SABA VS 100

Dla SABY w latach 60/70 produkcja wzmacniaczy takich jak SABA VS 100 to była całkowita nisza. Jeżeli wierzyć katalogom z tamtych czasów cała siła produkcji szła w kierunku jednostek sterujących zwanych dźwięcznym słowem „Steuergerät„. Jednostka centralna, jednostka sterująca to nic innego jak amplituner, czyli wzmacniacz i radio w jednej skrzynce, do której można podłączyć z jednej strony gramofon i szpulowca, a z drugiej – kolumny.

Wzmacniacz i radio osobno?

A dlaczego? A komu to potrzebne?

Czytaj dalej →

SABA HiFi Studio 8070 Stereo

Rok 1975. SABA HiFi Studio 8070. Mój drugi amplituner SABY z ósemka z przodu – czyli ciąg dalszy serii Studio 8XXX. Tabela, którą sobie sam zrobiłem z oznaczeniem amplitunerów tej serii na linii czasu pomaga mi jednym spojrzeniem odnaleźć się szybko w tym uniwersum.

Rok plastiku

Tak więc rok 1975 był rokiem plastiku. Przynajmniej tak przedstawia go SABA 8070.

Od premiery opisywanego wcześniej modelu 8080 minęło 5 lat. W pewnością były to lata, kiedy kiedy księgowi podwinęli rękawy i zabrali się ostro do pracy. Model 8070 z daleka wygląda nawet porządnie, jest kilka centymetrów mniejszy od 8080, posiada zaokrąglone rogi i generalnie nic nie zwiastuje konstrukcyjnych dróg na skróty poprzez excelowe tabele kosztów. Kiedy się do niego zbliżamy okazuje się, że obudowa to nie szlachetne drewno, ale najbardziej podły wyrób drewnopodobny – plastik + folia imitująca kolor i fakturę orzechu. Można powiedzieć – znak czasów, a nawet znak postępu. Ale skoro plastik w 1975 roku to postęp, to skąd okleina imitująca drewno?

Czytaj dalej →

Telefunken Opus Studio 2650

Wiele wpisów, które tutaj zamieszczam mają swój początek, swój szkic, w rozmowach z Kamilem, który jest zazwyczaj powiernikiem mojego pierwszego wrażenia. I również Kamilowi napisałem parę godzin temu, że gdybym miał wiele żyć (do zmarnowania) to w jednym z nich otworzyłbym sklep z vintage audio obok istniejącego już sklepu z nowym audio i napisał na szyldzie: „tutaj wydasz 10% kwoty co obok i zesrasz się z wrażenia„. Po chwili zastanowienia niekoniecznie chciałbym prowadzić biznes, gdzie klienci srają, niezależnie od tego czy z wrażenia czy z niezadowolenia, no ale słowo się rzekło.

W tym sklepie na pewno stałby Telefunken Opus Studio 2650. Dla niepoznaki postawiłbym go kąciku kawowym. Częstowałbym klientów kawą albo herbatą jeśli wpadliby po 17:00 i proponował ciasteczko do napoju. Wskazywał ręką na chlebak i mówił, że proszę się częstować.

Czytaj dalej →

SABA HiFi Studio 8080 Stereo

Przeglądałem ogłoszenia na portalu naszych zachodnich sąsiadów i wpadło mi przed oczy jedno za śmieszne pieniądze: 20 euro. SABA 8080 – opis był krótki – stan wizualny jak na zdjęciach, nie włącza się… Amplituner wyglądał jakby stał na strychu większość swojego życia, z czego część jako podstawa pod inne cięższe przedmioty. Skrzynia była porysowana, dwa żeberka wyłamane. Ale na plus świadczyło to, że był wizualnie kompletny. Nic mnie tak nie zraża do kupna jak brak gałek, albo założone inne, nie z tego modelu. Ale tutaj wszystko było ori. Zapytałem więc o przesyłkę do Polski i ku mojemu zdziwieniu Gunther się zgodził. Koszt wysyłki był co prawda wyższy niż koszt amplitunera, ale trzeba było iść za ciosem.

SABA 8080

Czytaj dalej →

Amplitunery SABA serii 8xxx

W jednej z rozmów z Kamilem zaczęliśmy dywagować nad tym, czy to możliwe aby inżynierowie SABY (zaraz po wypuszczeniu na rynek lampowych: Automatica, SRI, Freudenstadta E, oraz chwilę później hybrydę Studio I oraz w pełni tranzystorowe Studio II, IIA oraz III) nagle zaniżyli pułap lotu? Sam początek lat 70-tych nie był jeszcze tym czasem, kiedy pałeczkę dyrygenta w przedsiębiorstwach projektujących sprzęt HI-FI przejmowali księgowi. Dlaczego więc SABY z lat 70-tych, w czterocyfrowej nomenklaturze miały brzmieć znacząco gorzej?

