Big Star (CPK session no. 14)

Big Star to jeden z najbardziej fascynujących, a zarazem tragicznych zespołów w historii muzyki rockowej. Choć w latach 70. ponieśli komercyjną porażkę, z czasem zyskali status legendarnej grupy, która położyła fundamenty pod muzykę alternatywną i indie rocka lat 80. i 90.

Gdyby Big Star zaistnieli kilka lat wcześniej – byliby otoczeni kultem na poziomie The Velvet Underground. Gdyby startowali na przełomie lat 80/90 wymieniani byli by jednym tchem obok Alice in Chains czy Pearl Jam. Niestety swoje piosenki tworzyli gdzieś w „międzystrefie” nie odnosząc sukcesu komercyjnego, choć dziś każdy z ich trzech albumów zaliczany jest do kanonu 500 najlepszych płyt wg. The Rolling Stone.

Ja na ich trop wpadłem kilka dekad temu trzymając w ręku dzieło Ivo Wattsa-Russella, założyciela wytwórni 4AD – pierwszy album This Mortal Coil – It’ll End in Tears (1984) – powstał jako otwarty, studyjny projekt – hołd złożony swoim ulubionym artystom. Po nitce do kłębka, to ten album wskazał mi Tima Buckleya i również ten album pokierował mnie w stronę grupy Big Star.

Dziś jest dzień wielkiej gwiazdy. Słucham Big Star od rana na przemian z Saint-Saensem (ten drugi to pokłosie mojej ponownej piątkowej wizyty w Filharmonii Bałtyckiej, gdzie Maria Leszczyńska na bis zagrała Saint-Saensa i mi został w głowie).

A ze wszystkich sprzętów przepinanych przez weekend (V7000, V201a, Opus 2430) został mi w głowie ten ostatni. W niedzielę rano, kiedy znalazłem swój czas aby przestać pędzić i zatrzymać się na dłużej napisałem do Kamila

„Ten chlebak wznosi mnie znacznie wyżej. Kosmos, szaleństwo”

Nie ma jednego idealnego zestawu. Czasem masz ochotę na rutynowe techniczne granie, czasem na lampę z rozmachem. Telefunken Opus 2430 to właśnie ten rozmach, ten kosmos, ta głębia, przestrzeń, potęga, która wypełnia cały pokój i przenosi w zupełnie inny wymiar.

Nagrałem dwie ścieżki. Do jednej dołożyłem obraz, druga to tylko audio. Poniżej zamieszczam obie. Na pamiątkę tego dnia, spędzonego z TFK Opus 2430, KEF Concerto oraz grupą Big Star.

A tutaj, najsłynniejszy chyba utwór Big Star (również w wersji Opus 2430 + KEF Concerto) :

SP 1004: KEF Concerto – The Elephant Talk

Tuż przed wakacjami kupiłem na eBayu drugie, oryginalne zwrotnice SP 1004 do KEF Concerto. Zwrotnice w tym modelu są bardzo wdzięczne do wymiany. Wystarczy zdjąć maskownice, wykręcić dwie śrubki, wyjąć płytki na których są wszystkie elementy zwrotnicy, włożyć kolejną i voila! Cała wymiana trwa kilkanaście sekund. Co więcej, gdybym miał sprawność manualną pracownika zmieniającego opony w bolidach F1, to zszedłbym poniżej 2 sekund 🙂 Żadnego wykręcenia i wyjmowania głośników, żadnego lutowania, po prostu wkładasz i wyjmujesz – najprostsza czynność świata.

Zwrotnice, z którymi kupiłem KEFy trzy lata temu były już po recapie, ale włożone w nie najtańsze kondensatory, takie po złotówkę albo i tańsze. Żeby było jasne – ja nie ganię nikogo za używanie najtańszych, ale poprawnie działających elementów. Większość sprzętów jest zbudowana przy użyciu masowych, najtańszych elementów i teoretycznie, jeśli na pomiarach wszystko się zgadza, to czemu nie?

Czytaj dalej →

Appendix do wpisu o Ditton 10

Wczoraj i przedwczoraj przez dwa dni żyłem w jakimś przedziwnym uniesieniu związanym z klimatem jaki tworzyły w moim domu mini kolumny Celestion Ditton 10. Dziś mi już trochę przechodzi, coraz bardziej dostrzegam ograniczenia związane z ich rozmiarem. Jednak stare jazzowe klimaty siedzą jak mało co… (gram z ampli Elac 2200T).

