Konwencja tytułów wpisów prowadzi do piosenki zaśpiewanej a capella przez Janis Joplin, ale gdyby rozwinąć ten tytuł o kilka symboli, to byłby zdecydowanie Mercedes Benz W109 300 SEL. Przełom jak 60/70. Najlepsze lata zarówno niemieckiej motoryzacji jak i niemieckiego HIFI.
fot: https://rmsothebys.com
Tak jak ten mercedes był jednym z absolutnie topowych modeli tej marki w tamtych czasach, tak samo Opus hifi 301 był na szycie amplitunerów Telefunken z przełomu 60/70.
O tym, że SANYO JA 220 oraz cała jego rodzina, w tym Grundig V1850 to tzw rewelacyjny „sprzęt ze śmietnika” było wiadomo już od jakiegoś czasu. Rok temu tę hipotezę przywołał na swoim YT Reduktor Szumu. To był ostatni gwóźdź do legendy „ekstremalnej taniości” całkiem dobrego sprzętu. Ceny chwilowo skoczyły pod 700 zł, a gdy kurz opadł zatrzymały się na 400-500 zł. No ale to już nie jest „za grosze”… Mówię tutaj o rodzinie Sanyo i Grundiga – niewielkich, plastikowych wzmacniaczach z połowy lat 80-tych.
Jak trafiłem na wzmacniacz Marantz PM-151?
Trafiłem na niego tropem taniości, tropem poszukiwań sprzętu na imprezę, na której może ktoś wylać na niego zawartość kieliszka wina i nie będzie mi go żal, ale równie dobrze, jeśli kieliszek wina trafi w miejsce jego przeznaczenia, czyli do gardła, może też rozkręcić go na full – i wciąż nie będzie mi żal, jeśli nie wyjdzie z tego cały.
Większość tytułów moich wpisów jest bezpośrednio tytułem albumów moich ulubionych wykonawców, albo niewielką trawestacją na ich temat. Nie szukam ich na siłę, jeżeli pomysł sam do mnie nie przyjdzie – zostawiam w tytule tylko nazwę sprzętu. Dziś przyszły aż dwa. Pierwszy to „Hotel Noir” – utwór z albumu The Golden Age – The Legendary Pink Dots.
O mojej przygodzie z konstrukcją skrzynek pod głośniki Diatone P-610A, kupnie na początku chińskich kopii i finalnie zdobyciu japońskiego oryginału pisałem w tych trzech wpisach:
Posłuchałem ich tydzień i ugiąłem się pod wodospadem nowych sprzętów do posłuchania odstawiając Diatone w róg pokoju. Zakodowałem je w głowie jako genialne w pewnych aspektach, ale też mocno nieuniwersalne.
Diatone P-610
Kiedy dwa dni temu odpinałem Telefunkeny L250 pierwszą myślą było wrócić do Ditton 44 i na nich posłuchać przez kilka dni hybrydy SABA Studio 1. Kilka miesięcy temu właśnie tę SABĘ oraz D44 określiłem w rozmowie z Kamilem, jak i pisząc tutaj bloga, że to w tamtym momencie najlepszy dźwięk jaki miałem w domu.
Po delikatnej podprogowej sugestii Dawida spiąłem TFK L250 z hybrydową SABĄ Studio 1. Ostatnio coraz więcej trafia to mnie sprzętu w kolorze białym. W latach 60/70 była taka moda, że poza klasycznym drewnem zaczęto fabrycznie malować sprzęty na biało. Ta sama moda wróciła jakieś 10 lat temu i także sporo względnie nowego sprzętu jest w tym kolorze. Ale aktualnie (AD 2025) biel jako wykończenie drewna jest w defensywie. I chyba właśnie z tego powodu w mojej kolekcji jest tego białego sprzętu coraz więcej. Absolutnie nie chodzi mi o to, że celowo płynę pod prąd aktualnym stylom… płynę z prądem portfela. Dzisiaj jak coś jest białe = jest tańsze 🙂 A gra taka samo jak drewniane czy czarne.
– Gdzie bym był dziś gdybym szybciej był w tym miejscu?
Przez prawie 10 lat uczestniczyłem w terenowych biegach długodystansowych, gdzie trasa wiła się dookoła i w poprzek, czasem – wbrew regulaminowi i etyce – można było przeskoczyć szlak i oszukać kilkanaście kilometrów. Nigdy tego nie robiłem… Ale czy takie same reguły obowiązują w sporcie jakim jest eksploracja vintage audio? Czy trzeba trzymać się ścieżki, czy można czasem na skróty? I czy droga na skróty będzie tylko jednowymiarową przewagą? Czy da nam zwycięstwo w całym tourze?
Analogia do świata poszukiwaczy vintage audio jest taka: czy kupując bardzo dobrze kolumny ale kompletnie niedobrane do wzmacniacza (lub odwrotnie), nie mając świadomości z jakiego powodu to nie gra – nie skończymy na manowcach, nie wypadniemy z zakrętu i kolejne miesiące spędzimy na bezrozumnym otrzepywaniu się kurzu i zastanawianiu się co było złe: tory czy podwozie? Przewaga, którą uzyskamy będzie tylko pozorna, bo zbliżenie się do mety nie uczyni z nas lepszego biegacza?
– Gdzie bym był dziś gdybym już rok temu kupił tytułowe kolumny TKF L250 – zastanawiam się na głos…