.

Grundig V7000 + Philips F9416

Myślałem, myślałem i wymyśliłem. Grundig V7000 jest najbardziej zbliżony swoją „cyberpunkowością” ale i datą konstrukcji do Philipsów. Wygrzebałem go, nie bez trudu, z garażu i szybko wpiąłem w miejsce Metza. Swojego czasu Grundig V7000 mnie bardzo oczarował. Nawet do tego stopnia, że kupiłem trzy egzemplarze (trochę z rozpędu, trochę świadomie jako backup). Ale to było dwa lata temu, przez ten czas nie próżnowałem. Jednak wspomnienia dotyczące V7000 miałem wyłącznie dobre, a czasami nawet więcej niż dobre.

„No i co? No i nic!

Te słowa miałem w głowie kiedy zacząłem go słuchać. Płasko, kartonowo, jakbym się z mercedesa do pekaesu przesiadł. Żadnej synergii dwóch rówieśników. Bas niby jest, niby solidny, ale odklejony od średnicy. Dźwięk bez głębi… zupełnie nie tak jak zapamiętałem V7000 chociażby z Grundigami 1500a prof, czy Dittonami 15…

Grundig V7000 + Ditton 44

No właśnie! Z Dittonami! Co prawda nie mam już piętnastek, ale mam Dittony 44, większe, lepsze, bardziej dostojne. V7000 musi z nimi dobrze zagrać!

„No i co? No i nic!

Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy i którą napisałem Kamilowi i Dawidowi to:

„Mogłem tej V7000 nie włączać, zachowałbym miłe wspomnienia”

Płasko, mydlanie, mdło…. Kiedyś uważałem zupełnie inaczej, kiedyś V7000 stał u mnie wysoko. Daję wciąż jakiś % szans, że to kwestia tamtych kolumn, których już nie mam, że w tamtych konfiguracjach to się składało w sensową całość. Jednak na chłodno to raczej te dwa lata drogi, dziesiątki sprzętów, tranzystory germanowe, lampy… Poszukiwania tego, co z iskry zapala płomień. Poszukiwania magii w brzmieniu muzyki.

Philips 22RH550 + Philips F9416

Czyli szukamy dalej synergii, tym razem nie synergii rocznika, ale synergii marki. 22RH550 to jedno z philipsowskich rybich oczu. Dekadę starszy. Nie do końca go lubię, nie jest tak ciekawy jak starsze Philipsy, ale też nie szukałem mu specjalnie idealnych partnerek.

No i co? No i już coś… Philips po prostu ułożył dźwięk. V7000 ganiał w jakimś chaosie, wszystkiego było albo za mało albo za dużo. Za to 22RH550, który jest takim średniakiem, zagrał z F9416 jak… średniak. Czyli tak, że … może być, nie boli jak się słucha. A może to już tylko moje obniżone oczekiwania.

Czasami włącza mi się takie poczucie negacji. Rośnie imperatyw, który zmusza mnie do przerwania złego przedstawienia, akustycznego bólu, muzycznych mdłości. Zastanawiam się czy jest to związane z dyspozycją dnia, repertuarem, czy jednak wyjątkowym niezgraniem egzemplarzy kolumn i wzmacniacza. Tak miałem dziś z V7000.

A 22RH550 + F9416 jakoś ujdą. Nie bolą. Można przestać myśleć o sprzęcie, ciśnienie na przełączanie nie jest jakoś wyjątkowo uwierające. Posłucham jeszcze trochę…. a potem opiszę stricte kolumny, w oderwaniu niespodziewanych mdłości z V7000.

4 komentarze „Easy Living (CPK session no. 3)”

  1. Dobrze jest rotować sprzęty.
    Dobrze je rotować w czasie rzeczywistym.
    Kiedy w pamięci jeszcze tlą się lampy!
    Pewnego razu wyłączyłem KUBĘ, aby tlące się wrażenia
    – nomen omen – skonfrontować z tym, co ma nadejść.
    Odpiąłem P25A – 4,5 ohm (+ HS10 – 5 Ohm)
    i do pustych gniazd głośnikowych prędko włożyłem wtyczki od TRUMIENEK – 4 Ohm.
    Jakież było moje zdziwienie, gdy nastała cisza.
    Foobar leciał dalej, a ja chłonąłem chłód tej chwili.
    Trwało to może 3 sekundy.
    I wtedy zjawił się on – „ŁUK ELEKTRYCZNY”.
    Prześlizgnął się po końcówce mocy i zrobił dziurkę.
    Przebił – na wylot – najsłabszy pod transformatorem wyjściowym lut.
    KUBA zgasł.
    Po chwili wstał, rzęził w lewym kanale i opadł z sił.
    Gdyby poszukać analogii w świecie ciała ludzkiego, to
    transformatory wyjściowe odpowiadałyby – chyba – płucom.
    Transformator główny – sercu.
    Dusza – wiadomo – przelatuje przez cały układ i nie ma jednego miejsca
    spoczynku. Skok impedancji był takim przelotem.
    Było w tym trochę żalu.
    Poczucia kruchości swojego ulubionego „ciasteczka”
    Ale… Nie doszło do przebicia uzwojenia wtórnego.
    Kilka dotknięć rozgrzanym grotem i KUBA wstał.
    Świadomość, że może mieć 55-57 lat, dodaje otuchy.
    Te przewrócone ósemki, których uczyli na matematyce, to prawda.

    https://www.radiomuseum.org/r/kuba_riviera.html

    Ps. Już jedzie do mnie SABA SRI-16

    (Niemcy niechętnie puszczają swoje skarby w świat, ale są skrzynki mailboxde !!!)

    1. Mailboxde – dobry trop, może to być rozwiązanie na opornego Niemca. Aczkolwiek ja jakoś dogaduję się, jeśli bardzo mi zależy. Mój niemiecki jest na poziomie z czasów harcerskich obozów w NRD kiedy jedyne co umiałem powiedzieć, to zgrabne zaproszenie Niemki do domu celem kinder machen 🙂 ALE AI robi cuda – a każdy Niemiec chętniej dyskutuje, kiedy człowiek zwraca się do niego niepokaleczonym językiem.

      Co do KUBY… niedostępny, ale będę miał na oku.
      Co do poetyki Twoich komentarzy – czekam na nie… jesteś w pewnym sensie współtwórcą tego bloga 😉

  2. Mam podobne wrażenia odnośnie „Rybiego Oka”. Średniak, ale za tym średniakiem kryje się pewien spokój, może grać sobie w tle godzinami. Do tego wieczorem wycieraczki myją okna i jest pewna przyjemność z odsłuchu. A jak na krzem – ma pewną fakturę organiczną i „życie” w dźwięku – dobrze przy tym odtwarza gitary elektryczne zagrane na lampowych wzmakach – jak na krzem nawet iskrzą. Nie gra pełną piersią jak philipsy germanowe, ale ma to coś jak dla mnie i u mnie wylądował na półce „nie sprzedaje”, mimo że na początku również nie byłem do końca z niego zadowolony i brałem go jako „kanapowe brzmienie” i nic więcej, ale czas spędzony z nim na dłużej pozwolił go docenić bardziej. Dla mnie idealny do grania w tle przy pracy.

Dodaj komentarz