Tak to wygląda:

Celestion Ditton 10 – The World’s Smallest Big Band

Ogłoszenie z małymi kolumnami Celestion Ditton 10 wisiało na sprzedaż dość długo. Do tego tylko 20 minut drogi ode mnie. Czasami kładłem się spać przekonany, że kolejnego dnia się po nie wybiorę, ale rano budziłem się z innymi rzeczami na głowie. Aż w końcu nastał ten dzień, kiedy ciekawość wygrała nad rozsądkiem i logiką. Bo niby po co mi potrzebne malutkie Dittony? Czuję ogromny sentyment do 15-tek, to one wprowadziły mnie w świat brytyjskich kolumn lat 60/70. Uwielbiam 44-ki, które dwa lata nie schodzą z piedestału. Ale 10-tki w moim salonie?

Z drugiej strony ciekawość: tweeter HF1300 – aktualnie nie mam żadnych kolumn z tym przetwornikiem. No i jeszcze wspomnienie rozmowy sprzed dwóch lat ze znajomym Marcina z Charlie Studio. Nie pamiętam kontekstu, ale zapamiętałem najważniejsze – jak będzie okazja to naprawdę warto pochylić się nad małymi 10-tkami.

Czytaj dalej →

Monitor Audio MA6 + Grundig V7000

Od miesięcy nie daje mi spokoju dlaczego kolumny Monitor Audio MA6 nie grają 10/10. Dlaczego nie potrafiłem znaleźć im towarzysza, który by rozwinął im skrzydła w całej rozciągłości. A minął prawie rok jak je mam. Pierwsze wrażenia opisałem tutaj: https://chasingahifighost.pl/monitor-audio-ma6/.

Monitor Audio to firma brytyjska, model MA6 pochodzi z 1976 roku i jest inspirowany klasyczną koncepcją BBC Monitor. Czy naprawdę trzeba większej rekomendacji? Tym bardziej, że jestem fanem brzmienia brytyjskich kolumn.

Monitor Audio MA6

Jednak wszędzie tam, gdzie w grę wchodzi gust, niespodzianki są codziennością. Na papierze musi się bezwzględnie podobać, ale w rzeczywistości czegoś brakuje, albo odrobiny czułości, albo rozmachu, albo jeszcze czegoś innego – zupełnie niemierzalnego. Niektóre ścieżki vintage audio to szerokie, dobrze oświetlone aleje, ale można też trafić w krzaki, błoto i miejsca, w których człowiek zaczyna się zastanawiać, po co właściwie tam wszedł. Ale jeśli w tych krzakach rozbije się namiot, rozpali małe ognisko, a rano na palniku gazowym przygotuje kawę i wypije ją słuchając ptaków i szumu potoku, to może się okazać, że w tych „krzakach” jest piękniej niż na oświetlonej alei w środku miasta.

Czytaj dalej →

KEF Calinda vs KEF Concerto

KEF Calinda to kolumny, które od długiego czasu były na mojej liście do posłuchania. Kilka lat temu (dwa, a może już trzy) Kamil zestawiał je z amplitunerem Elac 2200T i … w tamtym czasie, w tamtych okolicznościach, przy tamtym osłuchaniu, no i przede wszystkim w swoim pokoju odsłuchowym o pewnych ograniczeniach – zestaw ten zagrał mu fenomenalnie. Naprawdę potrafię filtrować poziom zachwytu u Kamila i wiem, że to było coś wyjątkowego. Co nastąpiło potem? Oczywiście w poszukiwaniu czegoś lepszego i balansowaniu bużetem oraz miejscem – zarówno Elac jak i Calinda znalazły nowych właścicieli…

KEF Calinda

Lamentów było dużo. Wspomnień przez łzy też. I oczywiście obietnic, że trzeba ten zestaw odkupić. Ale raczej nie dokładnie ten sam – lecz taki sam. Rok temu udało się dostać Elaca 2200T. Choć z tym Elaciem to trochę było jak z samochodami Land Rovera – jeździ się rewelacyjnie, ale … połowę czasu autobusem, bo LR stoi w serwisie. Elac 2200T też swoje odstał.

Czytaj dalej →

A Night at the Opera

Czytając biografie wielu konstruktorów sprzętów audio – wielokrotnie pojawia się w nich obsesyjne dążenie do przeniesienia brzmienia instrumentów z sal koncertowych filharmonii czy opery w domowe cztery ściany pokoju. Z punktu widzenia matematyki jest to ciąg zbieżny. Albo funkcja i jej asymptota. Dążenie do rzeczywistego brzmienia muzyki. Im system jest doskonalszy, tym bliżej osiągamy ideał. Ideał, czyli brzmienie filharmoniczne jest granicą tego ciągu.

Kilka dni temu wybrałem się na powakacyjną inaugurację piątków w Filharmonii Pomorskiej w Gdańsku. W repertuarze były Cztery Pory Roku w Buenos Aires – Astora Piazzolli oraz Misa a Buenos Aires – Martina Palmeri. Każdy, kto zasłuchuje się w sprzętach audio w takim momencie musi postawić sobie pytanie: jak to gra na żywo vs jak gra to u mnie w domu?

