Philips 777 (22AH777)

Jestem fanem Philipsa od połowy lat 80-tych, gdy moi rodzice dokonali rzeczy absolutnie karkołomnej i załatwili do domu porządną lodówkę tej marki. Całe moje dzieciństwo i młodość związana była z codzienną ekspozycją na logo PHILIPS w postaci tej lodówki.

Philips 777

Ta wyjątkowa sympatia i zaufanie do marku przekłada się na moje wybory przez resztę życia. Kiedy kupowałem pierwszego discmana – wybór padł na Philips, gdy potrzebowałem słuchawek – podświadomie wybierałem Philipsa. Niestety lata 90-te to był upadek wielu marek, księgowi w pierwszym rzędzie decyzyjnym, plastik i najtańsze rozwiązana. Kupując kolejne tanie rzeczy z logiem Philips mój entuzjazm opadał…

Ale kilka lat temu, za sprawą mojego sąsiada, który pracował w Holandii, trafiła w moje ręce cała seria sprzętów marki Philips z serii 22RHxxx – czyli sam początek lat 70-tych. Wiele z nich było naprawdę fantastycznych. W tym mój ulubiony 22RH590. Mam też coś z wcześniejszej linii czyli 22GHxxx, ale o tym innym razem. Natomiast serię późniejszą czyli 22AHxxx traktowałem z lekkim przymrużeniem oka. Druga połowa lat 70-tych, co czas kiedy sprzęty „udawały się” fifty-fifty. Czasami słychać było jeszcze inżynierów, a czasami już księgowych.

Miałem świadomość istnienia serii amplitunerów Philipsa z tych czasów, ale one również ciekawiły mnie fifty-fifty…

Do czasu…

Czytaj dalej →

NAD 705

Cóż to właściwie za sprzęt ten NAD 705? Z ulotki można wyczytać, że produkowany w latach 92-95.

I dalej:

NAD 705 zapewnia całą moc i kontrolę, jakiej potrzebujesz, a nawet więcej. Opracowana na podstawie udanych obwodów serii 402 i 300, sekcja tunera modelu 705 została dodatkowo udoskonalona, aby wytwarzać niezwykle czysty, stabilny sygnał z dokładnym strojeniem w krokach co 25 kHz. Sekcja wzmacniacza została ulepszona do 40 watów na kanał przy 8 ohm / 90 watów przy 4 ohm.

Patrząc na lata produkcji i moc, to ten amplituner jest mniej więcej tożsamy ze wzmacniaczami 304 i 306. Były to czasy, gdzie w NADach wchodziło „nowe”. Oldschoolowcy mówili: „Paaaanie, NADy to się skończyły na modelach czeterocyfrowych„.

Czy jest tak źle jak straszą? W mojej opinii duuuużo lepiej niż następcy czyli o generację młodsze modele 312 i 712. A jak wypada w zestawieniu z legendą? Można ocenić samemu:

Me and my New Acoustic Dimensions

Jestem fanboyem NAD’a.

Kiedy pod koniec ubiegłego tysiąclecia (będąc studentem z pustymi kieszeniami i głową pełną marzeń i ambicji) zawitałem po raz pierwszy w życiu do sklepu ze sprzętem audiofilskim (Gdynia Orłowo) i sprzedawca puścił mi kolumny Audio Physic Spark 2 + NAD C320 – New Acoustic Dimensions – stałem się wtedy oddanym fanem tych dwóch marek. Niestety nie było mnie jeszcze stać, choć długo zastanawiałem się jak z tych drobnych fuszek w IT, które robiło się, równolegle studiując, odłożyć ogromną jak na tamte czasy kwotę 9 tysięcy złotych…

Pieniędzy nie odłożyłem, NADa i AP nie kupiłem. Ale pozostały we mnie, praktycznie na całe życie gęste i intensywne opary tamtej wizyty.

