Cadence & Cascade (CPK session no. 4)

Jarmark Dominikański

Jest w Gdańsku praktycznie od zawsze na przełomie lipca i sierpnia. W latach 80-tych jeździłem tam z rodzicami, którzy kupowali rzeczy niedostępne wtedy w sklepach. Z czasem przerodził się targowisko plastiku i pajdy ze smalcem. Jednak ostatnio mam wrażenie, że znów jest trochę ciekawiej. Ale od zawsze osobną kategorią były alejki ze starociami. Na samym początku lat 90-tych kupowałem tam pirackie ksera z powieściami Alistaira MacLeana, ale bardzo szybko z książek, komiksów czy starych banknotów wyszedłem i postawiłem duży znak równości. Jarmark Dominikański = używane płyty winylowe!

Zanim powstało Allegro używane winyle kupowałem chyba tylko raz do roku. Robiłem to tak długo, jak długo były wielokrotnie tańsze od płyt CD. Z pudła za 5 zł wyciągałem The Final Cut czy debiut Gilmoura. Albo negocjowałem z 17 zł na 12 zł The Future Now – Petera Hammilla. Długo się nie poddawałem, ale sprzedający chyba wyczuł, że mi zależy, więc stanęło na 15 zł.

Od jakiegoś czasu, gdy globalny handel sprawił, że płyty winylowe są dostępne w każdej postaci, a dodatkowo zaakceptowałem ich ceny, polowanie na Jarmarku Dominikańskim jest jak obiad w restauracji. Masz świadomość, że można te same płyty kupić każdego dnia na różnych serwisach internetowych, często taniej i w lepszym stanie – ale … przyjemnie jest czasem zjeść na mieście zamiast gotować sobie w domu.

Czego konkretnie Pan poszukuje?

Gdy słyszę takie pytanie podchodząc do pudełka z płytami zamykam się w sobie i nie potrafię znaleźć odpowiedzi. Bo ja nie szukam niczego, praktycznie wszystko co chciałem mieć to mam, może niektóre płyty chciałbym mieć w lepszym stanie, a może dopiero przeglądając przypomni mi się, że TO WŁAŚNIE CHCĘ.

A jaki gatunek Pana interesuje?

Gdy sprzedawca drąży dalej, coraz bardziej zamykam się w sobie. Bo co niby mam powiedzieć? Od dawna nie słucham gatunków. One istnieją tylko po to aby łatwiej było systematyzować katalogi, a nie po to aby jednego słuchać a innego nie.

Poskarżyłem się ostatnio jednemu sprzedawcy, że takie pytania sprawiają, że moje introwertyczne jądro duszy czuje się napastowane i mam ochotę uciec z winyli w kierunku pajd ze smalcem. Zaskoczył mnie swoją odpowiedzią, którą pokazał mi szersze spektrum swojego zawodu: „A wiesz, że wiele osób oczekuje takiego pytania, i jeśli go nie zadam to odchodzą? Oczywiście muszę wyczuć, kto tego pytanie oczekuje, a kto odejdzie właśnie gdy je zadam” . W sumie racja. W czasie jak rozmawialiśmy trzy osoby skulone w sobie wertowały kolejne pudełka, ale dwie inne zniecierpliwione zawołały: „Ma Pan coś Depeche Mode!?” oraz „Gdzie jest Krzysztof Krawczyk!?

Cadence & Cascade

Jarmark Dominikański - efekt łowów

Pierwszego dnia wertowałem płyty bardzo długo. Taktykę zostawienia żony, dzieciaków i psa w domu mam już opracowaną. W poprzednich latach było: „Ojej, jedziesz na Jarmark? To może też z Tobą pojedziemy!„…. a po 30 minutach: „Tomek, no…. pies chce tylko do Ciebie, no i jest tu zbyt tłoczno… noooo

Kupiłem 4 płyty:

  • Pink Floyd – More, wydanie kanadyjskie. Aż dziwne, że nie miałem tego albumu do tej pory na LP. Cymbaline oraz Green is the Colour mógłbym słuchać w pętli przez całą noc.
  • King Crimson – In the Wake of Poseidon – wydane brytyjskie z lat 70. Mam ten album w bardzo poszukiwanym wydaniu USA z 1970 roku. Ale niestety stan płyty z pogranicza fair/good. Raczej jako eksponat a nie do słuchania. Za to egzemplarz, który kupiłem to zdecydowany excellent.
  • Bob Dylan – Under The Red Sky – po prostu uzupełnienie kolekcji
  • Bob Dylan – John Welsey Harding – tutaj byłem pewny, że mam tę płytę… ale okazało się, że nie mam. Ale w Dylanach można się pogubić… tyle tego wydał.

Odsłuchy

Wróciłem do domu i zacząłem drapać się po głowie w jakiej konfiguracji zacząć odsłuchy. W pierwszej kolejności spiąłem mój preamp Moon (czyli zdecydowanie nowożytny sprzęt) z SABA SRI-16. Na brzuszku Moona można przełącznikami regulować rezystancję czy pojemność obciążenia. Ale grało to jakoś jako-tako, wręcz średnio.

Kolejny poszedł na stół Telefunken V201a. Moona odpiąłem i moją REGĘ 6 z Denonem DL-110 spiąłem bezpośrednio do preampa gramofonowego wbudowanego w TFK V201a.

No i to zagrało….

Zgrało tak, że chciałem po prostu wstawić ten film, który nagrałem i napisać ledwie dwa trzy słowa. Konfiguracja w pełni analogowa zagrała lepiej niż Tidal puszczony przez DACa.

Przez tydzień nie miałem motywacji aby cokolwiek zmieniać i bawić się kablami. Po prostu słuchałem płyt.

Na Jarmark Dominikański pojechałem jeszcze raz. Tym razem miałem w głowie jeden jedyny album, którego szukałem. I znalazłem 😉

PS1

AD166 znalezione!

PS2

Patricia Barber zagrała całkiem fajny koncert, tylko krzesełka w Teatrze Muzycznym w Gdyni są takie, że Ryanair mógłby tu przyjść po nauki 🙂

Dodaj komentarz