Żeby było jasne, ja nie jestem absolutnie specjalistą od filharmonii. Lubię czasem pójść, sprawia mi to ogromną przyjemność, ale zarówno nie jestem człowiekiem, który kupiłby karnet na każdy piątek w filharmonii, ale też nie znalazłem się tutaj dlatego, że żona kilka dni wcześniej wykrzyczała: „bo ty mnie nigdzie nigdy nie zabierasz!!„. Nie jestem też specjalistą od drogich systemów audio, nie wydaję milionów na kable, nie jeżdżę na Audio-Show i nie biegam na prezentacje nowości po salonach audio. Ja po prostu lubię muzykę i lubię słyszeć ją w taki sposób, aby mi się podobała. Jednemu podoba się tak, innemu inaczej. Nic nikomu nie narzucam i nic nikomu nie ujmuję.

Czytaj dalej →

Luxor Dirigent 3000 – Tenement Symphony

Marka Luxor na moim blogu po raz pierwszy pojawiła się kwartał temu. Trafiły w moje ręce kolumny tej marki, a przy okazji w dwóch krótkich akapitach opisałem historię marki do roku 1976.

Dlaczego do roku 1976? Bo wtedy nastąpił pożar fabryki w szwedzkiej Motali. To był początek końca marki Luxor, który jednocześnie nałożył się na początek końca pewnej epoki w projektowaniu HI-FI. To był koniec czasów, gdy można było dostarczyć do każdego domu dobrej jakości sprzęt grający w rozsądnych pieniądzach.

Bohater tego wpisu to Luxor Dirigent 3000 z 1975 roku, jeden z wielu przedstawicieli serii „Dirigent”. Należały do niej zarówno amplitunery, jak i tzw. music center czyli „kombajny” z gramofonem i magnetofonem na pokładzie. Kojarzy mi się to z rozwiązaniami innej skandynawskiej marki Bang & Olufsen, gdzie również główny nacisk szedł na wielozadaniowe „parapety”.

Luxor Dirigent 3000

Czytaj dalej →

AKAI AA-6200 – The Dark Side of the Moon

Trzy lata temu po raz pierwszy w życiu pojechałem do pewnego często wspominanego tutaj komisu meblowego w Sopocie. Specyfika tego komisu jest taka, że poza meblami, jego właściciele ściągają do kraju także to, co na tych meblach stało. A w latach 60/70 stały na nich bardzo fajne sprzęty HIFI.

Z tamtej wizyty przytargałem do domu parę kolumn Tandberg TL-1520 oraz amplituner Akai AA-6200. To nie były moje pierwsze sprzęty vintage, bo coś już tam w garażu nieśmiało odkładałem na półkę. Ale mentalnie byłem wciąż zacementowany przez lata próby nadążania za „nową audiofilią”, że kiedy wydajesz 600 zł na amplituner i tyle samo na kolumny to kupujesz jakieś śmieszne oldschoolowe zabawki i nic więcej. Bo żeby kupić coś do słuchania muzyki to trzeba mieć kilka tysięcy …. i wyjść ze sklepu co najwyżej z parą „średniej” jakości kabli.

Czytaj dalej →

Elac 2300T vs Elac 2300T

Z zasady jestem sceptykiem. Z zamiłowania też. Jeżeli raz czegoś doświadczyłem, nie jest mi łatwo uwierzyć komuś na słowo, że może być inaczej. Dużo łatwiej uwierzyć w coś, co widzę na aparaturze pomiarowej. Nie chcę przez to powiedzieć, że jeżeli czegoś nie można zmierzyć, to tego nie ma. Ale dużo bliższy jestem hipotezie, że jeśli różnica jest, to da się ją zmierzyć.

Jestem też miłośnikiem ślepych testów. Ale takich prawdziwych, z zamkniętymi oczami, z prawidłową metodologią. I za każdym razem, kiedy za bardzo nagrzewam się na jakiś zakup to staram się go sprawdzić. Oczywiście z zamkniętymi oczami. Kiedy jeszcze żyłem w czasach „nowej audiofilii” kilka razy zawstydzałem sam siebie, kiedy prosiłem kumpla, aby przetestował na mnie mój nowy zakup (kolejny chiński DAC z tej samej półki, kabel). Oczywiście myliłem się w odpowiedziach 🙂 Raz nawet kupiłem dwa identyczne amplitunery i jeden z nich zrecapowałem, mimo, że był zdrowy… Z pewnością wiele osób słyszy o wiele lepiej i wiele więcej niż ja, jednak ja nie chcę rywalizować w tym wyścigu i wpadać w paranoję – w zupełności wystarczy mi to co słyszę, czasami nawet chciałbym mniej.

Czytaj dalej →