Modele zaczynające się od cyfry 8 czyli 8xxx są bardzo tanie, a to dodatkowy argument, aby się przekonać jak grają. Dodatkowo, jeśli przyjdą niesprawne, to strata finansowa będzie niewielka. Z drugiej strony – pieniądze włożone w serwis nigdy się nie zwrócą.

Na pierwszy ogień poszły… katalogi SABY z lat 70-tych. Przeglądałem je dość szczegółowo ze szczególnym uwzględnieniem serii 8xxx aby ułożyć sobie w głowie ich hierarchię względem siebie i osadzić na osi czasu.

Generalną zasadą nazewnictwa jest użycie w nazwie (trzy ostatnie cyfry) mocy muzycznej (sumy obu kanałów). Jeśli moc muzyczna to 2x40W, a amplituner ma dwie końcówki mocy jego numer oznaczano jako 8080. Jeśli moc muzyczna to 2x60W model odpowiednio nazywał się 8120. Ten schemat był używany sumiennie i precyzyjnie do samego końca serii 8xxx.

Oto tabelka, którą opracowałem na bazie katalogów (nie uwzględnia ona flagowego Freiburga i jego modyfikacji, wzmacniaczy serii V, konsol z gramofonem oraz serii 9xxx czyli Ultra HIFI która weszła w 1976 roku):

19701971197219731974197519761977
80408040
808080808080
812081208120
8035803580358035
80508050
80608060
810081008100
8061*8061*
807080708070
80908090
8200**8200**8200**
  • 8061 różni się od 8060 automatycznym dostrajaniem UKF oraz pilotem zdalnego sterowania
  • 8200 ma cztery końcówki po 50W stąd suma mocy muzycznych daje takie ogłoszenie

Na pierwszy ogień poszedł najwyższy z serii 8xxx w roku 1970 czyli model 8080. Ale o tym w następnym wpisie.

Appendix do wpisu nt. MA6

Dopiero wczoraj zrzuciłem Monitor Audio MA6 z moich podstawek. W miedzy czasie połączyłem je jeszcze z Klein+Hummel ES20. Przy K+H w życiu nie powiedziałbym, że MA6 są ciemne. Krystaliczny i szczegółowy ES20 zrobił kawałem magii. Zostawiłem to połączenie na kilka wieczorów i zająłem się słuchaniem całych albumów – a nie przepinaniem kabli.

Wczoraj spiąłem je jeszcze z klasyką gatunku – Sanyo JA-220. Co ciekawe, to doświadczenie potwierdziło moją stawianą w poprzednim wpisie tezę, że MA6 o kilka lat wyprzedziły swój czas i grają one najciekawiej z wzmacniaczami z lat 80, o neutralnym zacięciu.

Poniżej zapis takiego mariażu:

Monitor Audio MA6

O tym, że istnieje taka firma jak Monitor Audio wie chyba każdy, kto interesuje się światem audio. Można ją traktować jako firmę nowoczesną, prężną, widoczną w salonach audio i prasie. Marketingowo robi chyba dobrą robotę, bo plasuje się na półce średniej, może nie trafia do klientów z najzasobniejszym portfelem, ale za to do sporej liczbowo grupy „aspirujących”. Sam (w czasach pre-vintagowych) kilkukrotnie zastanawiałem się nad kupnem czegoś z linii Silver albo Gold. Wielokrotnie też kupując coś na OLX pytałem „z czym u Pana grał ten wzmacniacz?„, kilkukrotnie odpowiedź brzmiała: „z Monitor Audio

Autodefinicja

Gdy wejdziemy w zakładkę „O nas” na oficjalnej stronie Monitor Audio, komunikat jest prosty i bije w oczy:

Monitor Audio nie jest marką retro i nie ma czasu na nostalgię.

Czytaj dalej →

Camel – 06.04.1997 – trasa „Harbour of Tears”

Rozpoczynam nowy cykl na moim blogu: koncerty.

