Z głośników leci Within the Realm of a Dying Sun – Dead Can Dance. Ta płyta jest dosłownie stworzona do Sonabów. Jej realizacja nie umieszcza dźwięków precyzyjnie w przestrzeni, ale tworzy z nich chmury, mgły i aureole. NIE MA – naprawdę NIE MA – lepszych kolumn niż ortoakustyczne, czyli skierowane do góry, do oddania tej muzyki.
Posłuchałem w całości ze streamingu, ale potem przypomniałem sobie, że pierwsze tłoczenia tych winyli dla 4AD mają w sobie jeszcze więcej tego klimatu. I poszło z winyla. Uwielbiam ten album. Brak mi słów, żeby go opisać.
NAD 120 + SONAB OA-5 + Dead Can Dance = wieczór z muzyką i koniec przepinania kabli.
Tymi słowami skończyłem wczorajszy wpis. Ale ta kompozycja sprzętu i muzyki zasługuje na więcej niż tylko wzmiankę na końcu wpisu o NAD 120.
Pięć lat temu kiedy rozpoczynałem (po przerwie) moją fascynację vitnage hi-fi każdy zakup był celebrowany na 100%. Długie analizy, wertowanie audiostereo i temu podobnych for, godziny na allegro i olx… Wymyśliłem wtedy, że chcę mieć muzykę w sypialni. Generalnie w sypialni się słucha od wielkiego przypadku, ale każdy powód aby coś kupić jest dobry. W ten sposób wpadłem na ofertę sprzedaży amplitunera NAD 120.
W kalejdoskopie trzymanym w ręku dziecka kolorowe szkiełka obracają się i zmieniają ustawienie mniej więcej z taką samą częstotliwością jak wzmacniacze i kolumny u Kamila w Pszowie. Kładziesz się spać – na piedestale Elac, budzisz się – na jego miejsce wkroczył Goodmans. Idziesz z psem – KEF Cadenza to najlepsze kolumny świata, wracasz ze spaceru – tylko Ditton 33 !!! I tak codziennie i tak każdego dnia… Ciężko się w tym połapać, ciężko dotrzymać kroku 🙂
Dwa tygodnie temu kalejdoskop zatrzymał się w jednej pozycji. Czas pokaże na jak długo. Ale w skali Pszowa, to są przynajmniej lata marsjańskie. Ta pozycja to …. UHER CV 140. Wzmacniacz inny…
Czasami mam wrażenie, że grzebię na śmietniku historii hi-fi. Niektórzy nazywają to archeologią (swoją drogą bardzo lubię oglądać archeologów hi-fi), ale w moim przypadku coraz częściej gonię za „skarbami” jak najtańszymi, najbrzydszymi i takimi, co mało kto oko na nich zawiesi.
Po części to wynika z podaży. Mam wrażenie, że tych najtańszych modeli danego producenta zawsze sprzedawało się najwięcej. Kiedyś sprzęt grający był w każdym domu. Nie można było nie mieć radia, gramofonu a później magnetofonu. I zdecydowanie nie każdy był audiofilem – często decydował portfel, dlatego tak dużo dziś można znaleźć na rynku wtórnym sprzętu z podstawowych linii.
Dzisiaj jest trochę inaczej. Posiadanie sprzętu grającego w domu charakteryzuje prawie wyłącznie dwie grupy: nowoczesnych audiofili oraz romantyków starego sprzętu. Oczywiście ktoś może powiedzieć: „ja słucham muzyki, sprzęt mnie nie interesuje” – ale taką osobę też możemy przypisać tu bądź tu.
Wracając do grzebania na śmietniku historii Hi-Fi można tam trafić na wiele ciekawych eksponatów, które kompletnie nie wyglądają, nie cenią się również… ale grają.
Ja wygrzebałem wzmacniacz National Panasonic czyli de facto Technics SU-2300. Całe zamieszanie brandingowe polegało na tym, że japoński koncern Matsushita produkował mnóstwo elektroniki użytkowej pod nazwą National (Azja, Europa) oraz Panasonic (USA). Technics powstał jako brand wyłącznie sprzętu Hi-Fi. Mimo, iż pierwsze sprzęty z logiem Technics ukazały się światu już w połowie lat 60-tych jeszcze 10 lat później można znaleźć takie rodzynki jak słowną hybrydę National Panasonic SU-2300 która de facto jest niczym innym jak Technicsem SU-2300.
Grobowiec Tutanchamona został odkryty 4 listopada 1922 roku w Dolinie Królów pod Luksorem w Egipcie. Odkrycia dokonał brytyjski archeolog Howard Carter, co uznano za największą archeologiczną sensację XX wieku.
W 1923 roku Axel Holstensson w szwedzkiej miejscowości Motala założył firmę montującą radia na bazie podzespołów importowanych z Niemiec i nazwał ją… Luxor.
Jestem fanem Philipsa od połowy lat 80-tych, gdy moi rodzice dokonali rzeczy absolutnie karkołomnej i załatwili do domu porządną lodówkę tej marki. Całe moje dzieciństwo i młodość związana była z codzienną ekspozycją na logo PHILIPS w postaci tej lodówki.
Ta wyjątkowa sympatia i zaufanie do marku przekłada się na moje wybory przez resztę życia. Kiedy kupowałem pierwszego discmana – wybór padł na Philips, gdy potrzebowałem słuchawek – podświadomie wybierałem Philipsa. Niestety lata 90-te to był upadek wielu marek, księgowi w pierwszym rzędzie decyzyjnym, plastik i najtańsze rozwiązana. Kupując kolejne tanie rzeczy z logiem Philips mój entuzjazm opadał…
Ale kilka lat temu, za sprawą mojego sąsiada, który pracował w Holandii, trafiła w moje ręce cała seria sprzętów marki Philips z serii 22RHxxx – czyli sam początek lat 70-tych. Wiele z nich było naprawdę fantastycznych. W tym mój ulubiony 22RH590. Mam też coś z wcześniejszej linii czyli 22GHxxx, ale o tym innym razem. Natomiast serię późniejszą czyli 22AHxxx traktowałem z lekkim przymrużeniem oka. Druga połowa lat 70-tych, co czas kiedy sprzęty „udawały się” fifty-fifty. Czasami słychać było jeszcze inżynierów, a czasami już księgowych.
Miałem świadomość istnienia serii amplitunerów Philipsa z tych czasów, ale one również ciekawiły mnie fifty-fifty…