Czytaj dalej →

Telefunken Opus 2430 – Monk’s Dream

Telefunken Opus 2430 To najstarszy sprzęt w mojej stajni. 1963/64 rok. Gdyby spojrzeć na płyty, które wtedy ujrzały światło dzienne można by nazwać ten czas początkiem muzyki, jaką znamy. Please, Please Me – The Beatles, The Freewheelin’ Bob Dylan. Ale jazz był już w apogeum: Thelonious Monk – Monk’s Dream, Charles Mingus – The Black Saint and the Sinner Lady… Włączam w tle duet John Coltrane and Johnny Hartman również z 1963 roku. Niezwykle nastrojowy album, na którym saksofon Coltrane’a idealnie współgra z barytonem Hartmana. Kwintesencja jazzowej ballady. Włączam i rozpoczynam pisanie laurki dla Telefunken 2430. 4 sztuki lamp EL95 są już doskonale rozgrzane. 8W na kanał. Można zaczynać…

Opus 2430 to mój trzeci „chlebak”. Ale pierwszy w 100% lapmpowy i w 100% działający. Mam jeszcze 2650, ale to hybryda, choć pełna uroku. Miałem kiedyś jeszcze jeden, ale okazał się totalnym trupem i skorzystałem z prawa zwrotu.

Czytaj dalej →

Elac 2300T – Cud nad Odrą

Kiedy małżonka wysłała mi zdjęcie kartonu czekającego pod domem – w pierwszym momencie pomyślałem, że sporo wypełnienia musiał Herr Franke włożyć w ten cienki karton z OBI. Niestety znam te kartony i nie mam o nich najlepszego zdania. Kilka lat temu próbowałem przenieść w nich kolekcję CD… z marnym skutkiem.

Zaświtała mi też myśl, że może Herr Franke nie włożył tego wypełnienia i sprzęt owinięty folią poruszał się wewnątrz dość swobodnie. No ale jak można wysłać coś i nie zabezpieczyć tego porządnie?

Gdy po południu podjechałem po dom i zobaczyłem z bliska ten karton to wzburzyły się we mnie wszystkie możliwe emocje z niedowierzaniem na czele.

Wygląda jakby ktoś chciał go chwytać za otwór do chwytania, ale kiedy tekturka jest grubości jak z bloku do techniki w szkole podstawowej to oczywiste, że się urywa.

Czytaj dalej →

Goodmans Module 80 – Avalon

Anglików z przełomu 70/80 i dalszych lat 80-tych mam kilka. Poza kilkoma NAD’ami, mam Creeka 4040, mam Arcama znanego jeszcze jako A&R, w poczekalni stoi Cyrus One, jakiś czas temu sprzedałem Audiolaba 8000, był też Musical Fidelity, Cambridge Audio… Z wcześniejszych lat mam też legendarny wzmacniacz Leak Stereo 30.

Goodmans Module 80

I chyba właśnie mocne skupienie się rok temu na Leaku powstrzymało ja jakiś czas moją eksplorację angielskich wzmacniaczy. Leaka dopieściłem. W serwis włożyłem dwukrotnie więcej niż w jego zakup. Gra tak perfekcyjnie jak mało który vintage. Najmniejszego uderzenia w kolumny po włączeniu. A kiedy nie gra muzyka słychać tylko czerń, ciszę. Jest doskonały, niemal sterylny... Pisałem o nim tutaj. Czerń jak niebo w Bieszczadach. I detal.

Tylko czy o to chodzi w graniu, którego szukam?

Czytaj dalej →

Paradise – (CPK session no. 10)

Jakby zapytał się Was znajomy znajomego:

Hej, podobno znasz się na hifi, chciałbym coś kupić do słuchania, bo ostatnio jak mi się zepsuła miniwieża to słucham tylko z telewizora.

Co wtedy odpowiadacie?

We mnie budzi się niespełniony lekarz. I wcale nie chodzi o to, żeby z uśmiechem na twarzy szukać rozwiązań audiofilskich problemów. Chodzi o reakcje, gdy „pacjent” przychodzi przygotowany i przeanalizowany przez dr. Google, z całą listą Yamah i Pioneerów z linkami do Media Eksperta.