Camel - Harbour of Tears

Jestem rocznikiem 1977. Byłem za młody aby być na trasie Clutching At Straws – Marillion w gdańskiej Hali Olivii. Generalnie również przez cały początek lat 90-tych byłem za młody aby samodzielnie jeździć na koncerty. Żelazna kurtyna, choć politycznie rozsunęła się w 1989 roku, zespoły z zachodu zaczęły nas odwiedzać ze sporą bezwładnością. Pamiętam jak w 1992 roku przyjechał Procol Harum do Kongresowej. Radiowa Trójka tak pompowała ten koncert, jakby odwiedził nas niemal Pink Floyd, The Rolling Stones i Michael Jackson na wspólnym koncercie. Takie koncerty to było wydarzenie! Pamiętam również jak Piotr Kaczkowski w 1995 roku organizował autobusy jadące do Niemiec na King Crimson na trasę Thrak. Nie traktowałem tych wydarzeń z perspektywy możliwego współuczestnictwa. Słuchałem nocnych audycji w Trójce i przyjemność sprawiało mi samo słuchanie jak ludzie opowiadają jak smakowały im cukierki. Nie marzyłem na poważnie, że jestem w stanie wybrać się na takie eskapady. Uczeń liceum, z kieszonkowym ledwie starczającym na jedną płytę CD miesięcznie pod warunkiem, że będę jeździł do szkoły na gapę. Ponieważ równolegle trenowałem biegi – podejmowałem to ryzyko.

14 października 1995 roku (OMG! 30 lat temu!) do Polski przyjechał po raz pierwszy Peter Hammill. Oto jego setlista z Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy. Kilka utworów transmitowała Trójka, a Tomek Beksiński opowiedział o tym koncercie w taki sposób, że po 30 latach wciąż pamiętam jak spłycił mi się oddech, gdy Tomek opowiadał, jak publiczność czekała z brawami do samego końca, do finalnego wybrzmienia ostatniej nuty. Wtedy następowała feeria oklasków. To nie był tylko koncert. To było zjawisko.

Tamtego dnia coś się we mnie zagotowało to tego stopnia, że postanowiłem po raz ostatni opuścić koncert, który mógłby być koncertem mojego życia. O każdy kolejny walczyłem. I na na wiele z nich udało mi się pojechać.

Camel – 06.04.1997 – trasa „Harbour of Tears”

Czytaj dalej →

Pioneer A-400

To jest jeden z czterech muszkieterów według Reduktora Szumu. Cała czwórka to: NAD 3020 (produkowany od 1978 roku), Audiolab 8000A (1983), Musical Fidelity A1 (1985) oraz tytułowy Pioneer A-400 (1991). Wszystkie pochodzą mniej więcej z tej samej epoki, wszystkie były raczej budżetowymi wzmacniaczami i wykazywały się (podobno) neutralnością reprodukcji dźwięku na poziomie dużo droższej konkurencji. Dlatego przywykła do nich etykieta tzw. „giant killers”.

Pioneer A-400

Moja wędrówka po ścieżkach vintage audio na przełomie tysiącleci zaprowadziła mnie do NADa 3020, którego kupiłem wtedy za 200 zł i mam go do dziś. Audiolaba miałem tuż przed startem tego bloga, ale sprzedałem ponieważ dublował mi w pewnym sensie brzmienie Creeka 4040s2 i uznałem, że do tego drugiego sięgać będę częściej. Musical Fidelity A1… od 20 lat staram/starałem się go kupić, ale zawsze coś mi nie pasowało, albo moment, albo stan, albo odległość…. dosłownie kilka razy miałem go w koszyku, ale mózg nie wysłał sygnału do palca, aby nacisnął red button „kup teraz”. A Pioneera A-400 nawet nie chciałem mieć… Zadziałał tutaj bunt przed niespełnionymi PRL’owskimi marzeniami, aby mieć taką czarną wieżę, na 42 cm szeroką, składającą się z wielu klocków: wzmacniacz, magnetofon 3head, CD, tuner… Ile razy chodziłem do PEWEXU je oglądać: Sony, Technics i Pioneer – trzej królowie japońskiego audio, tak samo niedostępni jak BMW, Mercedes i Audi. Kupowałem wtedy za 1 dolara kasetę TDK A90 albo jak był lepszy miesiąc i więcej butelek znalazłem w rowie i oddałem do skupu to TDK SA90. I wracałam autobusem, albo wskakiwałem na tylne siedzenie Fiata 126p i wracałem do domu aby odpalić swoją Unitrę AT 9010.

Czytaj dalej →

Coś jest w tym Pioneerze SX-424…

Cały dzień słuchałem Sansui 1000X spiętego z Ditton 44. 1 listopada – muzyka ciszy. Niestety ani 357, ani stara Trójka nie grały takiej ciszy, żeby mogła grać u mnie non stop. Włączyłem więc archiwalną playlistę i grało… do sprzątania, rodzinnych rozmów, obiadu, deseru i kolacji.

Kiedy rodzina wyszła, słuchałem tego zestawu jeszcze trzy godziny. W końcu wstałem, żeby poprzepinać kable – pod ręką był JA-200 i Pioneery CS-53. Spiąłem, pomyślałem: „hmmm, to nie to„. Pokręciłem się po pokoju i choć bardzo nie chciało mi się już dziś niczego zmieniać, spojrzałem na ampli Pioneer SX-424

Pioneer SX-424

Czytaj dalej →