Ja wtedy odpowiadam, jak każdy lekarz:

Idź, spierdalaj w Media Expercie sobie kup

Ale po po chwili sobie uświadamiam, że nie jestem lekarzem z NFZ i nie mogę tak mówić do znajomych. I czasem to nawet powinienem zadzwonić do „pacjenta” i porozmawiać, czego lubi słuchać, jakich gatunków, czy głośno czy cicho…

I wtedy, moją pierwszą myślą jest:

Kup Tannoy Mercury M1 i jakiegoś NADa

Anagramem słowa NAD jest DNA, i właśnie tam jest to brzmienie we mnie. Jestem przesiąknięty brytyjską szkołą dźwięku i każdy kto chce zacząć, wejść w ten temat, jest przeze mnie właśnie tam kierowany. Argumentuję to również tak: jak Ci nie podjedzie, to NADa bardzo łatwo odsprzedać, tak samo Tannoy M1. W szczególności wersję czarną – „Shadow”.

Czytaj dalej →

Tannoy Mercury M1 – Days of Future Passed

Tannoy Mercury M1 (oraz cała seria M) to podręcznikowy przykład produktu, który znalazł się w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Ich „legendarność” nie wynika z kosmicznej technologii, a z genialnego stosunku jakości do ceny.

Wspominałem o tych kolumnach kilkukrotnie na tym blogu. Teraz poświęcam im osobny wpis, bo zdecydowanie na to zasługują. Zarówno ze względu na to jaką pozycję miały i mają na rynku, oraz dlatego, że ponad 20 lat temu były to pierwsze kolumny, które dały mi moment wytchnienia, moment zwolnienia w wertowaniu wątków na portalu audiostereo.

Czytaj dalej →

#1: The Final Cut

AD 2019 przed covidem jak jeszcze chodziłem do fryzjera

Słucham właśnie w internetowym Radiu 357 Topu Pink Floyd. (Nie zdarza mi się często słuchać radia przez streaming… to nie ma nic wspólnego z jakością i czarem radia analogowego. Radio przez internet to ciągle kiepsko skompresowana mp3ka)

Natomiast zupełnie nie o jakości streamingu chciałem pisać. Zasiadłem przed klawiaturą aby spróbować, w pewnym sensie sam przed sobą, wyjaśnić fenomen Pink Floyd.

Czytaj dalej →

Blaupunkt Nizza – Blue

Poznawanie świata muzyki płynącej przez zestawy z lat 60-tych czy 70-tych, czyli całe to nasze hobby, które można nazwać audiofilią w stylu vintage – to coś zupełnie innego niż dążenie do posiadania najlepszego zestawu na świecie. To nieustanny proces odkrywania i doświadczania. Można porównać tę podróż do konfucjańskiej drogi, która jest celem sama sobie. Satysfakcja nie płynie z ostatecznego „odhaczenia” idealnego zestawu, ale z samej podróży przez dekady historii inżynierii dźwięku – z testowania kolejnych „parapetów” od ITT, odkrywania magii średnicy w kolumnach Elac, czy dawania drugiej szansy zapomnianym wzmacniaczom Saby.

To nie jest liniowy rozwój!

Czuję się jak wędrowiec chodzący po świecie od wioski do wioski, czasem zagadujący rybaków w Kilonii, a czasem górali ze Szwarcwaldu. Czasami jestem zapraszany na drogie i wystawne przyjęcia, ale smak pieczonych ziemniaków w leśnej chacie też potrafi chylić nieboskłony.

Czasami łączę wymiary i szukam synergii, która w danym momencie pozwoli po prostu „opaść w fotel i przestać przepinać kable”. W tej perspektywie każdy kupiony amplituner (w ciemno, lub z polecenia) czy własnoręcznie zbudowana kolumna nie są tylko przystankami, ale pełnowartościowymi doświadczeniami, które czynią pasję „naturalną i prostą”, zamieniając pogoń za ideałem w czystą radość z obcowania z muzyką tu i teraz.

Mam w sobie ogromne poczucie wolności i szczęścia.

Kiedy rozpakowują kolejną paczkę z OLX nie mam żadnych oczekiwań. Cieszę się gdy sprzęt jest cały, a jeszcze bardziej, kiedy po podłączeniu gra. To nie jest liniowy rozwój! Sprzęty audio nie stoją w linii lepszy-gorszy. Każdy z nich jest pakietem wielu cech i mimo prób, mimo całych biznesów, które stoją za szufladkowaniem sprzętu audio – nie da się ich tak ułożyć.

Niebieska kropka

Czytaj dalej →